Odrodzenie uniwersum DC Comics

Stało się to, co było nieuniknione. Polscy czytelnicy doczekali końca serii New 52, znanej szerzej, jako Nowe DC Comics. Tym samym jesteśmy świadkami następnego rozdania w uniwersum DC, publikowanego, jako Odrodzenie. Czy warto było czekać?

Co jakiś czas główne uniwersa komiksowe przechodzą swoisty reset. Podyktowane jest to koniecznością odcięcia się od wielu historii nawarstwiających się latami, bez czego nowe pokolenie czytelników mogłoby mieć problem z odbiorem treści. Na kolejny reset uniwersum DC Comics nie musieliśmy długo czekać, bo jedynie sześć lat. Śmiały ruch oznacza otwarcie rozdziału Odrodzenie.

Rzeczywistość po Kryzysie

Pierwszy „reset” nastąpił w okolicach 1985 roku, gdy scenarzysta Marv Wolfman doprowadził wtenczas w branży komiksowej do wydarzenia precedensowego. DC Uniwerse przez lata, niczym Windows XP, rozrosło się do niebotycznych rozmiarów poprzez działalność licznej grupy scenarzystów. W końcu została osiągnięta masa krytyczna, gdzie już sami twórcy powoli mieli problem w poruszaniu się w tej przestrzeni. Wolfman zainicjował Kryzys na nieskończonych Ziemiach kończąc pewien etap rozwoju świata DC. Multiversum na wskutek potężnego kataklizmu zostało uszczuplone z postaci i wątków. Tym sposobem pewne historie można było napisać na nowo, próbując tym samym eksplorować świeże sposoby narracji.

Ten stan rzeczy utrzyma się przez następne ćwierć wieku. W 2010 roku włodarze wydawnictwa podejmują śmiałą próbę ponownego przeformatowania całego uniwersum. Punktem wyjściowym była opowieść Flashpoint, zaś efektem końcowym seria New 52, która mimo lamentu zagorzałych (ortodoksyjnych?) fanów wydawnictwa została ciepło przyjęta przez krytyków i co ważniejsze czytelników. Po nieco ponad sześciu latach inicjatywa osiągnęła „masę krytyczną”, a grono kierownicze podjęło kolejną odważną decyzję – przeprowadzili następne przewartościowanie uniwersum.

W stronę Odrodzenia

Już od kliku miesięcy wszelkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały nieuniknione. Droga do Odrodzenia zagościła w rodzimych księgarniach, choćby pod postacią komiksu Superman – Lois i Clark wd. scenariusza Dana Jurgensa. Album ten jest bezpośrednim następstwem mini-serii Convergence, i spokojnie możemy nazwać go najlepszym tytułem o Człowieku ze Stali od lat. Śmiałe podejście do mitologii bohatera, przemyślane zagrywki fabularne i próba ukazania niezniszczalnego herosa w nietypowym świetle dało niespodziewany efekt.

W założeniu takie właśnie ma być Odrodzenie – nieszablonowe, świeże, odważne. Opisanie dokładnie albumu Odrodzenie, celem wyjaśnienia jego potencjału wymagałoby ode mnie zdradzenia wielu istotnych fragmentów fabularnych, co zakrawałoby o spojlerowanie psujące przyjemność z lektury. Dlatego ograniczę się do kilku lakonicznych opisów, mając nadzieję, że rozbudzę zarówno wyobraźnię jak i ciekawość czytelnika.

Cały album wydano w ramach DC Deluxe, co w zbiorach Egmontu oznacza dopieszczenie najbardziej ikonicznych, tudzież zasłużonych dla popkultury komiksów. Twarda oprawa, obwoluta, większy od standardowego formatu rozmiar stron. Słowem, pod tym względem polski wydawca nie zawodzi.

Za scenariusz Odrodzenia odpowiada Geoff Johns – jeden z aktywniejszych twórców współczesnego amerykańskiego komiksu. Jego sylwetki szczególnie nie trzeba przedstawiać fanom Green Lanterna lub Nastoletnich Tytanów. W urzeczywistnieniu pomysłu pomogli Gary Frank, Ethan Van Sciver, Ivan Reis i Phil Jimenez. Rezultat końcowy nie należy do najobszerniejszych. Jest to raczej cienka lektura, dla niewprawnego oka laika traktująca o kolesiu w śmiesznym złoto-czerwonym stroju pędzącym cały czas przed siebie na złamanie karku. Coś w stylu Władcy Pierścieni, tylko że solo i na pokaźnej dawce amfetaminy. Nie ulegajmy jednak pozorom, ponieważ konkrety ukryto między kadrami.

Osią dla opowiedzianej historii jest Wally West. Spytacie, kim on jest? Cóż, aby w pełni wyjaśnić pochodzenie postaci musimy cofnąć się do Kryzysu na nieskończonych Ziemiach, a nawet jeszcze wcześniej. Póki, co należy jedynie podkreślić, że też pełni rolę Flasha – najszybszego człowieka na Ziemi. Problem tkwi jednak w tym, iż nikt go nie pamięta, a sam uwięziony w „mocy prędkości” ma problemy z powrotem do rzeczywistości. Czas jednak ucieka, bowiem musi ostrzec dawnych przyjaciół o czyhającym niebezpieczeństwie oraz tym, że ktoś ukradł im… dekadę życia i nikt nie jest tego nawet świadom.

Krzyżowanie się uniwersum

Przed Geoff Johnsonem stało wręcz tytaniczne zadanie. Musiał spleść z sobą wątki fabularne rozwijane na przestrzeni ostatnich trzech dekad, prezentując czytelnikowi zwartą całość otwierającą nowy etap dla wydawnictwa DC. Sam komiks dla laika jest enigmatyczny, chaotyczny, trudny do odczytania. Jeśli pierwszy raz podchodzicie od komiksów DC, nie jest to najlepszy wybór, bo to jakby zaczynać dobrą opowieść od końca – znamy finał, ale nie ma on dla nas większego sensu.

Niemniej wydawca zadbał pod koniec tomu o obszerne wyjaśnienie. Na kilku stronach widzimy mini encyklopedię opisującą metamorfozę herosów, a także chronologiczny opis wydarzeń z odsyłaczami do konkretnych komiksów. Do tego mamy posłowie rodzimego badacza popkultury i wstęp pisany ręką prezesa DC Comics.

Dla fanów są to poboczne dodatki, bowiem powinni odnaleźć się w opowiedzianej historii. Jej siła wynika z idealnego połączenia tekstu i obrazu, gdzie obie warstwy są nierozłączne. Sam komiks jest piekielnie dobrze ilustrowany, zaś sam układ kadrów na poszczególnych stronach ma szalenie ogromne znaczenie. Dla czytelników obytych, chełpiących się mianem starych wyjadaczy, Odrodzenie będzie jak mocny cios – istna uczta komiksowa, gdzie nowe krzyżuje się z klasyką gatunku.

Reasumując Odrodzenie w całości to ambitny projekt zapowiadający się naprawdę ciekawie. Podjęto decyzję o dokonaniu zmian w uniwersum, jakie nie maiły do tej pory miejsca. Pytanie powstaje, zatem zasadnicze: jak koleni scenarzyści wykorzystają ten potencjał?

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawcy Egmont

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *