Recenzja Project CARS 2

To jedna z głośniejszych premier ostatnich miesięcy, przynajmniej dla fanów motoryzacji. Project CARS atakuje ponownie, dlatego warto spytać, czy Slightly Mad Studios wywiązało się z zapowiedzianych obietnic?

Przygoda brytyjskiego zespołu Slightly Mad ze światem wyścigów zaczęła się w 2009 roku. Na rynek trafił wtenczas Need for Speed: Shift, całkowicie odmienny od ukazujących się od dłuższego czasu NFS’ów. Bliżej było mu do klasyka NFS: Porsche 2000, uciekając w stronę czegoś na modłę niby-symulatora. Dwa lata później debiutuje bardzo udana kontynuacja zatytułowana Shift 2: Unleashed, a potem zespół skupia się na nowym projekcie.

Model Jazdy

Przejdźmy jednak do konkretów: czy model jazdy daje radę? Słowem wyjaśnienia muszę oczywiście nadmienić, iż „dwójkę” ogrywałem na padzie. Kontroler Xbox One względem wyścigów jest jednym z najlepszych na rynku, a poza tym nie mam miejsca, a także mój budżet nie pozwala na zakup kierownicy. Nie będziemy brać pod uwagę budżetowych rozwiązań dla PC czy konsol, bowiem jak pewnie wiecie takie kierownice są zwyczajnie niesmacznym żartem. Całą recenzję rozważamy, zatem wyłącznie z perspektywy kontrolera i konsoli Xbox.

Do Project CARS 2 przysiadłem z marszu i względem poprzedniczki muszę przyznać, że jest znacznie lepiej, jeśli idzie o rozgrywkę na gamepadzie. Twórcom udało się wyeliminować szereg irytujących błędów, jakie trapiły wcześniejszą odsłonę, a które pokutowały od pierwszej części Shift. Oczywiście gra już od pierwszych chwil daje nam znać, że skrojono ją pod użytkowników bardzo wymagających, to też miłośnicy arcadenie mają absolutnie, czego tu szukać.

Gra udostępnia szereg ustawień zarówno reakcji kontrolera, jak i parametrów auta. Możemy skorzystać z złożonej (profesjonalnej) konfiguracji, lub chwycimy za szybki samouczek odpowiadając na kilka precyzyjnych pytań, po czym system sam dopasuje ustawienia auta. Wiele zmian nanosimy w dowolnym momencie. Z poziomu menu dostosujemy jednocześnie zakres pomocy w postaci ABS, kontroli trakcji itd. Pełna dowolność, ale gra udostępnia jednocześnie ustawienia „realistyczne”, tzn. nie możemy wpłynąć na parametry działania zawieszenia, bowiem zależne są od posiadanego auta. Wszakże w pojeździe z lat 70. możecie zapomnieć o choćby ABS. Motyw jak najbardziej świetny, jakiego brakowało mi w innych tytułach.

Jak pewnie słyszeliście sequel daje dostęp do ogromnego wachlarza aut i torów, gdzie możemy puścić wodze fantazji w tworzeniu zawodów. Niestety niektóre pojazdy i trasy dają dziwne, wręcz bardzo oderwane od rzeczywistości wrażenie. Przykładowo będąc za kierownicą Corvette C7, lub Prosche 911 GT3 na torze Mazda Raceway Laguna Seca jazda na gamepadzie daje tonę wyzwania, przy jednoczesnym dostarczeniu radości i przyjemności. Innym razem natomiast bierze nas zwyczajna furia, gdy przykładowo auta Prototype LMP generujące w rzeczywistości siłę docisku równą dłoni boga, tu ślizgają się jak szalone fruwając na torze niczym kartonowe pudła. Wiele problemów sprawia również fizyka hamowania, której zwyczajnie w wielu przypadkach brakuje precyzji. Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o uszkodzeniach – te są całkowicie abstrakcyjne i na mój gust wymagają całkowitego zaprojektowania od nowa.

Kampania i zabawa po sieci

Ogólna otoczka Project CARS uległa gruntownemu przebudowaniu. Menu, co prawda przypomina swój pierwowzorów, ale naniesiono szereg istotnych i bardzo dobrych zmian. Jest szybkie, przejrzyste intuicyjne i bardzo estetyczne. Twórcy posłuchali graczy, dając nam teraz normalną kampanię. Zostawiono oczywiście sporą dozę swobody, dzięki czemu naszą przygodę zaczynamy niemal w dowolnym momencie. Mogą to być gokarty, klasa junior, sportowe bolidy, lub od razu przeskoczymy do nieco agresywniejszych pojazdów. Niemniej proponuje zacząć od niższych poziomów, aby opanować model jazdy, masterować tym samym przez większość czasu niewielką ilość aut. W innym przypadku napsujecie sobie niepotrzebnie krwi.

Ogólna liczba dostępnych samochodów dzieli się na 29 klas, dając około 180 modeli. Sporo, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie, plus na ilość licencjonowanych tras także nie będziecie narzekać. Sześćdziesiąt torów, realnych i tych fikcyjnych, to największa od dawna kolekcja w grze tego typu. Niestety szybko przekonamy się, iż spora część atrakcji ma znamiona jedynie kosmetycznych i równie dobrze mogły być uwzględnione w obszernej aktualizacji, względnie płatnym DLC do poprzedniej odsłony. Czego głównie brakuje to większego zróżnicowania zadań i wyzwań, pozwalających bardziej „eksplorować” świat gry. Tytuł nie daje nic więcej ponad to, co pokazała w przeszłości konkurencja.

Największą wadą jest jednak sztuczna inteligencja przeciwników, ustępując nawet temu, co twórcy pokazali choćby w Shift 2. Raz nawiązujemy równorzędną walkę, by następnie dominować nad przeciwnikami, a później zgarniać od nich cięgi nie mając nawet szans dogonienia ostatniego przeciwnika. A wszystko to doświadczymy na tym samym torze, w tym samym samochodzie. Co więcej, gra ma ogromne tendencje na oszukiwanie w czasie przejazdu naszych oponentów, a ponadto zachowują się oni często wręcz irracjonalnie względem klasy pojazdów, jakimi się akurat ścigamy. W połączeniu z kulejącą niekiedy fizyką i nieciekawym, wręcz przypadkowym systemem uszkodzeń, gwarantuję że zaleje was krew więcej niż dziesiątki razy.

Przeciwwagą dla tego stanu rzeczy ma być tryb rozgrywki sieciowej, co zresztą bardzo chwaliłem w pierwszej odsłonie Project CARS. Głównie za sprawą społeczności, uznającej fair play i przywiązanie wręcz do maszynowo-precyzyjnej jazdy, co jest rzadko spotykane w innych grach pokroju Forzy czy Gran Turismo. Widzimy także zacięcie e-sportowe, ale większość z obiecanych funkcji nie jest dostępna, a matchmaking jeszcze nie działa, co wręcz uniemożliwia rozpoczęcie online’owej ligi.

Techniczne niuanse

Project CARS 2 ogrywałem na Xbox One, podobnie jak pierwowzorów, choć ten miałem okazję jeszcze męczyć na PC, jako benchmark kart graficznych i źródło rozgrywki sieciowej. „Jedynka” działała bardzo dobrze na pierwszej rewizji XOne, zwanym również pieszczotliwie magnetowidem, choć nie obyło się bez zgrzytów. Pokaźne spadki w wydajności miały miejsce szczególnie podczas niedogodnych warunków atmosferycznych.

Tym razem całość zoptymalizowano bardzo dobrze i giera na konsoli śmiga aż miło. Ogromną uwagę poświęcono szczególnie zmiennym warunkom pogodowym – wiosna, jesień, zima – co wpływa znacząco na odbiór torów i to, jak się po nich ścigamy. Niemałe wrażenie robi również przejście pogody między zachmurzeniem, deszczem itd., co także prócz waloru estetycznego ma gruntowny wpływ na jazdę. Tu możemy również się nieco pobawić. Chcecie objechać tor w Emiratach Arabskich w gwałtownej śnieżycy? Proszę bardzo, droga wolna!

Tak wysokie przywiązanie do efektów pogodowych, zrealizowanych z ogromną pieczołowitością, czasem każą wnioskować, iż gramy w symulator pogody, a nie wyścigów. Jak wspomniałem wcześniej, AI na torach skąpanych w deszczu, lub śniegu odstawia niekiedy przeróżne dziwne akcje, a wspomniane problemy z modelem jazdy konkretnych klas samochodów powodują, że walczymy częściej z pogodą, aniżeli czerpiemy przyjemność z wyścigu.

Ponadto tytuł wizualnie jest nierówny. Niektóre trasy, wraz z autami i efektami pogodowymi zachwycają, by zaraz potem pokazać nam fatalnie odwzorowaną przestrzeń. Po oczach kłują nieciekawej jakości tekstury otaczającego świata, brzydkie cienie, plus poszarpane krawędzie. Nie lepiej prezentują się także grafiki na autach, co przy braku wygładzania krawędzi dodatkowo odstrasza. Gra miejscami dosłownie prezentuje się dużo gorzej względem swojego poprzednika, cofając nas o dwie epoki. Nie wierzyłem własnym oczom, bowiem między dwuletnią Forza Motorsport 6, a Project CARS 2 na wielu poziomach jest dosłownie gigantyczna przepaść techniczna.

Słowem podsumowania

Chwilę po premierze, gdy gra została zainstalowana na dysku kradnąc 34GB przestrzeni zawołała o aktualizację. Łatka zajmująca 11.2GB, a więc 1/3 całej obszerności gry, każe zastanawiać się, kiedy twórcy na premierę przestaną serwować treść z gatunku wczesnego dostępu. Tym bardziej, że tytułowi brakuje szeregu obiecanych elementów, zaś większość rzeczy nie trybi tak jak powinna. Mimo tego Project CARS 2 to pod wieloma względami mocny tytuł, kierowany do fantów motoryzacji. Twórcy posłuchali rad i zamieścili sporo usprawnień, które wzbogacają ogólną treść. To niepodważalny atut.

Reasumując dawno nie grałem w tak nierówną pozycję. Recenzowana gra cierpi na tą samą chorobę, co poprzedniczka – jest względnie nijaka. Jest o wszystkim i o niczym, zaś cała kariera wciąż daje wyłącznie iluzję postępu, o małym zróżnicowaniu zadań do osiągnięcia. Do tego dochodzą pomniejsze problemy techniczne, niedopracowane elementy wizualne i sknocona sztuczna inteligencja psująca całą zabawę. Zaraz potem jednak chwytamy np. za kierownicę nowego McLaren’a lub Corvette, na torze Circuit of Spa albo Mazda Raceway by nasze zmysły zostały pochłonięte przez wizualny i dźwiękowy orgazm, dając masę satysfakcji z rozgrywki. Siadamy i chcemy więcej. Dlatego teraz wszystko zależy od tego jak rozwinie się społeczność, jak i aspekt e-sportowy, decydując o żywotności tytułu.

Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy wydawcy Cenega

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *