Odwaga odstawia drina: muzyczna podróż po Umyśle w Figment

Ludzka mózgownica po wyjęciu z czachy nie wygląda zbyt okazale — ot, mięciutka, szara gąbczasta masa. Jak na coś, co jest — rzekomo, bo czasem to mam wątpliwości — jednym z cudów natury, aparycję ma niezbyt imponującą. Za upiększanie jej regularnie biorą się więc różni twórcy, prezentując wnętrze umysłu na przykład jako miejsce zamieszkane przez całą menażerię różnych postaci. Tą drogą poszli autorzy Figment, mając jednocześnie w zapasie kilka swoich autorskich sztuczek.

 

Ostatnio prześladują mnie gry zgłębiające tematykę ludzkiego umysłu. Najpierw trafiła mi się niezwykle ciekawa SOMA, a potem totalnie zryła mi beret Senua z Hellblade, przez której udrękę miałem autentyczne koszmary jeszcze kilka dni po ukończeniu gry (mógłbym napisać o tej grze MILION ZNAKÓW, ale naczelny da mi po łbie, poza tym już chyba napisano o niej wszystko co się dało). Chcąc spróbować czegoś lżejszego zdecydowałem się na zalegający na mojej kupce wstydu Figment. Opis wskazywał co prawda znowu na tematykę „kłopotów z głową”, ale otoczka już zapowiadała się mniej mrocznie i depresyjnie

Jakie były początki Figmentowych doznań? Dość zaskakujące: by się o nich dowiedzieć nieco więcej zaśpiewajcie poniższy fragment do rytmu dowolnego hitu z Eski (może być „Miłość w Zakopanem)”:

Początek był raczej mało kolorowy

Wybite szyby i ryczący klakson

W intrze wypadek samochodowy

Zapowiedział smutek głośną kraksą

Dlaczego próbuję was zmuszać do podśpiewywania moich grafomańskich poezyj? A dlatego, że podobną konwencję przyjmuje po części właśnie Figment – jego znakiem rozpoznawczym są musicalowi, śpiewający bossowie. Każdy z nich (niestety nie ma ich zbyt wielu) to jeden z Koszmarów prześladujących umysł w którym rezydujemy, a żartobliwe pieśni którymi nas raczą podczas starć szczegółowo opowiadają o danym lęku. Przykładowo, arachnofobię reprezentuje zaciągająca z francuska pajęcza dama z piosenką rodem ze staroszkolnych Bondów. Bardzo miły dla ucha i zabawny patent – szkoda, że nie ma go tu w grze więcej!

Pajęczyca upierdliwa, ale śpiewa ładnie!

Rozkręciłem się o śpiewaniu i o bossach, ale w zasadzie jako kto z nimi wojujemy? Panowie, i panie, przedstawiam wam Odwagę, lekko otyłego szopo-januszka, który niegdyś dużo wojował o porządek w Umyśle, ale ostatnio głównie obija się w swojej chatce. Zaśpiewajmy zatem ładnie o Odwadze i zawiązaniu akcji (np. do melodii „Hodowałem Melony”):

Odwaga walił sobie drina

Skończył nagle mu się lód

Na dodatek wpada jakiś bydlak

Z pamiątek Odwagi robi sobie łup

Tak właśnie: ze zwiastującego tragedię mrocznego początku przenosimy się w kolorowy świat umysłu, gdzie Odwadze sprzed nosa nowy Koszmar (cechy charakterystyczne: paskudny fioletowy kolor oraz redneckowy południowoamerykański akcent) podkrada ulubiony album ze zdjęciami. Chcąc nie chcąc, Odwaga wyciąga swój zakurzony drewniany mieczyk i rusza za fioletowym zbójem, śpiewającym ciągle jakieś straszne smuty o stracie i przemijaniu. W podróży zaś towarzyszy mu słodka głupiutka i przesłodka Piper, czyli kolorowy ptaszek rodem ze złotych lat Rare. Razem duet przebija się przez kolejne skażone strefy Umysłu, jednocześnie bez ustanku sobie bo koleżeńsku docinając Jak przedstawia się sama rozgrywka? O jakoś tak:

Figment – action adventure dla ubogich

Trochę łatwych zagadek i nieco sztywnej walki

Nie bardzo wiedzieli chyba co z gameplayem mają zrobić

Gameplay innym grom może co najwyżej pójść po fajki

Tak to właśnie wygląda – gameplay mniej więcej równie wyrafinowany co powyższe kaleczne strofy. Ot, trochę zabaw z przesuwaniem bloczków, podkładaniem kryształków w odpowiednich kolorach do właściwych slotów, trochę zręcznościowych fragmentów i sztywnawa, lekko irytująca walka – dupska to nie urywa.

Ktoś narobił KOSZMARNEGO smrodu.

Nie powiedziałbym jednak, że Figment mi się nie podobał — wręcz przeciwnie, a to za sprawą oprawy audio-video w którą ewidetnie poszła cała para. Umysł który zwiedzamy przedstawiono jaką zakręcony świat, w którym większość elementów otoczenia dokłada dźwięki do genialnej głównej ścieżki muzycznej (jest nawet świetny fragment z podpowiadaniem Umysłowi pomysłu na piosenkę!). Krainę do tego zamieszkuje cała menażeria siedzących w domkach mieszkańców Umysłu, z których każdy ma do dodania swoje 3 grosze, najczęściej w postaci suchych (ale w taki miło, rozczulający sposób!) jak pieprz żarcików. Jest to zatem istna uczta dla fanów znakomitej oprawy muzycznej i świetnych voice overów – wiem co mówię, bo po znakomitych aktorsko Hellblade i Figment odpaliłem sobie wreszcie odmóżdżające The Surge, i postacie swoją ekspresją tam nie powalają (aczkolwiek urywanie kończynek jest bardzo miłe, lecz to temat na inny tekścior).

Czy zatem warto pokusić się na Figment? To na pewno ciekawa propozycja dla osób którym… niespecjalnie ostatnio dopisuje humor. Gra serwuje bowiem zupełnie nienachalnie prosty, ale bardzo istotny przekaz — zazwyczaj wcale nie jest tak w życiu źle jakby mogło się wydawać, a strach nierzadko ma tylko wielkie oczy i niewiele poza tym. Trzeba tylko odpędzić naszą Odwagę od żłopania rozleniwiających drinków, i stawić im czoło. Czego życzę sobie zresztą i sobie, i Wam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *