Jeśli marzyłeś zostać planetą albo mikrobem to zagraj w Everything

Poszedłem kiedyś na imprezę przebieraną, gdzie jeden gościu udawał choinkę. Po prostu stał w kącie i szczerzył gębę z jedynego otworu w swoim kostiumie. Myślę, że Everything przypadłoby mu do gustu, gdyż wcielanie się w choinkę to jedna z kilku setek opcji: pobytować tu możemy zarówno jako maleńki insekt, jak i gorejące kosmicznym żarem słońce. A wszystko po to, by tańczyć, tańczyć i tańczyyyć!

Gdy człowiek był mały, to sobie snuł przypuszczenia odnośnie do tego, jak będą wyglądały gry za 20 lat. Myślał sobie na przykład, „a jakby w grach można wszystko zniszczyć, co to by było!”. Albo: „a jakby tak się biło rycerzami i każdy cios mieczem by zostawiał ślad dokładnie tam, gdzie się rąbnęło”! Albo jeszcze inaczej: „na pewno będzie gra, w której można zagrać dosłownie WSZYSTKIM”.!Everything autorstwa Davida O’Reilly’ego może i nie obejmuje swym zasięgiem DOKŁADNIE WSZYSTKIEGO, ale jest całkiem blisko osiągnięcia tego celu.

Everything zaczynamy jako czarny niedźwiedź. To znaczy: ja zacząłem – Everything generowane jest bowiem losowo więc wasz początek może być inny. Po krótkiej przebieżce (czy raczej „przetoczce”, gdyż zwierzęta nie mają animacji ruchu, po prostu toczą się z boku na bok niczym sztywne figurki), okazuje się, że równie dobrze możemy być małpą. Albo krzakiem czy też źdźbłem trawy. Jak się uprzemy, to nawet bycie mikrobem czy drobnym pyłkiem jest w zasięgu naszych możliwości (MAMA MÓWIŁA MI ŻE MOGĘ BYĆ KIM CHCĘ ZATEM ZOSTAŁEM DROBNOUSTROJEM).

Daniel na pustyni wyszedł na jelenia.

Skala mikro, choć niewątpliwie intrygująca prędzej czy później musi się znudzić. Czas zatem piąć się wyżej i wyżej: zostać listkiem, potem żabą, wielkim drzewem, by wreszcie przejąć władzę nad całym kontynentem. Od tego punktu granicą jest już tylko kosmos, w którym wcielamy się różnorodne ciała niebieskie. Co ciekawe, gdy przeskoczymy z planety lesistej na pustynną i zaczniemy wgłębiać się w ich ekosystem to okaże się, że wygląda on zupełnie inaczej. Niby oczywista sprawa, ale jednak może dać dużo radochy graczom z żyłką odkrywcy.

Po co wcielamy się we Wszystko? Cóż, to gra typu tripowo-hippisowskiego, zatem celu tu nie uświadczymy. Głównym zajęciem jest gromadzenie członków tego samego gatunku w duże grupy i…tańczenie. Tańczą nie tylko małpiszony, koty oraz inne zwierzaki, ale również kamienie (nie brakuje też tworów ludzkości takich samochody czy balony) oraz planety. Eksplorując kolejne ekosystemy oraz ich warstwy napotykamy również mniej lub bardziej prozaiczne przemyślenia różnych bytów, a także fragmenty filozoficznych wykładów niejakiego Alana Wattsa, dotyczących istoty wszechświata, sensu istnienia oraz innych tym podobnych kwestii.

Kosmiczna ryba, na życie dyba! A obok kosmiczne kiblokrzesło.

Na co komu więc taki wirtualny wszechświat w pigułce? A tak — o! Żeby sobie otworzyć wieczorem browarka i pobyć mikrobem czy innym drzewem. Pomyśleć, że w sumie to przy tym całym wszechświecie to my mikroskopijnym wypierdkiem jesteśmy i w gruncie rzeczy to nie ma co się tak spinać, i lepiej po prostu sobie potańczyć, choćby tak w duchu (TEXT SPONSORED BY: PAULO COHELLO). No, a potem wrócić do normalnego cyklu gamingowego i upierdzielić komuś łeb przy samej dupie czy tam obalić jakieś królestwo. Tym razem — z szerszą perspektywą na życie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *