Kaijū atakują! Recenzja komiksu Giants

Gigantyczne bestie rządzą światem na powierzchni, podczas gdy kryjące się pod ziemią niedobitki ludzkości walczą o życiową przestrzeń. W tych warunkach poznajemy parę złodziejaszków i oddanych przyjaciół – Gogiego oraz Zeda, którzy pewnego dnia będą zmuszeni stanąć naprzeciw sobie.

Wypada już na samym wstępie przyznać, że bracia Valderrama – odpowiadający zarówno za scenariusz i rysunki – zafundowali w swojej debiutanckiej pracy spory popkulturowy miks. I jedyne, co mogę powiedzieć to, że kupuję z miejsca przedstawioną opowieść, bo ma wszystko, co klasyka mieć powinna. Fundamentem całej narracji jest kino z gatunku Kaijū Eiga, dla którego protoplastą był japoński obraz Godzilli z połowy lat 50. Zresztą, warstwą artystyczną Giants czerpie jednocześnie garściami z mangi o czym więcej za chwilę.

Komiks zabiera nas do postapokaliptycznej przyszłości. Zobaczymy świat po uderzeniu komety, gdzie wieczna zima spowiła planetę a powierzchnią żądzą gigantyczne monstra. Niedobitki żyją pod ziemią, zaś największą wartość dla ocalonych przejawia czarny bursztyn – efekt uboczny fizjologii bestii przebywających na powierzchni. Oczywiście w tym świecie rządzi prawo silnej ręki, dlatego walki między zuchwałymi gangami trzęsą u postaw tym, co tylko teoretycznie można nazwać podziemnym społeczeństwem. W tych realiach Gogi i Zed za wszelką cenę starają się wejść w szeregi Krwawych Wilków. Zdanie, jakie zostanie przed nimi postawione, jest arcyniebezpieczne. Muszą przynieść z powierzchni czarny bursztyn. Później wydarzenia potoczą się już lawinowo i dwaj przyjaciele zostaną rozdzieleni.

Jeden z nich będzie dalej próbować swych sił w awansie na pierwszoligowego członka gangu. Natomiast drugi zostając na powierzchni zdecyduje się znaleźć inną życiową ścieżkę. Z jednej strony to oczywiście opowieść o utraconym przez ludzkość świecie i potworach robiących niespotykaną rozróbę. Podskórnie mamy styczność jednak z przejmującą historią o przyjaźni, zdradzie oraz odnalezieniu celu mimo przeciwności losu. Zatem wypunktowaliśmy chyba wszystkie elementy scenariusza, które niezależnie od kręgu kulturowego oraz wieku czytelnika są powszechnie rozumiane. Ponadto, dorzućmy do wyliczanki zalet wyraziste postacie i całą masę zwrotów akcji podpartych ciekawymi dialogami.

Jednocześnie, to diabelnie dobrze zilustrowany komiks, pełen dynamicznych kadrów. Szczególnie świetnie wypadają sylwetki potworów, choć prawdopodobnie tego właśnie powinniśmy oczekiwać po utworze z tego gatunku. Nie powinno was zdziwić, że stylistycznie tu i ówdzie przebija się mangowa specyfika. Widać na czym „wyrośli” autorzy i do czego się odwołują. Komiks oczywiście drukowano na dużym formacie i kolorze, czym oczywiście bliżej mu do amerykańskich tudzież europejskich korzeni aniżeli azjatyckiego warsztatu. Tak czy inaczej, od strony warstwy artystycznej Giants wypada wzorowo.

Jasne, na końcu nie spodziewajcie się iście intelektualnego i wzbogacającego doświadczenia. Gianst to wciąż prosta pozycja rozrywkowa, dla osób tęskniących za przerośniętym jaszczurem demolującym Tokio i wielkimi robotami tłukącymi się po gębach. W ramach pewnej dygresji, dopowiem jednak, że oryginalna Godzilla to film szalenie inteligentny przepełniony symboliką odnoszącą się do narodowej traumy związanej z zakończeniem wojny. Będzie to jednak opowieść na inny raz. Wracając do komiksu braci Valderrama, należy powiedzieć słowem podsumowania, że Non Stop Comics ponownie wydało przysłowiowego samograja. Zeszyt kosztujący niespełna 40 zł obejmuje zamkniętą opowieść, to też nie obawiajcie się nadmiernego uszczuplenia swoich portfeli. Na tle dominującego nurtu superhero Giants dosłownie błyszczą, jako przejaw świeżości i nie można obok tej pozycji przejść obojętnie.

Za udostępnienie egzemplarze dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *