Podróż do serca Afryki. Recenzja komiksu Kenia

Nakładem wydawnictwa Egmont ukazało się zbiorcze wydanie komiksu Kenia autorstwa Leo i Rodolphe. Czy jest to wakacyjny strzał w dziesiątkę dla fanów przygody oraz fantastyki?

Luiz Eduardo De Oliveira w świecie komiksu zapisał się wielkimi literami. Nie kojarzycie tego autora? Wszakże w Polsce jego twórczość jest bardzo dobrze znana dzięki fantastycznej trylogii AldebaranBetelgeza oraz Antares. Chodzi oczywiście o LEO. Brazylijski rysownik tym razem połączył swoje siły ze scenarzystą Rodolphe D. Jacquette. W swoim dorobku ma między innymi komiks bazujący na twórczości Henryka Sienkiewicza. Niemniej, w przeciwieństwie do poprzednich prac LEO, tym razem duet obu twórców nie zabierze nas w gwiazdy a do samego serca czarnego kontynentu.

Afryka pełna tajemnic

Mamy rok 1947. Największa wojna w historii ludzkości niedawno dobiegła końca. Napięte stosunki między Zachodem a Związkiem Radzieckim nie wróżą najlepiej na przyszłość. W tych realiach przenosimy się do samego serca Afryki. Mimo tysięcy kilometrów od starego kontynentu wywiady mocarstw także tu realizują swoją ryzykowną grę.

Amerykański pisarz i zapalony myśliwy John Remington prowadzi safari w głąb afrykańskiej sawanny. Z początku zwyczajna wyprawa przeistacza się w niewiarygodną przygodę, gdy napotykają zwierzę niczym nieprzypominające współczesnej fauny Afryki. Ich odkrycie jednak nie wstrząśnie światem, ponieważ zanim zdążą powiedzieć komukolwiek o znalezisku słuch o całej wyprawie ginie.

Niedługo potem do Mombasy przybywa angielska nauczycielka Katherine Austin. Kathie tak naprawdę jest brytyjskim szpiegiem i krótko po swoim przyjeździe organizuje wyprawę mającą zbadać plotki o dziwnych potworach terroryzujących sawannę. Ma też nadzieję dowiedzieć się, co naprawdę przydarzyło się wyprawie Remingtona.

Prehistoria i podróże w kosmos

Kenia składa się pięciu tomów, które Egmont postanowił opublikować w postaci wydania zbiorczego. Duży forma i twarda oprawa zachęcają, aby chwycić za komiks. W środku znajdziemy historię nieodbiegającą od tego, do czego zdążył przyzwyczaić nas LEO. Całość ukuto w formie przygodowo-fantastycznej powieści, gdzie główną rolę odgrywa silna bohaterka pod postacią agentki Katherine Austin. Narracja nie szarżuje do przodu, spokojnie dawkując kolejne porcje informacji czytelnikowi. Wszystkie tajemnice odkrywamy z czasem, choć pewne niedomówienia fabularne zawsze zostają. LEO i Rodolphe nie lubią podawać nam wszystkich odpowiedzi na tacy, co należy zaliczyć tylko na plus.

Scenariusz jest dość przewrotny, ponieważ całość będzie rozgrywać się wokół prehistorycznych stworzeń. Generalnie okładka wydania zbiorczego nie pozostawia złudzeń odnośnie tematyki. LEO nie byłby sobą, gdyby historia nie zawierałaby jeszcze wątku pozaziemskiego i tak też jest w istocie. Zresztą UFO pasuje jak ulał do ogólnej konwencji komiksu będącej przerysowaniem popularnych wzorców science-fiction z lat 50. Całość trzyma się solidnie i nie można wiele zarzucić opowiedzianej historii, choć dialogi momentami wydają się nazbyt sztywne. Niemniej, szczególnie satysfakcjonujący wydaje się finał, ale więcej ponadto nie zdradzę.

Nie spodziewajcie się wizualnych wodotrysków. LEO nie ma zapędów na zawiłe eksperymenty z kadrowaniem i kreską, dlatego w całej formule opisywana pozycja nie odbiega od wcześniejszych dzieł tego artysty. Fani poczują się niczym ryba w wodzie, a osoby mniej zaznajomione z zawiłościami komiksowego medium nie będą zagubione. Rysownik posługuje się bardzo realistyczną kreską, przy odpowiednim dozowaniu detali, ale nie bije od nich dynamizmem, jak choćby we współczesnych amerykańskich tytułach. Z drugiej strony porównania do komiksowego mainstreamu wydają się nieco niewłaściwe, zwłaszcza że Kenia powinna przemówić do osób ceniących bardziej europejski sposób opowiadania obrazem.

Słowem podsumowania

Komiks Kenia mierzy bardziej w dojrzałego czytelnika, nieobcującego z komiksami głównego nurtu. Kolaboracja między Rodolphe i LEO dała naprawdę ciekawe rezultaty, dlatego za recenzowany komiks mogą spokojnie chwycić czytelnicy nieczytający regularnie komiksów, ale za to ceniących sobie dobrą fantastykę. Nie trzeba również mówić, że dla osób mających na swojej półce choćby Aldebaran i doceniających twórczość LEO, jest to pozycja obowiązkowa.

Za udostępnienie egzemplarza dziękujemy wydawnictwu Egmont

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *