Recenzja komiksu Nienawidzę Baśniowa

Scottie Young zabiera czytelników w kolorową, pełną przygód podróż do Baśniowa. Krainy marzeń i rysunkowych postaci, która za sprawą zdemoralizowanej Gertrude zamieni się w pejzaż groteskowej przemocy. Czegoż można chcieć więcej po mini serii wyrzucającej do kosza klasyczny koncept baśniowej opowieści?

Sprawa dość nietypowa, bowiem za scenariusz i rysunki odpowiada ta sama osoba, czyli Scottie Young. Jego pomysł jest dość prosty, by nie powiedzieć, dobitny niczym budowa cepa. Ot, do kociołka wlewamy koncept klasycznego Czarnoksiężnika z Krainy Oz czy inną Alicję. Do wywaru potrzebujemy jeszcze całą masę odniesień do współczesnej popkultury. Całość doprawiamy niepoprawnym, czasem wręcz czarnym humorem oraz całą masą groteskowej przemocy. Potrwa musi gotować się dokładnie dziesięć minut, po czym otrzymujemy przepyszne Nienawidzę Baśniowa.

Baśniowo to kraina niczym z Disneya, pełna dziwacznych stworów i cudów, będących efektem bujnej wyobraźni młodzieńczego umysłu. Gorzej, gdy ów dzieciak stanie się cynikiem, a do tego będzie zażywać w dużej ilości LSD. Wtedy nasza wizja może się zrobić mocno fujowa. Tak właśnie czuje się wspomniana Gertrude. Czterdziestolatka uwięziona w ciele dziecka, która od przeszło 30 lat nie może wyrwać się z słitaśnego Baśniowa.

Od tych słodkości i przyjemności dawkowanych w nadmiernych ilościach potraciła wszystkie klepki, dlatego weszła na wojenną ścieżkę. Słowem zrobi wszystko by wyrwać się z tej przeklętej krainy. W podróży towarzyszy Larry, który nie szczędzi sarkazmów i najwidoczniej jego też to wszystko męczy. Generalnie Harley Quinn i Deadpool przy Gertrude to świętoszki! Będą więc smoki, igrzyska śmierci oraz masowe ludobójstwo. Sporo tego, jak na jeden tom.

Ogólnie fabuła komiksu nie odkrywa koła na nowo i nawet nie stara się wciskać nam takich złudzeń. Gdyby za ten projekt wziął się inny rysownik-scenarzysta, efekt może nie byłby tak satysfakcjonujący. Scottie jednak czuje się jak ryba w wodzie, bawiąc się różnymi pomysłami i czerpiąc garściami z popkultury, dając czytelnikom do rąk pokręcony pastisz. Na solidny odbiór komiksu ma także wpływ niezwykle udane tłumaczenie. Tytuł, gdzie zabawa słowem i kontekstem to połowa sukcesu, przeniesienie niektórych znaczeń z angielskiego łatwym nie jest. Ale „fuje”, „cukiersyny” i inne przydomki oraz kwieciste epitety wypadają nad wyraz świetnie.

Mamy, więc lekturę, która do rąk najmłodszych trafić nie powinna, no chyba, że chcecie później wydać fortunę na psychoanalityka. Wieść niesie, że cała seria składa się z czterech wydań zbiorczych, gdzie Non Stop Comics opublikowało już dwa. Jesteśmy, zatem w połowie drogi.

Ta pociesznie rysowana, pełna nietypowego humoru historia złapała mnie z zaskoczenia. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, więc nie oczekiwałem zasadniczo niczego. A tak, przyszło mi przeczytać komiks, przy którym pośmiałem się całkiem często, wręcz wprost proporcjonalnie do obitych gęb na każdej stronie. Jednym słowem zabawa przednia, dlatego nie pozostaje mi nic innego jak polecić Nienawidzę Baśniowa.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *