Ze śmiercią jej do twarzy. Recenzja komiksu Lady Killer

Duet Joelle Jones i Jamie S. Richa pokazuje, że czasami warto postawić na nieznane nazwiska. Ich wspólna praca zatytułowana Lady Killer to dość nietypowa mieszanka, z którą polski czytelnik ma okazję zaznajomić się dzięki wydawnictwu Scream Comics.

Świat antybohaterów, a szczególnie fach mordercy do wynajęcia, okupują głównie sylwetki męskie. Co jednak, gdy w buty wyrachowanego zabójcy wsadzimy nie kolejnego mięśniaka z kodem kreskowym, a matkę i żonę mieszkającą na spokojnych przedmieściach wielkiej metropolii? Odpowiedź na to nietypowe pytanie postanowili znaleźć scenarzysta Jamie S. Rich oraz ilustratorka Joelle Jones.

Złote lata pięćdziesiąte

Komiks przenosi nas do Ameryki lat 50. Powojenna epoka kojarzy się ze złotą erą dominacji supermocarstwa, jak również osobliwymi i rygorystycznymi wzorcami zachowań tamtego społeczeństwa. Jego fundamentem był niepodważalny podział ról męskich i żeńskich, to też wszelkie odchyły od ściśle ustalonych norm nie były mile widziane.

lady killer kadry

W tych warunkach poznajemy Josie Schuller – atrakcyjną kobietę, żonę i matkę dwóch córek. Za dnia prowadzi przykładny styl życia gospodyni domowej, nie wyróżniając się niczym na tle swoich sąsiadek. Pod tą fasadą kryje się jednak mroczny sekret. Pani Schuller to zawodowy zabójca na usługach organizacji o istnieniu, której wie wyłącznie wąski krąg ludzi. Od lat wykonuje zlecenia z należytą precyzją i ofiarnością, trzymając wszystko w tajemnicy przed rodziną.

Mąż i córki nie są jednak wyłącznie przykrywką, a drugim życiem Josie. Rodzina to przeciwwaga dla zawodu niepasującego raczej do ogólnie przyjętych standardów moralnych. Josie dla swoich dzieci jest w stanie zrobić wszystko. Dlatego też zajęcie skrytobójczyni i gospodyni domowej często wchodzą w konflikt. Co więcej, dzięki rodzinie nasza bohaterka miewa pewne rozterki natury moralnej i nie zawsze zgadza się ze swoimi mocodawcami. Wątpliwości, co do jej osoby zaczyna przejawiać firma. Jak nietrudno się domyślić wkrótce nasza bohaterka z łowczyni stanie się zwierzyną. Niemniej dzięki swoim umiejętnościom nie raz obróci bieg wydarzeń na swoją korzyść.

Jak w krzywym zwierciadle

Do moich rąk wpadły dwa zeszyty Lady Killer, od lektury których dosłownie nie mogłem się oderwać. Komiks kupił mnie z miejsca mimo, że początkowo był bardzo daleki od moich pierwotnych wyobrażeń, co do jego treści i formy. Jeśli oczekujcie mocno pulpowego klimatu niczym u Tarantino, z typową dla niego groteskową, wręcz przerysowaną przemocą, to nie tędy droga. Niemniej, recenzowany komiks do dość solidny pastisz różnorodnych gatunków, mający przede wszystkim pokazać niczym w krzywym zwierciadle przełom lat 50. i 60.

lady killer cover

Kobieta w roli zimnej zabójczyni, czerpiącej w dodatku przyjemność ze swojego zawodu, to dość rzadki widok. Obraz ten tym bardziej bije po oczach, gdy tą samą osobę zobaczymy w świetle kochającej matki i oddanej żony. Josie Schuller nie brakuje błyskotliwości, inteligencji, pewności sobie, a także tajemniczej aury. Z tego powodu wydaje się, że wręcz idealnie uosabia archetypową kobiecą sylwetkę z Hollywood tamtej epoki. To trochę, jakby zobaczyć w jednej osobie Sophię Loren, Audrey Hepburn z odrobiną domieszki Marilyn Monroe. Zresztą nie tylko ona została w ten sposób przedstawiona. Przykładowo jej przełożony Peck to niczym żywcem wyjęty z srebrnego ekranu amant na miarę James’a Bonda lub innego Świętego.

Tym samym dostajemy dość wybuchową mieszankę. Z jednej strony trudno sympatyzować z Josie, ale uroku zdecydowanie odmówić jej nie można. Zwrotów akcji tu pod dostatkiem, jak również nie braknie przemocy, choć ten aspekt komiksu akurat utrzymano w rozsądnych granicach. Generalnie zewsząd mogą kłuć po oczach drobne głupotki czy wręcz tanie sposoby pchnięcia dalej akcji, ale na swój sposób pasuje to, jak ulał do całej, mocno przerysowanej konwencji tej opowieści. Zresztą ta dziwna mieszanka działa należycie przede wszystkim dzięki rysunkom Joelle Jones i Laurze Allred odpowiedzialnej za kolory. Lady Killer natychmiastowo pochłaniamy oczami.

Przystopujcie z oczekiwaniami

Scream Comics to wydawnictwo, które na polskim rynku zasłynęło nieszablonowym podejściem do tematu opowieści rysunkowych. Ich portfolio to głównie tytuły z wyższej półki. Niektóre z nich uchodzą lub będą uchodzić nawet za kolekcjonerskie rarytasy. Lady Killer nie do końca pasuje do tego opisu. Komiks wydany pierwotnie przez Dark Horse otrzymujemy w mniejszym formacie z miękką okładką, czym przypomina typowe tomiki Marvela lub DC publikowane masowo przez Egmont. Tym samym cena, jest odpowiednio niższa względem innych pozycji Scream Comics. Jednocześnie opowieść Joelle Jones i Jamie S. Richa to przede wszystkim łatwa, dość prosta w odbiorze rozrywka, w której nie powinniście doszukiwać się drugiego dnia.

lady killer poster

Nie oznacza to, że nie brakuje w Lady Killer autoironii, próby zabawy gatunkiem, łamania stereotypów i całej masy smaczków czekających tylko, aby uważny czytelnik je wychwycił. Jasne, autorzy mogli pójść bardziej w stronę Tarantino i Rezerwowych Psów czy innego Pulp Fiction. W mojej ocenie była by to jednak tylko próba naśladowania już raz wypracowanego wzorcu. Przeczytane dwa zeszyty nie są zachowawcze w poszukiwaniu własnej „tożsamości” a spędzonego z nimi czasu nie żałuję ani trochę. Tym samym mam nadzieję, że duet autorów nie będzie się ociągać i w niedalekiej przyszłości doczekamy się więcej Josie Schuller.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy Scream Comics

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *