Binio Bill i Rio Klawo, czyli nutka nostalgii z PRL

Komiksy z PRL cieszą się coraz większym zainteresowaniem, dlatego widzimy więcej przedruków popularnych niegdyś tytułów. Nie odbiegając do tego trendu, nakładem Kultury Gniewu ukazał się zeszyt Binio Bill autorstwa Jerzego Wróblewskiego.

Historia komiksu w okresie PRL-u pełna jest ciekawych inicjatyw. Począwszy od krótkich pasków w prasie, po magazyn „Relax” i na samodzielnych wydaniach kończąc, rodzima twórczość przeżywała liczne wzloty i upadki. Jedne postacie były ideologicznie zaangażowane, inne starały się uciekać jak najdalej od polityki, ale jednego bądźmy pewni: na Tytusie, Kajko i Kokoszu oraz wielu innych postaciach tamtego okresu wychowały się pokolenia Polaków. Szczególnie istotną kartą w historii rodzimego komiksu zapisał się jeden twórca – Jerzy Wróblewski. Nie powiedzieć o nim nic, to tak, jakby wyciąć gigantyczny fragment ciekawych losów sztuki komiksowej za Żelazną Kurtyną.

Przez ciernie do gwiazd

Urodzony w Bydgoszczy siedemdziesiąt siedem lat temu, Jerzy Wróblewski już w liceum tworzył opowieści rysunkowe dla gazet. Jego bibliografię można liczyć w dziesiątki pozycji, z których prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny będzie Kapitan Żbik, rysowany w latach 70. Warsztat Wróblewskiego to mieszanka realizmu i plastycznej formy, przypominając bardzo ówczesne amerykańskie zeszyty. Prócz realizowania historii milicyjnych, wojennych i awanturniczych przygód autor przejawiał zamiłowanie do westernu.

Zanim Binio Bill debiutował na łamach pisma młodzieżowego „Świat Młodych” próby publikacji przypominały iście krętą drogę przez męki. Pierwsze starania podjęto w połowie lat 70., ale ponoć powodem upadku pomysłu były względy ekonomiczne. Uwierzcie lub nie, ale kwestie dostępności papieru w PRL do najłatwiejszych nie należały. Potem stanęły na drodze problemy natury ideologicznej, aż w końcu Wróblewskiemu udało się osiągnąć zamierzony cel. Pierwowzorem dla tego komiksu miała być krótka historia Huczące Kolty wydana w 1968 roku.

Polski Lucky Luke?

Kultura Gniewu zebrała w jednym wydaniu trzy oddzielne historie, publikowane pierwotnie na łamach „Świata Młodych” w latach 80. Są to kolejno: Rio Klawo, Na szlaku bezprawia oraz Binio Bill i trojaczki Benneta. Wszystkie plansze poddano cyfrowej obróbce, odnawiając wyrazistość kreski i nasycenie kolorów. Dzięki temu drukowany na dużym formacie zeszyt prezentuje się bardzo dobrze, tym bardziej, że warsztatowo komiks nie postarzał się aż tak bardzo.

Binio Bill reprezentuje ten sam lekki, plastyczny styl przepełniony humorem, co Lucky Luke Morrisa. Zresztą Wróblewskiemu niejednokrotnie zarzucano plagiat na francuskim komiksie, choć niesłusznie, bo całość zachowuje własny charakter. Zresztą historia o stróżu prawa strzegącego fikcyjnej mieściny Rio Klawo bazuje na, jak najbardziej historycznej postaci. Binio Bill to pseudonim szeryfa Zbigniewa Bileciego, który na Dzikim Zachodzie był prawdziwym postrachem bandytów. Między innymi, dlatego ze względów ideologicznych nie opublikowano komiksu na łamach „Relaxu”. Gierkowska Polska, co prawda otworzyła się na kulturę zachodnią, ale nie aż tak. Polski szeryf nie pasował do ówcześnie panującej narracji historycznej.

Słowem podsumowania

Binio Bill. Rio Klawo warto nabyć z kilku powodów. Po pierwsze macie okazję zaznajomić się z twórczością niepasującą do wizji świata władz komunistycznych. Po drugie, Kultura Gniewu dołożyła wszelkich starań, aby historia nabrała nowego blasku dzięki obróbce cyfrowej. Po trzecie i najważniejsze, za niespełna trzydzieści złotych nabywacie album, który nie postarzał się i potrafi bawić zarówno starszych, jak i młodszych czytelników. Dla adepta komiksowego medium, zaczynającego dopiero swoją przygodę, to niewątpliwie znakomita okazja, aby przekonać się o wielkości Jerzego Wróblewskiego oraz wartości polskiego komiksu.

Za udostępnienia egzemplarza dziękujemy wydawcy Kultura Gniewu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *