5 powodów, dla których warto zagrać w Vermintide 2

Zasadniczo obtłukiwanie bronią białą wrogo nastawionych wirtualnych zwyrodnialców sprawia masę radochy — zwłaszcza, jeżeli takiej radosnej młócki możemy doświadczyć stając ramię w ramię z kumplami bądź kumpelkami. Dla fanów tego rodzaju rozrywek nadszedł wielki dzień, gdyż wraz z premierą Vermintide 2 dostają do łapek istną rzeźniczą perełkę.

Pierwszy Vermintide, czyli mówiąc krótko „Left 4 Dead w świecie Warhammera” był porządnie zrobioną gierą, która jednak cierpiała na szereg bolączek. Mimo szczerych chęci ja oraz mój gang co-opowych towarzyszy olaliśmy ten tytuł po kilku sesjach. Zakupiona, świeżutka jeszcze dwójeczka to jednak zupełnie nowa jakość, która sprawia, że pierwsza odsłona wydaje się przy niej zaledwie biedny demkiem. Oto 5 powodów, dla których powinniście rozważyć romans z tym tytułem.

1. Walka wręcz to tutaj czysta przyjemność

W grach z widokiem FPP stworzenie przyjemnego systemu walki wręcz to duże wyzwanie. Niełatwo sprawić, by czuć było wagę wyprowadzanych ciosów — nie mówiąc już o trudności w ocenie dystansu, na jaki siecze dzierżony przez nas oręż. Twórcom Vermintide 2 ta sztuka wyszła jednak perfekcyjnie: tłuczeni Skaveni oraz wyznawcy Nurgla naturalistycznie się zataczają, tracą kończynki czy walą na pysk i próbują resztkami sił podnieść. Działa to też w drugą stronę: gdy horda popaprańców wyje i tłucze w naszą tarczę, czuć siłę każdego ciosu i na widok słabnącego paska staminy ciężko nie zakrzyknąć z lekką paniką w głosie o pomoc ze strony kumpli. Generalnie „feeling” systemu walki przywodzi na myśl ciężkie razy z pierwszego Condemned czy bardzo ciepło wspominanego przeze mnie Dark Messiah of Might and Magic (no, czyli że moc jest!).

2. Jest robota dla każdego

5 postaci, z czego każda dysponuje 3 dodatkowymi podklasami o — czasem bardzo mocno — różniących się stylach walki. Do tego masa sprzętu służącego do mordu w zwarciu, jak i zasięgowego ostrzału. Można bez większych problemów znaleźć swój styl i praktykować go w kolejnych starciach. Ja na przykład zakochałem się w combo tarcza + buzdygan. Nie zadaję wiele obrażeń a liczba moich killi jest mizerna – od zabijania są kumple dysponujący bardziej śmiercionośnym sprzętem. Moim zadaniem jest tylko pilnowanie, by wrogie hordy spędzały większość czasu leżakując na pleckach, a rezultat ten osiągam napieprzając ich ciągle tarczą po krzywych ryjach. Okazjonalnie tylko wyciągam snajperską rusznicę, by skasować jakiegoś upierdliwca z gatunku „speciali” (np. szczuroczłek-hycel, co cichcem łapie ziomeczków i odciąga na boczek), co satysfakcjonuje mnie tak bardzo, że Discordowi kompani musza każdorazowo wysłuchać jak krzyczę do majka tryumfalne „HAAAAA!”. A jak mi się znudzi to przerzucę się na zweihander i będę ścinał 5 łbów za jednym zamachem. I też będzie fajnie

3. To raj dla Warhammerowych nerdów

Widać, że giercę robiła grupa pasjonatów tematu: Stary świat odwzorowano pieczołowicie: jest smród, brud i ubóstwo, a napierający zewsząd Chaośnicy i Skaveni wyglądają odpowiednio chaotycznie i skaveńsko. Klimacik jest wybitnie apokaliptyczny (wszak to już End Times, zatem ten świat ma już przed sobą tylko kilka latek) i byłby nawet depresyjny, gdyby nie świetnie napisani i zagrani kompani. Stający ramię w ramię przedstawiciele 3 ras nie tracą rezonu w obliczu nieuchronnej zagłady i z dziarską gadką na ustach raz po raz ruszają w bój: nie wiadomo w sumie, czy kompletnie zwariowali, czy tylko zgrywają kozaków by nie oszaleć. Efekt jednak jest sympatyczny i nie ma się ich dość nawet po kilku grach pod rząd.

4. Walka z hordami to czysta, skondensowana „epickość”.

Które momenty z Władcy Pierścieni zapadły wam najbardziej w pamięć? Dla mnie to zawsze było to kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund, pomiędzy tym jak do „tych dobrych” docierało jak bardzo mają przesrane, a momentem, kiedy „ci źli” wpadali w nich straszliwą szarżą. Grając w Vermintide 2 ciężko nie wspomnieć na filmową trylogię Petera Jacksona: gdy chwilę spokoju przerywa nagle złowieszczy dźwięk rogu (Chaos) albo bicie dzwonów (Skaveni), drużyna ma tylko chwilę, by stworzyć formację obronną i przygotować się na falę wyjących porąbańców z masą ostrych narzędzi. Moment, gdy napierające świry zaczynają rozbijać się o tarcze herosów zawsze podbija adrenalinę (zwłaszcza, gdy drużyna jest poobijana i ledwo zipie).

5. Broda Bardina Gorikksona

Vermintidovy krasnolud Bardin składa się z trzech elementów: Ramion Sieczno-Rąbiących, Bardina Właściwego, oraz Brody. Jako że ta jest wybitnie majestatyczna, uznaję ją za jeden z najjaśniejszych punktów Vermintide 2. I basta!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *