Komiks Top 10 – pokręcona wizja Alana Moore’a

Czy jesteście w tanie wyobrazić sobie świat komiksu bez superbohaterów? Pewnie nie. A czy jesteście w stanie wyobrazić sobie rzeczywistość dosłownie przepełnioną herosami w kolorowych pelerynach? Co więcej, czy oczami wyobraźni widzicie metropolię zamieszkaną wyłącznie przez takie persony? Na taki pomysł wpadł Alan Moore.

Zmęczył Was zalew historii obrazkowych DC Comics i Marvela, jaki ostatnimi czasy dominuje rodzimy rynek wydawniczy? Jeśli tak, to są dobre nowiny, albowiem Egmont zafundował całkiem ciekawy prezent fanom klasyki. Do księgarń trafił komiks Top 10 – wizja tak mocno pojechana, że nie da się jej ogarnąć w jednej recenzji.

Wizja społeczna Alana Moore’a

Pomiędzy 1999, a 2001 rokiem ukazuje się dwanaście zeszytów Top 10, gdzie scenariusz napisał Alan Moore. Postać w świecie komiksu znana, ponieważ na bazie jego twórczości powstały dwa dobre filmy – Strażnicy i V jak Vendetta. Same komiksy, to także kawał soczystej lektury, za które należy chwycić. Wracając do tematu, przy tworzeniu Top 10 pomagali jeszcze rysownicy Gene Ha i Zander Cannon.

Mówiąc oględnie mamy styczność z klasyczną opowieścią policyjną, skupiającą się na perypetiach stróżów prawa, ich codziennych sprawach, problemach i rozterkach. Rzecz w tym, że nie są oni zwykłymi ludźmi – każdy posiada supermoce. By było zabawniej, pełnią służbę w metropolii Neopolis zamieszkanej w 99,90% przez istoty nadprzyrodzone, obdarzone mocami lub pochodzące z odległej gwiazdy, ewentualnie wymiaru. Słowem istny mieszaniec.

Tym właśnie jest recenzowany komiks. Alan wziął na warsztat klasyczną mechanikę komiksów DC (i Marvela), gdzie wszystko bazuje o mechanizm Multiversum, czyli licznych wymiarów wspólnie nakładających się na siebie. Tyle tylko, że tu scenarzysta puścił całkowicie wodze fantazji, nie bawi się w półśrodki, jadąc ostro po bandzie, też nieco nabijając się z mainstreamu.

Neopolis powstało w 1949 roku, w odpowiedzi na gwałtownie rosnącą populację herosów i ich antagonistów. Metropolia łączy w sobie motywy architektoniczne art déco, rozmach Gotham z obrazu Tima Burtona, by po chwili uderzyć futurystyczną wizją na miarę Cytadeli z Mass Effect. Wystarczy wspomnieć, że przy projekcie miasta maczali palce m.in. szaleni naukowcy będący jeszcze chwilę temu na usługach Adolfa Hitlera.

To nie jest kraj dla herosa

Zanim przystąpimy do lektury komiksu, czeka nas ciekawy wstępniak w formie reportażu objaśniający dzieje miasta. Na jego łamach wypowiada się choćby pierwszy burmistrz „John Q Public” Genovese, opowiadając jaki pasztet mieli pod koniec lat 40. wraz z gwałtownym wzrostem ludzi „obdarzonych” i wyczuwalną presją społeczną. Mówimy wręcz o absurdzie, gdzie matki szykanowały i naciskały na własne dzieci: „Użądliła cię zwykła pszczoła? Niebyła nawet radioaktywna? Co z tobą nie tak?!”

Właściwa nam akcja toczy się jednak pół wieku później, w 1999 roku. Do komisariatu Top 10, nazywanego szczęśliwą dziesiątką, bo znajdującego się gdzieś w pośrodku zagmatwanego multiversum, zostaje przeniesiona świeża kadetka Robyn Slinger. Resztę składu stanowią między innymi stalowa dziewica obwieszona radzieckim arsenałem, elokwentny pies ze stylówą Snoop Dogg’a, niezniszczalny detektyw, Król Paw rozmawiający ze Szatanem i seksowna Azjatka zmieniająca nieustannie kolor skóry. Ekipa jest znacznie większa i trudno opisać zwarcie umiejętności wszystkich.

Faktem jest jednak, że do ich zadań należy patrolowanie miasta przyszłości, wieloetnicznego, hiper-nowoczesnego, ale jednocześnie niewyzbytego zwykłych uprzedzeń, rasowych podziałów, biedy i nędzy. Bezdomny heros żebrzący o kilka dolarów na jabola, młoda dziewczyna o zdolnościach telepatki w roli prostytutki puszczającej się w zaułku po to, żeby przetrwać kolejny dzień, czy dealerzy narkotyków o nieznanym ludzkości składzie – te i inne przyjemności również są częścią Neopolis.

Słowem podsumowania

Niezwykli ludzie wymagają niezwykłej uwagi i potrzeb. Łatwo można upaść, choćby przykładem posłuży heroina niegdyś walcząca na krańcach galaktyki z wielkimi armiami, a dziś realizuje się w roli aktorki porno. Detektywi z „Dziesiątki” spotykają się codziennie z takimi osobliwościami, zaś sama historia daleka jest od tego, do czego przyzwyczaił nas klasyczny komiks superbohaterski. Na tym właśnie polega super-siła Top 10. Atakuje znienacka, wciągając na długie godziny. Nie jest to wyłącznie „hardo pokręcona” opowieść o ludziach z mocami, ale w pewien sposób można dopatrzyć się w niej alegorii naszego, współczesnego świata. Trzeba tylko wczytać się w dialogi, uważnie śledzić poszczególne kadry, wyłapując przeróżne smaczki. Nie muszę chyba mówić, iż Gene Ha i Zander Gannon tworząc warstwę wizualną, wykonali kawał zacnej roboty.

Reasumując, moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa dla każdego. 100 zł to za dużo, za tom? Chrzanić to, bo mamy do czynienia z jednorazowym wydaniem w bardzo dopracowanej formie z twardą okładką i trzystoma stronicami genialnej rozrywki. Jestem stanowczo na tak!

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawcy Egmont

1 thought on “Komiks Top 10 – pokręcona wizja Alana Moore’a”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *