Jydge: zapiski młodego Syndzi

Syndzią jestem. Instancji najwyższej na dodatek. Działam szybko i sprawnie w jurysdykcji Edenbyrgu, problemy małe załatwiając z marszu, a problemy bardziej skomplikowane z przyłożenia. Od wyroków mych odwołania nie ma, wszak ciężko apelować, gdy w miejscu mózgownicy zieje dymiąca jeszcze dziura. Ot, sprawiedliwość w wersji instant.

Na zostanie Syndziom namówił mnie kumpel ze służby. Siedzimy na browarku i marudzę, że stara dupę truje, że hajsu za mało ze służby przynoszę. Ten na to: słuchaj ziomuś, Wydział Specjalny szuka kogoś do inicjatywy Syndzia. Co to jest nie mówią, ale płacą nieźle. Syndzia, pomyślałem, to brzmi nie tylko dumnie, ale i prawilnie. Zmartwiłem się tylko, ze nie wezmą, bo prawnik ze mnie żaden – ledwo zawodówę skończyłem. A kumpel do mnie, spokojna twoja łysa pała, Syndzia wyrok tylko jeden wydaje – kula w łeb. No, to chyba tyle to zapamiętam!

Zgłosiłem się. Napakowali we mnie masę cybersprzętu, okuto w ciężką zbroję, a do łap wciśnięto Gavela. Pytacie, co to? To broń z wyglądu paskudna, ale za to ile można nią rzeczy zrobić! Mnóstwo modów i trybów strzału, które przed misją do woli sobie zmieniam w bazie. Jak kacor mnie męczy to montuje sobie snajperę z podwieszoną wyrzutnią rakiet, co bym się nabiegać dużo nie musiał. A jak stara głowę znowu suszy, to się relaksuję robiąc z Gavela tłuczek do mięsa rozprasowujący bandziorów po ścianach. Kumple pieją z zachwytu!

Do kogo strzelam? A do złych ludzi jakiś, którym w dupach się poprzewracało. Zakładników bioro, do banków się włamujo, a robić to nie ma komu! No i wtedy wchodzę ja, cały na niebiesko i wyrzynam tych durniów jednego po drugim. Rozniesienie tego towarzystwa specjalnie trudne nie jest, ale spełnianie przy tym zachcianek dowództwa to już inna sprawa.

Szychy z blachami przed misjami mamią mnie medalami za, dajmy na to, wybicie wszystkich wrogów specjalnych, czy też opędzlowanie każdej ze skrzyń kryjących forsę (konfiskujemy ją dla dobra podatników, rzecz jasna!). No i spełniam te ich dziwne zachcianki (fetyszyści jacyś czy co?), bo za medale nie dość, że obsypują mnie bardziej dopasionym cybersprzętem, to bez odpowiedniej ilości złotych kwadracików (BO MEDALE PRZYSZŁOŚCI SĄ KWADRATOWE) nie chcą dopuścić mnie do co trudniejszych operacji. Zazwyczaj to leniwy jestem, ale tu bez szmerania zasuwam spełniać te wyzwania, bo nowy cybersprzęt daje naprawdę różnorodne możliwości. Policyjni jajogłowi potrafią mi nie tylko przyspawać tarczę energetyczną, czy sprząc z moją mózgownicą plującego ołowiem drona: mózgowcy w mundurkach wpadają też na takie pomysły jak zmniejszanie mnie o połowę! Poparańcy mają wtedy spory problem z ustrzeleniem mnie, za to ja poginam sobie wesoło z giwerą na wysokości ich jajec!

Do łojca ostatnio wpadłem, odwiedzić, pogadać. Opowiadam mu o tej pracy Syndzi, a ten jak nie zakrzyknie: toż to robota rodem z pradawnych top down shooterów typu Crusader: No Remorse, czy Alien Shooter. Biegasz i strzelasz, a jak się zatrzymasz, choć na chwilę, to padasz trupem! Jak mu powiedziałem, że bandziory lubują się ukrywaniu różnych sekretnych przejść oraz montowaniu wszędzie drzwi na kolore klucze, to stwierdził, że to chyba zbiry starej daty, bo takie właśnie motywy charakterystyczne były dla gierek z jego młodości. Pocieszył mnie natomiast, że przynajmniej w przeciwieństwie do bohaterów tamtejszych produkcji mogę wykarczować sobie własną ścieżkę waląc do ścian z ładunków wybuchowych. Wiem, dziwne porównania, no ale co poradzę, że mój staruszek ma taką słabość do prymitywnych rozrywek (w gry gra głupie, zamiast browca przy meczyku obalić).

Pytają mnie kumple czasem: słuchaj no, ale nie nudzi ci się takie ciągłe bieganie i strzelanie? Prawdę powiedziawszy: czasem trochę tak. Jakbym miał tak zasuwać po kilka godzin dziennie to bym się chyba przekręcił. Ale! Z racji niebezpiecznego charakteru pracy, dowództwu wystarczy, że potyram maks z godzinkę z rzędu. Akcje trwają czasem nawet po kilkanaście sekund, więc bez problemu mogę pojechać na rozwałkę pomiędzy wieczornym spacerze z pieskiem a wizytą w monopolu na rogu. W sumie to nie spodziewałem się, że ta robota dostarczy mi tyle satysfakcji. Trochę myślałem, że kumple sobie jaja robią z tym Syndzią. A tu proszę, życie nie przestaje zaskakiwać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *