Nieśmiertelny Iron Fist i jego legenda

Za sprawą Netflix drugoplanowi herosi Marvela zyskali nowe życie. Jednak nie wszystkim serialom udało się utrzymać poziom Daredevila, o czym przekonali się fani Nieśmiertelnego Iron Fista.

Dzięki współpracy wydawnictwa Mucha Comics i Marvel, polski czytelnik ma okazję poznać bliżej sylwetkę Iron Fista. Ta drugoplanowa postać w uniwersum Marvela gości na kartach komiksów już od lat 70., ale sposób w jaki przedstawił go scenarzysta Ed Brubaker pokazuje jak wiele jeszcze można o nim powiedzieć. By jednak zrozumieć potencjał postaci, najpierw trzeba poznać nieco jej losy.

Wejście Iron Fista

Jest rok 1974 i do panteonu postaci wydawnictwa Marvel dołączył Iron Fist. Nieugięty wojownik o niezrównanych umiejętnościach, uczeń mistrza kung-fu oraz obrońca mistycznego miasta K’un-Lun nie wziął się tak nagle z niczego. Rok wcześniej na ekrany kin trafił klasyczny już film Wejście Smoka, po którym to zachód ogarnął szał na wschodnie sztuki walki. Ta fascynacja przełożyła się na dobrą passę Iron Fista, dzięki czemu otrzymał nawet samodzielną serię.

Solowe przygody potrwały włącznie przez piętnaście zeszytów, po czym zostały skasowane na rzecz duetu z Luke Cage’em. Następne lata nie przyniosły szerszego zainteresowania strażnikiem K’un-Lun, to też w konsekwencji został uśmiercony w 1986 roku. Jego sylwetka powróciła na łamy komiksów dziesięć lat później, ale prawdziwy renesans przeżył dopiero w 2007 roku, gdy trafił w ręce scenarzystów Eda Brubakera i Matta Fractiona. Ich seria Nieśmiertelny Iron Fist uznawana jest za najlepszą odsłonę przygód tej postaci.

Już najwyższy czas

Polski czytelnik, mimo że komiksy amerykańskie w całej swej okazałości są obecne u nas od trzech dekad, nie miał jak dotąd styczności z Iron Fistem. Błąd ten naprawiła dopiero „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela”, a także serial dostępny poprzez usługę Netflix.

Niemniej, siadając do recenzowanego tytułu nie musicie nic wiedzieć o tej postaci, bowiem narracja rysuje przed nami spójny obraz kim jest, co robi i dlaczego. Co więcej, scenarzyści postanowili pójść nieco dalej. Mitologia Iron Fista posiada ogromny, wręcz niespożytkowany potencjał, który co ciekawe nie został dostrzeżony nigdy wcześniej. Dlatego Brubaker i Fraction rozbili na części pierwsze to co już stworzono i dokładając własne pomysły zbudowali zupełnie nową, bogatszą otoczkę.

Spuścizna żelaznej pięści

Iron Fist to według legend nieśmiertelny wojownik, którego moc pochodzi od smoka, a dzięki wykorzystaniu energii chi jego pięść twarda niczym stal potrafi spuszczać nieziemski łomot. Obecnie zaszczytny tytuł nosi Daniel Rand, choć jak się okazuje, to jego ojciec miał szansę stać się strażnikiem K’un-Lun. Postanowił jednak wrócić do miejskiego stylu życia, założyć rodzinę, rozwinąć dobrze prosperujące przedsiębiorstwo.

Teraz widzimy Daniela na czele imperium Randów, który to za chwilę ma podpisać długo wypracowywany kontrakt na wiele miliardów dolarów. Odrzuca jednak propozycję, bowiem po drugiej stronie stołu siedzi przedstawiciel chińskiej korporacji, a jak wiadomo nie słyną oni choćby z przestrzegania praw człowieka. Aby obnażyć niecne knowania korporacji, Daniel pod osłoną nocy udaje się do ich nowojorskiej siedziby, by ostateczne natknąć się tam na doborowe odziały Hydry.

Przypadek? W to raczej nie wierzymy, szczególnie że na horyzoncie pojawia się nowa postać – Orson Randall, czyli poprzedni Iron Fist. Weteran I wojny światowej, uznawany za zmarłego, ukrywał się przed ludźmi stanowiącymi śmiertelne zagrożenie dla niego i Daniela. Ich losy są ze sobą bardziej powiązane niż naszemu bohaterowi mogłoby się wydawać, a jak później się okaże K’un-Lun skrywa jeszcze wiele mrocznych sekretów.

Oczywiście nie jest to kolejna opowieść o samotnie kroczącym przez życie wojowniku i etosie całkowitego oddania w słusznej sprawie. Taki cel nie przyświecał scenarzystom, więc nie doszukujcie się górnolotnych treści. W sposób zręczny kontrolują atmosferę, dlatego nie brakuje ciętego humoru, śmiesznych sytuacji, a także mrocznych, czasem nawet mistycznych momentów. Czego również stanowczo nie brakuje, to sceny walk, bowiem cały komiks utrzymano mocno w klimatach azjatyckiego kina akcji lat 80. To niemal hołd złożony na ołtarzu filmów kung-fu.

Walka do końca

W przeniesieniu pomysłów na papier pomógł rysownik David Aja, pochodzący z Hiszpanii. Jego styl trudno określić mianem „schludnego”, jaki kojarzymy z większości tytułów superbohaterskich. Niemniej, operując mocno kontrastami, stawia głównie na emocje i dynamikę, co jest bardzo potrzebne do pokazania dobrej historii o mistrzach sztuk walk.

Na 160 stronach widzimy jak Daniel Rand – spadkobierca wielkiej fortuny, a zarazem Iron Fist – niczym w klasycznych filmach kung-fu stawia czoła kolejnym zastępom żołnierzy Hydry. Pozycja wydana w Polsce na fali zainteresowaniem serialem Netflixa stoi znacznie wyżej niż jej filmowy odpowiednik. Duet Brubakera i Fractiona pokazuje w nowym świetle oraz rozbudowuje mitologię mistycznego miasta K’un-Lun wraz z jego najmroczniejszymi tajemnicami. Na kartach komiksu zobaczymy jak przez 1000 lat rozwijała się legenda Nieśmiertelnego Iron Fista, dzięki czemu poznamy innych wojowników noszących ten tytuł.

Resumując, dostajemy do rąk sprawnie napisaną historię, bardzo spójną i przemyślaną, przepełnioną akcją po same brzegi. Czerpie ona najciekawsze wzorce z azjatyckich klimatów, mrugając okiem także do fanów oryginalnego filmu Mortal Kombat. Czego chcieć więcej? Polecam komiks Nieśmiertelny Iron Fist ze całą stanowczością.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawcy Mucha Comics

1 thought on “Nieśmiertelny Iron Fist i jego legenda”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *