Kingdom: New Lands: idealny zimowy Co-op dla par (i nie tylko)

Zarządzanie królestwem to nie łatwa sprawa: zwłaszcza gdy co noc o jego bramy rozbija się horda paskudnych stworów. Co dwie korony jednak to nie jedna, dzięki czemu dodatek do znakomitego Kingdom pod tytułem Two Crowns wprowadzający opcję co-opa sprawia, że ta niegdyś arcytrudna produkcja staje się nie tylko łatwiejsza, ale również ciekawsza.

 

Mające już parę latek na karku oryginalne Kingdom to intrygująca, minimalistyczna strategia. Jako przyodziany w koronę jeździec przybywamy do lichego, zaludnionego przez bandę obdartusów obozowiska, które musimy postawić na nogi, a następnie w ciągu kolejnych dni przeobrazić w dobrze prosperujące królestwo chronione murami. Poddanymi nie kierujemy jednak bezpośrednio, a jedynie nakierowując ich do określonych działań (np. gdy kupisz łuki to chwycą za nie bezrobotni i pójdą polować albo przyłączą się do oddziału żołnierzy). Rozbudowę zaś utrudniają nocne rajdy paskudnych stworów, które co noc szturmują mury, by roznieść je w pył i dobrać się do twojej lśniącej korony.

W oryginale przetrwanie nawet kilku nocy było dla nowicjusza niebywale trudne, gdyż tytuł ten trzyma karty bardzo blisko siebie. Poza króciutkim tutorialem nie objaśnia nic, więc wszystkie niuanse takie jak CO SIĘ STANIE KIEDY DAM MONETĘ TEMU GOŚCIOWI Z OSIOŁKIEM, albo CZY TO W OGÓLE DA SIĘ WYGRAĆ trzeba rozgryzać metodą prób i (wielu) błędów. Już pierwsza wersja tej produkcji wciągnęła mnie na długo, a pojawienie się dodatku New Lands sprawiło, że w Kingdom wbiłem następne kilkadziesiąt godzin (gdzieś zresztą na łamach Pad Portalu się Kingdom jarałem).

Ja na dole, ma lepsza połówka na górze. Musiałem jej oddać Gryfa no bo co kobiecie nie oddam?

Przystępniej, ale wcale nie łatwo

Za sprawą Two Crowns na liczniku godzin przybyło już kilkadziesiąt godzin, gdyż co-op, czyli główna atrakcja rozszerzenia, jest dla tej gry wręcz idealnym rozwiązaniem. W początkowych fazach gry, gdy nasze włości są jeszcze niewielkie można z powodzeniem „ogarniać” cały teren naszego mini-królestwa nawet w trybie solowym. Później jednak czasu w fazie dnia (czyli tej, w której bezpiecznie można poruszać się poza murami) jest bardzo mało, przez co nigdy nie jest możliwe zrobienie wszystkiego co byśmy chcieli. Dodatkowy gracz to zatem olbrzymie ułatwienie.

Dzięki większej przystępności udało mi się do rozgrywki na klasycznym split-screenie wciągnąć moją lepszą połówkę, która, choć nie należy do grona „grofobów”, to też nie jest zapaloną graczką łupiącą co wieczór. Efekt był taki, że pierwsza wspólna sesja trwała równo 6 godzin, i zakończyły ją tylko to, że była już 2 w nocy, a rano do pracy jakoś przecież wstać trzeba. Wspólne opracowywanie i wdrażanie strategii naprawdę wciąga, a przy odpowiednim podziale obowiązków (TY ZAŁATWIASZ CHŁOPKÓW DO ROBOTY, A JA KARCZUJĘ DRZEWA) królestwo rozrasta się nawet kilkukrotnie szybciej, niż w przypadku solowych starań. No i oczywiście zawsze to raźniej, gdy siedzi się za murami we dwoje i trzyma kciuki za to by fortyfikacje wytrzymały kolejny najazd hordy.

Dodatkowa osoba do pomocy to nie jedyny ukłon Kingdom: New Lands w stronę mniej hardkorowych graczy. Zrezygnowano również z perma-deathu: teraz gdy obaj władcy stracą korony, nie zaczynamy od samego początku. Zamiast tego powracamy na pierwszą wyspę (wszystkich jest pięć) jako potomkowie dawnych króli, i przejmujemy zaniedbane (rozwalone mury, wielu bezrobotnych poddanych itp.), ale jednak już mocno rozbudowane królestwo. Zrezygnowano również z permanentej zimy, której nastanie pierwotnie oznaczało, że już do samego końca musimy liczyć się z mocno ograniczonymi zasobami. Obecnie pory roku są cykliczne: w dalszym ciągu jednak na zimę trzeba się dobrze przygotować (lokujcie hajsy w banku!), gdyż w przeciwnym wypadku spędzimy całą porę roku muląc pałę za murami (i licząc, że te nie padną).

Zachodzi słoneczko, czyli zaraz będzie nocna rozpierducha.

W Kingdom: New Lands pojawiają się też garść nowinek, takich jak możliwość grania w „samurajskim” świecie. To nie tylko zmiana kosmetyczna: pojawia się też kilka różnic gameplay’owych (np. możliwość szkolenia ninja) w stosunku do klasycznego europejskiego średniowiecza. Największą zaś zmianą jest debiutująca nowa „epoka” technologiczna: endgame’owy wiek żelaza. Dotrwanie do niej gwarantuje dostęp do najmocniejszych fortyfikacji. Żelazo daje również dostęp do narzędzi pozwalających na to, by ostatecznie nakopać do tyłków nękającym nas niemalże co noc hordom (aczkolwiek dokonanie tego nie jest proste). Te oraz inne dodatki i ułatwienia mogą być wyłączone, co zapewne ucieszy purystów, dla których liczy się tylko Kingdom w swoim pierwszym, surowym i bezlitosnym wydaniu.

Skoro o braku litości mowa: nie mają jej niestety bugi, które potrafią czasem nawet mocno utrudnić dalszą grę. Pojawiły mi (czy raczej: nam, bo grałem tylko i wyłącznie w co-opie) takie kwiatki jak lewitujący i znikający pustelnicy czy też stwory zwieszające się na atakowaniu muru, nawet gdy wszyscy pobratymcy uciekli już przed wstającym słońcem. Graliśmy tuż po grudniowej premierze i wielokrotnie wściekaliśmy się na niedoróbki tego typu. Szwankuje też czasem AI poddanych, którzy potrafią olać zachód słońca po którym normalnie wszyscy chowają się za murami. Stoi sobie wtedy taki jeden oszołom z drugim i czekają grzecznie, aż nadciągające stwory oskubią ich z cennych narzędzi i nagromadzonych monet. No można pierdolca dostać, przyznaję.

Koniec końcow Kingdom jednak wciągnął nas niesamowicie: ułatwienia sprawiają, że przy New Lands mogą znakomicie bawić się osoby bez cierpliwości do kolejnych resetów niezbędnych podczas poznawania tego enigmatycznego tytułu. Sama rozgrywka zaś jest na tyle solidna, że wcale nie żal mi spędzać kolejne kilkanaście godzin cwałując z jednego końca królestwa na drugi. Dla par (i nie tylko) poszukujących relaksującego tytułu do miłego spędzenia czasu w chłodny, zimowy wieczór (z browarkiem czy też wineczkiem u boku), Two Lands jest jak dla mnie bezkonkurencyjne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *