Recenzja komiksu Na szybko spisane 1980-2010

Śledziu długo kazał czekać na finał historii Na Szybko Spisane, bo niemal dziesięć lat. Czytelnicy nie będą zawiedzeni, ponieważ trylogia wydana nakładem Kultury Gniewu otrzymała należyte zwieńczenie.

Jeśli spróbować wskazać najbardziej rozpoznawalnego polskiego twórcę komiksu po 1990 roku, bez wątpienia będzie to Michał „Śledziu” Śledziński. Jego sława wśród fanów obrazkowego medium nie bierze się znikąd, ponieważ na swoim koncie ma całkiem sporo udanych pozycji. Jedną z nich będzie Osiedle Swoboda – tytuł niezwykle ważny dla potransformacyjnej Polski. O poziomie artystycznym i wkładzie autora w rodzimą kulturę popularną może świadczyć fakt, że cały numer „Zeszytów Komiksowych” poświecono wyłącznie jego sylwetce. Ponadto gracze powinni kojarzyć go za twórczość ze swoich ulubionych klasycznych periodyków a także serię Bears of War. Zakończenie komiksu Na szybko spisane pokazuje, że mimo upływu lat Śledziu nie dostał jeszcze zadyszki.

Prawdziwe historie

Na szybko spisane podzielono na trzy części, rozróżniane na postawie dat: 1980-1990, 1990-2000 i 2000-2010. Dwie pierwsze ukazały się kolejno w latach 2007 i 2008, zaskarbiając sobie przychylność krytyków i czytelników, wywołując niemałe poruszenie choćby na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Na trzecią odsłonę przyszło nam czekać dziesięć lat, co w przypadku Śledzia niczym nowym nie jest. Mimo jego niezaprzeczalnego dorobku, ma on również na sumieniu serie rozgrzebane i pozostawione w niebycie historii.

Opisywany komiks w skrócie można powiedzieć, że jest o zwyczajnym życiu. Opowiada historię przeciętnego człowieka wychowanego na polskim blokowisku. Tym samym, mówiąc półserio a pół żartem, tomikowi wydanemu przez Kulturę Gniewu bliżej do japońskiej mangi, gdzie wykorzystywanie codzienności w komiksie niczym nowym nie jest. Na starym kontynencie, a nawet na rynku amerykańskim to już jednak widok dość niebywały.

Na szybko spisane to sentymentalna podróż przez rodzimą rzeczywistość miejską, gdzie początek umiejscowiono w głębokich latach 80., następnie widzimy transformacje ustrojową, aż docieramy do czasów nam współczesnych zdominowanych przez kapitalistyczny wyścig szczurów. Główny bohater, oczami którego obserwujemy rzeczywistość, jest trochę typem introwertyka – nieco odludek, mający problemy wpasowania się w grupę, spędzający sporo czasu na własnych przemyśleniach. Wraz z czytelnikiem doznaje pierwszych sukcesów i porażek, rozterek życiowych, jednocześnie bacznie obserwuje świat. Szkieletem historii natomiast będzie dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość – osiedlowe zabawy, szkolna ławka, jak również popkultura tamtego okresu.

(Nie)zwykła opowieść

Komiks Śledzia w pewien sposób warto odczytać jako dialog z jego pokoleniem – trzydziesto i czterdziestoparolatków – mogącym pochwalić się dorastaniem w dwóch rzeczywistościach, czyli komunistycznej i postkomunistycznej. Podobnie jak w Osiedlu Swoboda, tak i tu scenariusz pisało życie w postaci historii zasłyszanych na osiedlowej ławce. Rzecz jasna nie ma tu istot nadprzyrodzonych i innych dziwadeł goszczących na kartach Swobody. Ta pozycja cechuje się dużo większą powagą i przywiązaniem do ogólnego realizmu, choć w wielu momentach nie brakuje śmiesznych perypetii oraz szczypty ironii. Komiks niby można interpretować jako autoportret Śledzińskiego, ale nie do końca, bowiem jego charakter ma się nijak do sylwetki głównego bohatera. Pod tym względem należy doszukiwać się bardziej uniwersalnego przekazu.

Jak przystało na główny tytuł, artystycznie komiks prezentuje się niczym spisany szybkim ruchem ręki. Nie cechuje go szczególne przywiązanie do detali, bowiem autor bardziej operuje symbolem. Swoboda rysunku pozwala jednak łatwo połapać się czytelnikowi w prowadzonej narracji, szczególnie że Śledziu nie wdawał się w zawiłe zabawy kadrem i planowania poszczególnych plansz. Ponadto bez problemu rozpoznamy liczne nawiązania do polskiej popkultury i nie tylko. Miejscami aż łezka kręci się w oku. Generalnie Na szybko spisane emanuje nieodpartym urokiem, przyciągając od pierwszych stron w stanowczy sposób odróżniając się od innych rodzimych komiksów.

Obok szalenie celnego komiksu Powstawanie. Film Narodowy dokończona trylogia Michała Śledzińskiego to najważniejsza opowieść obrazkowa wydana w roku ubiegłym i jedna z najbardziej wartościowych prac ostatnich lat. Podobnie jak kultowe Osiedle Swoboda odwołuje się do tzw. realizmu miejskiego, rehabilitując naszą lokalność. Dostaliśmy opowieść prawdziwą aż do bólu, czerpiącą z życiowych doświadczeń pokolenia, które aktualnie buduje polską rzeczywistość. Elegancko wydany tom zbiorczy za przystępne pieniądze mógłby jeszcze zaoferować, choć parę słów wstępu od samego autora, ale to margines niewypływający na ogólną ocenę, bowiem otrzymaliśmy kawałek solidnej lektury.

Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *