Między anime a mangą. Recenzja komiksu Summer Wars

Wakacje. Wspaniały czas, gdy świat zwalnia, a ludzie wydają się odrobinę radośniejsi. Chyba, że już pracujecie i wakacje macie wtedy, gdy Wasz szef da wam chwilę spokoju. Tyczy się to także każdego, kto decyduje się zarobić nieco grosza na przyjemności, czyli studentów i Kenjiego Koiso.

Kenji to nieśmiały 17-letni chłopak. Jest bardzo utalentowany matematycznie, dlatego w wakacje wraz z przyjacielem Takashi Sakumą, dorabia w modernizacji wirtualnego świata o nazwie OZ. Jest to system odpowiedzialny za większość działań na świecie – można tam grać, tworzyć własne wirtualne przestrzenie oraz odpowiada za sporą część komunikacji międzyludzkiej. Praca schodzi na bok, kiedy jedna z najładniejszych dziewczyn w szkole – Natsuki Shinohara, prosi naszych bohaterów o pomoc. Jeden z nich uda się z nią na wieś, aby pomóc w przygotowaniach do 90. urodzin jej prababci, Sakae Jinnouchi. Ostatecznie pada na Kenjiego, który jeszcze nie wie, jak wiele w jego życiu zmieni wizyta w ogromnej posiadłości rodziny Natsuki.

Babie lato

Summer Wars to opowieść niezwykła osadzona w realiach i otoczeniu, które na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie nie współgrać z nowoczesnym światem OZ. Stara drewniana rezydencja staje się sceną dla wielu małych dramatów. Oto zapoznajemy się z ogromną rodziną Natsuki, która jest dla niej jednocześnie radością, jak i utrapieniem. Na drugim biegunie mamy Kenjiego, którego lista bliskich zamyka się na palcach jednej ręki. Pojawiają się również pomniejsze wątki kobiecego przewodnictwa w rodzinie, męskiej siły prezentowanej przez ciche działanie, dużo niewypowiedzianego żalu, stare niesnaski i ogrom potrzeby miłości reprezentowany przez Love Machine.

Wirtualny świat OZ będący nieodłączną częścią fabuły to kolejny punkt zapalny bardzo wielu pytań o stan naszej codzienności. Naszej zależności od sieci, stosunków międzyludzkich, które mimo dzielącej nas wirtualnej bariery potrafią być mocniejsze, niż w świcie fizycznym. Lub wręcz odwrotnie. Problem cyfryzacji naszego życia to bardzo aktualny temat. Poruszano go w bardzo wielu publikacjach, ale ujęcie Mamoru Hasody to coś wartego doświadczenia. Jest w tej opowieści ciepło i niebanalność. Pod koniec filmu daje się odczuć siłę wszystkich ludzi zaangażowanych w ten projekt, każdej występującej tam postaci, a finał, choć z pozoru bardzo statyczny, dostarcza widzowi niezwykłych emocji. Zaintrygowani?

Hamakowe historie

Historia, której będziecie udziałem, gdy zaczytacie się w trzytomową mangę lub obejrzycie film, powstała w umyśle pisarza Satoro Okudera i Mamoru Hosody pracujących dla studia Madhouse. Summer Wars powstało, bowiem w pierwszej kolejności, jako film animowany, a dopiero potem światło dzienne ujrzał komiks.

Madhouse jest jednym z bardziej płodnych studiów animacji w ostatnich lat. Spora większość ich tytułów to udane, znane i cenione produkcje. Podobnie było w przypadku animacji Dziewczyna skacząca przez czas, która zyskała sobie rzesze fanów, a krytycy pisali o tym filmie, jako o „magicznej przygodzie”. Potwierdzam te opinie. Pomimo tego, że od projekcji filmu minęło w moim przypadku ładnych kilka lat to, co ze mną zostało to niezwykły klimat. W przypadku Dziewczyny skaczącej przez czas studio oparło swój pomysł o light novelę. Przy kolejnym projekcie dostało wolną rękę. Tym samym zdecydowano się na opowieść o social mediach, rodzinie i więziach, jakie potrafią połączyć ludzi zupełnie sobie obcych choć bliskich.

Akcję osadzono w faktycznie istniejącym mieście Ueda. Miejscowość wybrano ze względu na klan Sanada, na którym bazowano rodzinę Jinnouchi. Pomysł na pojawił się po wizycie Hasody w rodzinnym domu narzeczonej właśnie we wspomnianym mieście. Na tym jednak nie kończą się zbieżności. Nazwa OZ znalazła swoje korzenie w dużym supermarkecie, odwiedzanym przez Hasodę, gdy jeszcze pracował w Toei Animation. Tak oto szereg z pozoru niepowiązanych ze sobą faktów wpłynął na ostateczną wizję filmu Summer Wars.

Spory wpływ na wygląd dzieła miały także prace Takashi Murakamiego – japońskiego artysty. Jeśli porównacie sieć OZ i jedną z prac malarza – szybko dostrzeżecie podobieństwo, choć nie dosłowność. Co ciekawe Hasoda tworząc pomysł sieci OZ, pierwotnie widział ją jako czystą i niezmąconą zbędnymi ozdobnikami jasną przestrzeń. Cieszę się, że zdecydowano inaczej. Dzięki temu wizja wirtualnego świata jest unikatowa i zwyczajnie fajna.

Do teamu tworzącego film dołączył także charakter designer Yoshiyuki Sadamoto, wcześniej pracujący przy Dziewczynie skaczącej przez czas. Ten niebywały dream team zabrał się do pracy wraz z całą listą osób odpowiedzialnych za animację. Sadamato przy projektowaniu jednej z postaci – Wabisuke, kierował się wyglądem słynnego aktora Yusaku Matsuda.

Deszcz nagród

Produkcja filmu przypadł na rok 2006. Pierwsze informacje o pojawiły się podczas Tokyo International Anime Fair w 2008 roku, a rok później wypuszczono trailer. Wzbudził on spore zainteresowanie wśród publiczności i zdecydowanie zwrócił na siebie uwagę. W tym momencie docieramy do miejsca mangi w tej historii. Adaptacja filmu w postaci komiksu została narysowana przez Igura Sugimoto, a serializację rozpoczęto w 2009 roku. Całość doczekała się trzech tomów.

Do mangi jeszcze powrócimy, tymczasem przenieśmy się w czasie do pierwszego sierpnia 2009 roku. Teoretycznie wakacje to najgorszy czas dla kin, bo mało kto chodzi na filmy w sezonie urlopowym. Nie powstrzymało to jednak Summer Wars od zdobycia przeszło 1 miliona dolarów amerykańskich w weekend otwarcia i zdobycia siódmego miejsca w ogólnym rankingu premier. Na całym świecie animacja zarobiła 18 milionów dolarów i szturmem podbiła kilka festiwali w tym m.in.: Japan Academy Prize for Animation of the Year, Golden Leopard podczas Locarno International Film Festival i wiele innych.

O niesamowitej popularności filmu może świadczyć choćby fakt, że znany i ceniony publicysta Mark Schilling pracujący dla The Japan Times, w takich słowach opisał Mamoru Hosodę – „Przyszły król animacji być może właśnie się objawił. Hosoda wyszedł z cienia Miyazakiego wraz ze swoim nowym olśniewającym filmem”. Dzięki Summer Wars, Hasoda oraz studio Madhouse stali się rozpoznawalni na świecie. Wprawdzie sporej popularności przysporzyła mu już Dziewczyna skacząca przez czas, jednak to „Wojny” podkreśliły i ukazały unikatowy styl historii opowiadanych przez Hosodę.

Drink z palemką

Adaptacja animacji w postaci mangi była wydawana w czasopiśmie „Young Ace” wydawnictwa Kadokawa Shoten od lipca 2009 roku. Całość zamknięto w trzech tomach, tym samym przenosząc na papier i powielając opowieść z filmu. Dodatkowy rozdział mangi ujrzał światło dzienne w maju 2009 roku w lipcowym numerze czasopisma „Comp Ace”. Każdy z tomików mangi sprzedał się w ilości średnio 50–kilku tysięcy kopii.

Komiks jest ładnie narysowany i ma w sobie dynamikę pierwowzoru. Autor naprawdę wnikliwie przestudiował każdy kadr filmu. Mangę od oryginału odróżniają drobne detale, których wyłapywanie może stać się całkiem ciekawym zajęciem dla każdego geeka. Nieco odmienny jest początek; w anime nie widzimy Natsuki w szkole Kendo, a jest nam pokazany świat OZ. W komiksie szybko dowiadujemy się, że Natsuki jest obiektem westchnień niemal wszystkich i widzimy ją na treningu. W komiksie po drodze do rezydencji nie spotkamy członków rodziny Natsuki pędzących na uroczystość. Różni się odrobinę scena kąpieli wieczornej w domu dziewczyny.

Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, ale myślę, że pozostawię to ciekawskiemu czytelnikowi. Jeśli chodzi o ogólny zarys fabuły, twórca przeniósł, to co znamy z filmu z możliwie jak największą pieczołowitością, aby nie zatracić ogólnego wydźwięku produkcji. Domyślam się, że nie miał on zbyt wielkiego pola manewru. Tak to bywa z adaptacjami.

Manga czy Anime?

Zapytacie, czy jest sens czytać mangę, która jest tak podobna do oryginału? Wedle mojej opinii warto, przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze tak jak wspomniałam wyżej, jest ona nieco odmienna od pierwowzoru i wyszukiwanie tych różnic daje całkiem sporą frajdę oraz skłania do powtórnego obejrzenia animacji. Za pierwszym razem normalnie, z drugim z mangą w dłoni i wyszukiwanie różnic.

Drugi powód wynika z mojego osobistego przekonania, że aby się o czymś wypowiadać w pełni, warto poznać wszystko, co jest związane z daną produkcją. Zawsze składnia to do dyskusji, co jest lepsze – manga czy film i dlaczego? Po trzecie: od mangi nie męczą się oczy i można ją zabrać na wakacyjne wylegiwanie się na hamaku! 🙂

Jeśli chodzi o minusy komiksu, mam jeden zarzut, który tyczy się także filmu. Character design postaci mnie nie powalił. Kenji wygląda jak przeciętny nastolatek z każdego znanego mi anime. To samo tyczy się Natsuki. Dziewczyna jest ładna i to by było na tyle. Nie wyróżnia się niczym na tle reszty postaci. Czy jest to zamierzony efekt – nie mam pojęcia. Mnie osobiście zaskakuje, że więcej osobowości ma kilkanaście członków jej licznej rodziny, którym poświęcono jeden czy dwa kadry, niż główna postać opowieści.

Na zakończenie mogłabym się mądrzyć. Napisać wielozdaniowy esej o wyższości świata rzeczywistego nad wirtualnym. Nie ma potrzeby. Sami odkryjecie tę magię, poświęcając się lekturze lub projekcji. Świat OZ czeka.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawnictwu Waneko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *