Diabli nadali, czyli recenzja Agony

„Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie…” Słowa poety z piętnastowiecznego poematu przydały się także w przypadku nowego polskiego horroru – Agony.

Agony znalazło się na mojej prywatnej liście gier z kategorii must-play roku 2018. Uwielbiam horrory, dlatego każda co ciekawsza pozycja, jest dla mnie na wagę złota. Gameplay osadzony w czeluściach piekieł, gdzie czeka nas mrok i rozpacz, a to wszystko podlane religijnym sosem? Biorę w ciemno. Cenię sobie nietypowe spojrzenie na znane tematy, dlatego oczekiwałam, że Agony porwie mnie ciekawą oprawą graficzną, pomysłem i przyzwoitą rozgrywką. Po pierwszej godzinie zmagań z grą zrozumiałam, że czeka mnie błądzenie po omacku po piekle, które sama sobie zgotowałam.

Dłoń mi na dłoni położył i lice

Ukazał jasne, duchem natchnął śmiałem,

Po czym wprowadził w głębin tajemnice.

Trafiamy do piekła jako kolejna nieszczęsna dusza, której tożsamość poznamy dopiero pod koniec rozgrywki. Całkiem zgrabnie wymyślona opowieść z wykorzystaniem biblijnych wątków to jeden z tych elementów, który w Agony satysfakcjonuje i może utrzymać gracza do końca całej przygody. Poruszamy się po piekle, przejmując kontrolę nad kolejnymi ciałami nieszczęśników, a naszym głównym celem jest odnalezienie czerwonej bogini. Kusząca postać pojawia się na naszej drodze w majakach i przekazach słownych. Podążamy za nią w niepojętym pędzie w głąb piekła, w nadziei, że po jej spotkaniu nasz pobyt w tym nieprzyjemnym miejscu nabierze sensu. Zanim jednak spotkamy tajemniczą niewiastę, przyjdzie nam przemierzyć wiele metrów mułu.

Jedną z licznych bolączek gry jest design poziomów, który powoduje, że już sam początek rozgrywki jest dość nieintuicyjny. Przekroczenie bramy piekieł funduje nam niezły labirynt korytarzy. Przemierzamy go w nadziei rozwiązania zagadki (której jak się okazuje, nie ma w ogóle), a plątanina lochów została utworzona jedynie dla porzucenia w jej ciemnych zakamarkach licznych karteluszek do kolekcjonowania. Zirytowani ruszamy dalej, licząc po cichu, że to tylko nasza nieuwaga i sami jesteśmy sobie winni. Kolejne komnaty potwierdzają smutną regułę. Wiele błądzenia, co ma za zadanie sztucznie rozciągnąć niezbyt długą rozgrywkę.

Większość zabawy polega na jednym schemacie. Poznanie go pozwala zgrabnie ominąć spory kawałek rozgrywki, jednocześnie wykorzystując narzuconą mechanikę. Podczas przechodzenia kolejnych poziomów, czekają nas proste zagadki, polegające na uzupełnianiu brakujących elementów oraz przemykanie w ciemnościach, unikając wykrycia przez żarłoczne sukkuby. Kilka razy mamy okazję wcielić się w demony, ale dzieje się to zdecydowanie za rzadko. Grę można ukończyć w niecałe cztery godziny. Niestety już w połowie wkrada się monotonia i jako gracz rozglądamy się niecierpliwie, kiedy czeka nas koniec tej… agonii.

Sporym problemem są także błędy techniczne. Jak na produkt wypuszczony do oficjalnej sprzedaży zawiera zdecydowanie zbyt wiele problemów. Dziwne spadki prędkości, zacinanie się rozgrywki, doczytywanie się pojawiającej się przed graczem drogi, znikająca jaskinia, wyrzucanie gry do pulpitu czy niespodziewane problemy z wchodzeniem na miejsca, które jeszcze przed chwilą były dostępne. A to wszytko na komputerze, który zjada najnowsze premiery na śniadanie. Nie oczekuję, że produkcja będzie całkowicie pozbawiona problemów, ale jest tego zdecydowanie za dużo.

Vexilla regis prodeunt inferni

Pozostaje nam kwestia kontrowersji związanych z wypuszczeniem tytułu do sprzedaży. Obrońcy moralności powinni dać sobie na wstrzymanie. Dzieło MadMind Studio to zaledwie niewinna pocztówka w porównaniu do tego, co oglądałam w podstawówce na stronach podręcznika do plastyki. Hieronim Bosch zaśmiałby się z politowaniem, gdyby obok jego obrazu „Piekło” postawić kadr z Agony. Kilka par piersi, sporo nagich mężczyzn i inscenizacje zabaw, jakie preferował niejaki Vlad Drakula to chyba wszystko, na co możecie liczyć. Oczywiście osoby o zdecydowanie większej wrażliwości, mogą spojrzeć na grę jako produkt odrażający, ale czy nie od tego powstały kategorie wiekowe? Czy nie od tego posiadamy rozum, aby wybierać to co nas interesuje a ignorować gry, które nas szokują?

Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj

Ocena Agony z punktu widzenia recenzenta to niezwykle trudna kwestia. Interesujący pomysł i ciekawą ideę wykorzystania piekielnej wędrówki przysłoniło przeciętne wykonanie i liczne błędy utrudniajcie rozgrywkę. Mam duży szacunek dla każdego, kto sięga po nietypowe tematy. Jednocześnie nie mogę przymknąć oczu, gdy wędrówka po piekle Agony była doświadczeniem dość męczącym i wymagającym dopracowania zarówno ze strony gameplayu jak i technicznej. Miejmy nadzieję, że kolejne produkcje studia MadMind Studio nie powtórzą „agonii” ich ostatniego dzieła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *