Recenzja Gran Turismo Sport

Czy lata oczekiwań, opóźnień i niekończących obietnic opłaciły się? Nowe Gran Turismo w końcu wjechało na półki sklepowe, ale konkurencja nie odpuszcza. Czy otrzymaliśmy GT na miarę ósmej generacji konsol?

Gran Turismo to nie jest zwykła gra, to instytucja. Dwie dekady temu studio Polyphony Digital prezentując swój tytuł na konsoli PSX pokazało zupełnie nowy sposób podejścia do wyścigów samochodowych. Japończycy przez następne siedem lat dosłownie wyznaczali nowe standardy, podnosząc poprzeczkę z każdą kolejną odsłoną. Na obecną, już siedemnastą edycję czekaliśmy długie cztery lata, od chwili premiery PlayStation 4.

Model jazdy

Wyjaśnijmy raz na zawsze. Gran Turismo nie jest pełnokrwistym symulatorem. Produkcja japońskiego studia, podobnie jak jej największy konkurent Forza Motorsport, należy do gatunku simcade. Za tym określeniem ukrywa się miks wymagającej mechaniki rozgrywki, z pewnymi uproszczeniami nawiązującymi do bardziej zręcznościowej gry. Wszakże obie marki skrojono głównie do zabawy na gamepadzie, dlatego pewne ustępstwa były konieczne.

Nowe GT z pewnością grą łatwą nie jest, choć nie kładzie zbytnich utrudnień pod nogi gracza. Niemniej, zanim ruszymy na tor gracz otrzymuje szereg możliwości konfiguracji zawieszenia, czy pracy silnika i skrzyni biegów, na „ułatwieniach” prowadzenia kończąc. Kontrola trakcji, stabilności, ABS itd. mogą zostać dopasowane do naszych potrzeb. Tego zabraknąć nie mogło.

Jeśli zdecydujemy się na wszystkie „wspomagania” łącznie z asystą samego prowadzenia, to nowe GT zaprezentuje rozgrywkę na poziomie Need for Speed’a. Słowem: dla każdego. Ale prawdziwi wyjadacze GT gardzą takim podejściem to też, czym pędzącej ustawiamy wszystko pod profil profesjonalnego kierowcy. Wtenczas nawet 140 konna Miata MX-5 potrafi porządnie ugryźć, dając spore pokłady satysfakcji z rozgrywki. Zabawa na oryginalnym kontrolerze PS4 nie sprawia większych przeszkód, ale im dalej w las, tym robi się nieco kłopotliwie.

Po spędzeniu kilkudziesięciu godzin z grą naturalnym jest, że nasze zdobyte doświadczenie pozwala na próbę jazdy z wykorzystaniem pełnego potencjału pojazdu. Niestety fizyka w grze ma kilka problemów, m.in. dość dziwnie sprezentowaną mechanikę hamowania. Ciężko wyczuć hamulec przez dość pokaźną martwą strefę, plus cienka granica między przyczepnością, a poślizgiem jest trudno wyczuwalna, dlatego zanim będziemy wstanie zafundować sobie agresywniejszą jazdę w ciasnym slalomie zakrętów minie sporo wody. Ponadto niektóre samochody po wyłączeniu kontroli trakcji zachowują się często zbyt nieprzewidywanie, co utrudni życie podczas zawodów związanych z choćby driftem.

Trochę osobną kategorię stanowi off-road. Różnice między jazdą na piachu, a asfalcie są relatywnie niewielkie, gdzie pojazd przystosowany do zawodów WRC prowadzi się niezwykle sztywno, zachowawczo, a ponad wszelką wątpliwość sztucznie. Z tego powodu ogrywając nowe GT we dwóch redakcyjnych wyjadaczy nie mogliśmy oprzeć się dziwnemu wrażeniu doklejania WRC na sam koniec i zdecydowanie na siłę. Tego typu zawody najmniej nas interesowały po dłuższym czasie spędzonym z grą.

Ponadto Gran Turismo Sport nie oferuje systemu uszkodzeń. Znaczy się, po raz pierwszy po 20 latach ewolucji marki możemy zarysować, nieco obić karoserię, czy nawet stracić lusterko, ale nic ponad to. Zamiast tego, pojazdy odbijają się od siebie, lub przeszkód niczym gumowe piłeczki. Mówcie, co chcecie, ale moim zdaniem to ogromny minus.

Motoryzacyjna (prawie) encyklopedia

Menu przyciąga, ale nie jest tak przejrzyste jak w Project CARS 2, zmuszając nas do nadmiernej ilości klikania. Słowem: jest ciekawie dla oka, ale już nie dla ręki. Z ciekawych dodatków, warto wspomnieć o filmach pokazujących różne samochody, lub nawet liniach czasu skupionych na rozwoju konkretnych marek. Nie wszystkie mają tak wyczesaną encyklopedię, ale cieszy tak niestandardowe podejście. Inną parę kaloszy stanowi system fotograficzny, pozwalający na sesje zdjęciowe. Rzecz całkowicie podpatrzona z Forzy Horizon, ale daje radę.

Gran Turismo Sport na sam początek oferuje około 140 samochodów podzielonych na kilka podstawowych klas. Wielu branżowych kolegów broni tego podejścia, bowiem ma się ono przełożyć na odpowiednie odwzorowanie wizualne pojazdów i ich zachowania na torze. Mógłbym się z tym zgodzić, gdyby nie pewne „ale”. Po pierwsze, nawet tak świeża marka, jak Project CARS zaoferuje więcej samochodów, a ponadto gwarantuje zróżnicowanie. Jeśli w nowym GT udacie się do sklepu celem zakupu Lamborghini, po chwili zobaczycie że 4 z 5 oferowanych samochodów są jedynie wariacją tego samego modelu. I tak w większości przypadków.

Czyli, na zdrowy rozum ogólna pula dostępnych aut zawęża się nagle do 60 sztuk, skupiając się w 80% na współczesnych sportowych GT i klasie GT3. Zapomnijcie o klasykach, japońskich legendach lat 80. i 90., klasie DTM, maszynach skrojonych wyłącznie do driftu (takie zawody są w grze) i wielu innych perełkach obecnych u konkurencji. Tym samym mój post z środy, umieszczony na fan page portalu, wydaje się wręcz kuriozalny. Jeśli tytuł tej klasy, nie daje mi SkyLine’a R34 lub Supry, to ja nie widzę sensu dalszej zabawy

Znak czasów, czyli rozgrywka on-line

Przejdźmy do sedna. Rozgrywka w Gran Turismo Sport działa w 90% z wykorzystaniem sieci. To znaczy, że każdy postęp, każdy przejechany kilometr i zarobiony kredyt, a także zdobyte auta zapisują się w chmurze. Gdy przysiądziemy do zabawy, na początek musimy ogarnąć kilka prostych licencji, by potem ruszyć na podbój mistrzostw. Sama rozgrywka sieciowa prawdopodobnie stanowi przykład najlepszego rozwiązania tego typu na tę chwilę. Zachwyca ilość dostępnych opcji, rozgrywek, możliwości realizacji własnych zawodów oraz branie udziału w większych wydarzeniach. Bardzo dobrze zaprojektowano system wzrostu rangi kierowcy, plus dopasowywania przeciwników – matchmaking. Dotyczy on nie tylko klasyfikacji graczy wd. ich umiejętności i stylu jazdy, ale także doboru dostępnych aut na dane zawody, grupując pojazdy względem zbliżonych osiągów, wyrównując tak szansy dla każdego. Słowem, gdy idzie o zabawę multiplayer GT Sport daje radę.

Gdy jesteśmy off-line sprawy przestają wyglądać tak ciekawie. Nasze możliwości zawężają się do szybkiego wyścigu, próby czasowej, ubogiego wyzwania driftu i dowolnej jazdy. Co gorsza, jeśli chcemy zapisać nasz postęp musimy być zawsze połączeni z siecią. W innym przypadku przepadają przejechane kilometry i zdobyte kredyty, a trzeba wspomnieć, że serwery GT wciąż działają na przysłowiowe słowo honoru.

Polyphony Digital stawia mocno na aspekt e-sportowy, czego dowodem są już nadchodzące mistrzostwa. Ponadto decyzja o nadaniu takiej formy grze, ma bronić się rozbudowanym systemem rang PFP i kar, wymuszających fair play. Wszystko ładnie, pięknie, lecz Project CARS oferuje miodną rozgrywkę sieciową, ze zachowaniem fair play, dając również rozbudowany tryb dla pojedynczego gracza. Nie ma wydumanego sytemu kar za choćby zderzenia, bowiem te kończą się uszkodzeniem samochodu, co wyklucza nas na własne życzenie. Już ten fakt działa dyscyplinująco na graczy. Co jeszcze trzeba wspomnieć, to ograniczona pula dostępnych tras – łącznie siedemnaście. Nawet te fikcyjne prezentują się nad wyraz wiarygodnie, ale 3 trasy przeznaczono na WRC. To daje nam 14 tras asfaltowych, zawężając dodatkowo wybór „realnych” torów. Sami oceńcie, jak długo możecie krążyć po tych samych trasach w trakcie sieciowych wojaży i ograniczonej zabawy dla pojedynczego gracza.

Odkładając na bok zabawę po sieci, musimy wspomnieć jak zachowuje się cyfrowy przeciwnik. Ci nawet w dużym ścisku nie popełniają karygodnych (głupich) błędów, zachowując się odpowiednio do klasy auta i toru. Niemniej postępują czasem dość zachowawczo, co z kolei nam może napsuć nieco krwi w ciasnych i technicznych zakrętach. W ogólnym rozrachunku AI jest mocną stroną japońskiej gry.

Gran Turismo na ósmej generacji

Tytuł ogrywałem na „Prosiaku”, przy wykorzystaniu paroletniego, lecz bardzo dobrego telewizora Full HD. Nie licząc czasem dość plastikowej otoczki aut w garażu, podczas samej rozgrywki GT prezentuje się zacnie. Momentami nawet aż zbyt dobrze. Dla przykładu, każdy wyścig można rozegrać o dowolnej porze dnia, gdzie szczególnie jazda wczesnym rankiem wpakowała moją szczękę w podłogę. Tytuł nabiera dodatkowych rumieńców, gdy posiadacie matrycę obsługującą HDR. Nie zapomnijmy jeszcze o wsparciu dla VR, choć to raczej dodatek uzupełniający, a nie główne danie. No i nareszcie auta brzmią konkretnie, a nie jak odkurzacze na wysokich obrotach.

Oczywiście znajdziemy kilka niedopracowanych elementów, jak tylko zdejmiemy nogę z gazu. Refleksy na szybach i niektóre efekty związane z oświetleniem nigdy nie były mocną stroną marki GT. Straszyć będę także miejscami kartonowe drzewa i inne tekstury, jak rodem z szóstej generacji, ale jest to raczej margines. Dlatego mam drobny apel do czytelników ppe.pl. Rozwodzenie się na długie elaboraty w temacie drzew w różnych grach wyścigowych jest zwyczajnie chore. Ponoć to się już leczy. Czego mi natomiast naprawdę zabrakło w GT Sport, to płynny cykl zmiany czasu, jak również warunków atmosferycznych, bo ograniczają się wyłącznie do pogodnej pogody. Plus mimo poprawy udźwiękowienia, odgłosy opon potrafią wprowadzać w błąd (wspomniany problem z przyczepnością), a także dla ucha nieczytelne jest zachowanie silnika, dlatego często trudno „na słuch” zmieniać biegi.

Słowem podsumowania

Długo dumaliśmy, jak podsumować najnowsze Gran Turismo, ale doszliśmy ostatecznie do bardzo konstruktywnego wniosku. Mianowicie studio Polyphony Digital przez lata wyznaczało nowe standardy. W Gran Turismo 3 i 4 seria osiągnęła swój najwyższy poziom. Potem chłopaki przysnęli, budząc się po latach i ze zdziwieniem widząc, jak świat poszedł do przodu. W natłoku paniki nie wiedzieli czego od siebie, a także ich gry oczekiwać, gubiąc się w kolejnych decyzjach. Jeśli jesteście starymi fanami GT, jako motoryzacyjnej przygody i ekstazy – rozbudowanej kariery na długie miesiące, gdzie czerpiemy przyjemność z jazdy, kolekcjonowania i usprawniania konkretnych modeli – to najnowsza odsłona nie jest dla Was. Serio, w tym przypadku omijajcie grę produkcję szerokim łukiem.

Natomiast, jeśli poszukujecie znakomitego doświadczenia on-line, zdradzającego szerokie zacięcie e-sportowe, to chyba lepiej trafić nie mogliście. Pod tym względem Sport błyszczy, zostawiając konkurencję w tyle, choć nie na tyle by zapewnić sobie miejsce lidera. Reasumując, rozgrywka w najnowszym GT daje dużo satysfakcji, ale nietrudno wyzbyć się uczucia niedosytu. Czy jestem zbyt surowy? Bynajmniej, bowiem GT – jak już wspomniałem – jest instytucją; flagowym produktem Sony w poprzednich generacjach napędzającym sprzedaż konsoli. Kiedyś to inni twórcy wzorowali się japońskim studiu, a dziś dostaliśmy zaledwie przyzwoity tytuł. Po Gran Turismo oczekuje się zwyczajnie więcej. Czy nowy kierunek obrany przez twórców sprawdzi się, to tylko czas pokaże.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *