Paratopic: zagadkowe i niepokojące doświadczenie w estetyce Lo-Fi

Zabójca, przemytnik i uwielbiająca fotografować ptaki turystka. Co te postacie mają ze sobą wspólnego? Wystarczy niecała godzina by się o tym przekonać, gdyż tyle trwa Paratopic — mocno nietypowy horror w poetyce lo-fi którego bohaterami jest wspomniana trójka.

Ostatnio zaszalałem, i postanowiłem obejrzeć ostatni sezon Twin Peaks bez uprzedniego oglądania dwóch oryginalnych serii. Właśnie po to, by sobie jak najbardziej zryć czerep. Eksperyment się udał (aczkolwiek spękałem gdzieś w połowie, i zaczerpnąłem wiedzy z różnorakich wiki), a tym co z tych dziwacznej serii Lyncha szczególnie utkwiło mi w pamięci, to to, jak bardzo złowroga i niepokojąca może być scena zwyczajnej jazdy samochodem w ciemności.

Twórcy Paratopic chyba za Lynchem mocno przepadają, bo motywu samotnej jazdy furą tu nie brakuje. Jedziemy po pustych, opuszczonych autostradach, a z radia bełkocze coś w dziwnej, zniekształconej pseudo-angielszczyźnie spiker oraz jakiś dyskutujący z nim frajer, co zamiast spać, zadzwonił sobie na nocny talk show. Cięcie i prowadzimy rozmowę przez telefon patrząc przez okno kawiarni, jak kruk rozdziobuje zgniłe truchło. Cięcie i spacerujemy po lesie robiąc zdjęcia ptakom. Cięcie i wpadamy na zaplecze sklepu rozwalając z rewolweru nieznanego nam gościa. Ułamek sekundy później ekspedient stacji benzynowej pyta się o współpasażera, który tankuje właśnie nasze auto. Sęk w tym, że przecież podróżujemy samotnie…

Przez chwilę zapowiada się na w miarę klasyczny shooter. Przez chwilę…

Gdzie tu logika? Zwykłej logiki brak, za to tak zwanej logiki koszmaru jest w bród. Gra (?) rzuca nas z jednej sekwencji w drugą, bez żadnego ostrzeżenia czy wyjaśnienia. Wszystko dzieje się w alternatywnej, przesiąkniętej brudem i rozkładem wersji naszego świata, w której nawet język uległ procesowi entropii (wspomniane już wcześniej bełkotane dialogi). W podkreślaniu ogólnej atmosfery zepsucia znakomicie „robi robotę” oprawa rodem z pierwszego Quake’a, oblepiająca wszystko szaroburą, nieprzyjemną pikselozą. Klimat w stylu „coś jest tu bardzo nie tak, ale nie potrafię powiedzieć co dokładnie” Paratopic zawdzięcza też oprawie audio, serwującej ciągły podkład w postaci ambientowej muzy i niepokojących efektów.

Za pomocą połączenia oldschoolowej grafiki i świetnego audio Paratopic nie tyle straszy, co mocno niepokoi. Choć to w gruncie rzeczy horror, unika jumpscare’ów czy epatowania gore: głównym narzędzie Paratopic jest nieprzewidywalność wynikająca z tego, że nie wiemy dosłownie nic o tym dziwnym świecie, a oprawia audio/video sprawia, że spodziewamy się cały czas najgorszego. Dlaczego droga którą jedziemy staje się coraz ciemniejsza i zawiła? Czemu dziwna sąsiadka błaga nas o choć jedną taśmę video jak rasowa narkomanka na głodzie? Dlaczego las zaczynają nagle wypełniać śledzące nas kamery?

Jedziemy i jedziemy, ale dokąd?

Choć takie pytania na pewno pojawią się w waszych głowach, nie liczcie na łatwe (czy w większości przypadków: jakiekolwiek odpowiedzi). Zazwyczaj nie cierpię jak developerzy na konferencjach prześcigają się w określaniu swoich dzieł jako nie gry, a „doświadczenia”. W przypadku jednak Paratopic to chyba najlepsze określenie: nie gra, może nawet nie pełnoprawna historia (aczkolwiek twórcy oraz część fanów zarzeka się, że można poskładać wydarzenia gry w względnie sensowny ciąg), a właśnie doświadczenie. Krótkie (nawet nie godzina), niepokojące, i – co najważniejsze – pozostające w pamięci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *