Recenzja gry Darksiders 3

Debiut najnowszego Darksiders 3 to sztandarowy przykład odwiecznej walki pomiędzy dobrem i złem, pomiędzy keczupem i musztardą oraz pomiędzy oczekiwaniami graczy a tym, co otrzymują w finale.

Seria Darksiders nigdy nie miała łatwo. Począwszy od cenzury w niektórych krajach, przez słabe porty PC po upadek THQ, który wróżył koniec galopady jeźdźców apokalipsy przez nasze konsole i komputery. „Furia zawsze znajdzie drogę” – mawiają i tak też się stało. Niespodziewanie dla wszystkich pojawiły się informacje, że trzeci jeździec zbliża się i nie zamierza oszczędzić nikogo.

Czas zmian

Furia to pierwsza dama wśród jeźdźców. Jest narwana, nieokrzesana i wojownicza. Ma świetne włosy, długi bicz, towarzyszkę i misję do wypełnienia. Wszystko zaczyna się od procesu Wojny – jeźdźca, którego mieliśmy okazję zobaczyć w części pierwszej. Zostaje on oskarżony o rozpętanie apokalipsy przez Radę Spopielonych. Furia zostaje wysłana na misję schwytania Siedmiu Grzechów Głównych, która z czasem staje się nieco bardziej skomplikowana, niż to się wydawało na początku.

Na samym początku naszej przygody Furia nie należy do postaci przyjemnych. Gardzi słabością, a za największych słabeuszy uznaje ludzi. Ziemia, po której przyszło jej stąpać, jest zrujnowana przez liczne kataklizmy i walki sił niebiańskich z demonami. Z czasem spotyka na swojej drodze kolejne postacie, których zachowanie i postawa zaczyna na nią wpływać. Ewolucja głównej bohaterki to coś, co na początku przyjęłam z niemałym zaskoczeniem. Opowiadana historia nigdy nie była sednem rozgrywki serii Darksiders. Tymczasem trójka traktuje o czymś i pozwala na poznanie postaci, którą gramy.

Nie tylko fabuła przeszła metamorfozę. Także sama rozgrywka tym razem czerpiąca garściami z klasyka trudnej rozgrywki – Dark Souls. Za zabijanie wrogów otrzymujemy dusze, które potem wymieniamy na doświadczenie lub kupujemy przedmioty. Intrygujący i zagadkowy jest fakt, że pojedyncze dusze otrzymujemy także, gdy rozbijemy kosz ze śmieciami, kontener czy beczkę. Zanim dotrzemy do bardziej dramatycznych wniosków, przejdźmy do Vulgrima – postaci na kształt kupca, który za owe duszyczki oferuje nam przeróżne dobra. Jego postać zwiastuje nie tylko dostęp do ulepszeń, ale także punkty zapisu. Z jego pomocą możemy także przenieść się do odwiedzanych wcześniej lokacji. Graficznie niemal każde z odwiedzonych miejsc prezentuje się ciekawie. Są podziemia, jest zniszczona kataklizmem powierzchnia usiana fantastycznymi strukturami, wyrosłymi po dawnym konflikcie. Jest na czym zawiesić oko, a i wrogowie zaprojektowani są z pomysłem i fantazją.

Być jak Dark Souls

Wygląd wroga to nie jedyne czemu warto się przyglądać. Ważne są także ruchy przeciwnika, bo Darksiaders 3 to najtrudniejsza z części. Wymaga ostrożności i planowania kolejnych kroków. Niestety naszym blokiem jest jednocześnie unik, dlatego czasami rozgrywka to szaleńcze unikanie przeciwnika i bicie go w chwilach, gdy na chwilę poprzestaje ataku. Jednak wprawiony w podobnych stylach gry gracz powinien dość szybko przystosować się do nowej rozgrywki. Cieszy mnie, że nie przeniesiono z serii Dark Souls systemu utraty dusz po śmierci. Można je odzyskać po późniejszym czasie. Gdy dobiegniemy do miejsca zgonu, znajdziemy je tam w formie cierpliwie czekającego błękitnego kłębu.

Niestety momentami gra potrafi być frustrująca. Zwłaszcza gdy idzie o drobne błędy techniczne, które przy tak wymagającej rozgrywce potrafią być kluczowe dla rozgrywki. Wrogowie lubią przyprzeć do muru – dosłownie. Przez co tracimy z widoku naszą postać, nie mając pojęcia czy atakujemy i czy udało nam się zbiec przed śmiertelnym ciosem, w wyniku czego giniemy. Z podobnych bolączek, okazjonalnie gra zapomni się „zalokować” na przeciwniku, potem przeskoczy na tego drugiego na końcu pomieszczenia, albo zablokuje nas podczas koziołkowania przy ścianie między posągami.

Nie zmienia to jednak faktu, że tniemy przez grę całkiem przyjemnie, a potężne ciosy Furii potrafią zrobić smak na więcej. Moje wrażenie po rozgrywce było bardzo bliskie do tego, co odczuwałam podczas grania w Dark Soulsy. Momentami czułam złość i irytację, a mimo to sympatyzowałam z moim oprawcą i chciałam grać dalej.

Oczekiwania a rzeczywistość

Osobne zarzuty należą się polskiemu dubbingowi. Dobrze, że ktoś chciała zrobić ten tytuł bardziej przystępnym w naszym kraju, ale na bogów nordyckich… dlaczego zamiast głosu kobiety pełnej furii i zgorzknienia otrzymaliśmy coś na kształt zestresowanej pani domu? Ponadto mam wrażenie, że podczas przekładania gry na polski grupa dubbingująca i tłumacząca napisy pracowały oddzielnie. Bardzo często to, co słyszymy w słuchawkach, rozbiega się z tekstem pisanym. Tak często, że w samym wstępie gry jest przynajmniej kilka takich baboli.

Dla leniuszków mamy również audiowizualną recenzję. Enjoy 🙂

Darksiders 3 to gra wyczekiwana. Przez tę niewielką grupę fanów, którzy polubili ten świat i pomysł. Jednocześnie wyobrażam sobie, ze wielu graczy, którzy oczekiwali rozgrywki lekkiej, podobnej do części drugiej, mogą czuć się nieprzyjemnie zaskoczeni. Oto nagle zamiast prostego slashera z elementami RPG, podejmują wysiłek w grze o soulsowym duchu. W dodatku gracze muszą się zmagać nie tyle z nową mechaniką, ile pokonaniem pojawiających się przeciwności technicznych.

Darksiders 3 nie jest to grą idealna i miejscami widać, że podczas tworzenia studio męczyła jakaś gorączka braku czasu, finansów i możliwości. Jednocześnie to, co otrzymaliśmy ostatecznie, jest bardzo przyjemne i mam nadzieję, że pozwoli studiu Virgil Games zakończyć opowieść w postaci czwartej odsłony. Waśni przybywaj!

Za udostępnienie gry serdecznie dziękujemy serwisowi GOG.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *