Wycieczka na inną planetę. Recenzja komiksu Pjongjang

Guy Delisle zabiera polskiego czytelnika w swoją pierwszą podróż. Przystankiem na trasie kanadyjskiego rysownika była Korea Północna. Pjongjang to spełnienie mrocznych wizji rodem z książki Rok 1984.

Niegdyś obowiązkowa lektura, dziś książka George’a Orwella zatytułowana Rok 1984 nosi miano klasyka opowiadającego, co ustrój totalitarny może uczynić z człowiekiem. Przestroga napisania niemal półwieku temu pozostaje aktualna do dnia dzisiejszego, zwłaszcza że faktycznie istnieje państwo, którego mechanizmy są dokładną kalką tych przedstawionych w powieści Orwella.

Życie złożone z absurdów

Wyobraźcie sobie taką sytuację: śpicie w swoim pokoju hotelowym korzystając z niedzielnego poranka. Nagle bez wcześniejszego uprzedzenia, wbiega przewodnik, będący jednocześnie waszym ochroniarzem i donosicielem na każdy ruch oraz każde słowo, jakie padnie z waszych ust. Składa propozycję nie do odrzucenia: odwiedziny muzeum poświęconego wielkiemu przywódcy narodu. Po ponad trzech godzinach jazdy pustą autostradą donikąd trafiacie pod propagandowy pomnik próżności, przypominający schron przeciwatomowy – grobowiec pełen wyjętych z kontekstu artefaktów.

Po dużej dawce propagandowego absurdu udajecie się na piknik, ciesząc się urokami łona natury. Z dala od dziwnego muzeum i jeszcze dalej od szarej metropolii (gdzie wszyscy żyją jak na rozkaz), myślicie że można pozwolić sobie na chwilę oddechu? Błąd! Nagle wasze oczy atakuje gigantyczny propagandowy napis wyryty pieczołowicie w skale, przypominający o wszechwładności nieomylnego wodza. Na tak pokręcony pomysł nawet Orwell nie wpadł, bo jak widać życie pisze znacznie dziwniejsze scenariusze. Witamy w Korei Północnej.

Gehenna widziana oczami żartownisia

Pjongjang to komiks autorstwa kanadyjskiego animatora i rysownika Guy’a Delisle, który powstał przed głośnymi Kronikami Birmańskimi. Obie pozycje, jak również Kroniki Jerozolimskie, zastały w Polsce wydane nakładem Kultury Gniewu. Wszystkie trzy można określić mianem komiksowego travelogue, czyli dziennika podróży posiadającego cechy reportażu. Co ciekawe, opisywany komiks w 2005 roku został uznany za jedną z najciekawszych pozycji literatury faktu wydanej na terenie Stanów Zjednoczonych, otrzymując dwie nominacje do prestiżowej Nagrody Eisnera.

Recenzowany Pjongjang opowiada o dwumiesięcznym wyjeździe Guy’a Delisle do Korei Północnej w celach służbowych. Jako pracownik studia animacji, na mocy międzynarodowego kontraktu, miał nadzorować projekty realizowane przez tamtejszą wytwórnię. Oczywiście filmy niosły pokaźny ładunek propagandy, ale nie to dostarczało największych zgryzot naszemu Kanadyjczykowi. Jego zajęcie w charakterze edytora nadzorującego techniczną jakość animacji wydawać by się mogło, że nie ma końca, przypominając syzyfową pracę.

Poza biurem Guy Delisle miał sporo czasu wolnego, choć nie bardzo wiadomo, na co można go przeznaczyć w kraju szarym i ponurym. Oczywiście, jako osoba zza granicy traktowany był jak intruz, którego należy monitorować na każdym kroku. Nie zapominajmy także o codziennej dawce indoktrynacji, gdzie kolejne odgórnie zaplanowane wycieczki miały na celu pokazania „obcemu” wielkości komunistycznej dynastii Kimów.

Guy Delisle to baczny obserwator, który ironizuje napotkaną rzeczywistość. Dostajemy do rąk wnikliwe studium nawyków lokalnej społeczności, a także próbę zmierzenia się z analizą całego reżimu. Rzecz jasna, między poważnym dialogiem utkano sporo czarnego humoru i sytuacyjnych gagów, niekiedy będących efektem poszukiwania sposobu na przerażającą nudę i umysłowe odrętwienie. Autor nie szczędzi uszczypliwości swoim gospodarzom, a zabrana ze sobą książka Rok 1984 tylko dodaje jeszcze większego smaczku, szczególnie, gdy pożycza ją jednemu Koreańczykowi z tego samego biura. Autor ma jednak pełną świadomość, iż absurdy widziane jego oczami, dla lokalnej społeczności stanową jedyną znaną i jak najbardziej realną rzeczywistość. Dlatego wszelkiego rodzaju uszczypliwości oraz żarty dla gospodarzy są niezrozumiałe. Ich wręcz śmiertelnie-poważne nastawienie wynika z pokoleniowej indoktrynacji.

Podróż przez inną planetę

Komiks Pjongjang pozostaje aktualny do dziś, mimo upłynięcia ponad dekady od jego premiery. Lekturę polecam szczególnie tym, którzy śledzą ostatnie wydarzenia ze świata w kontekście rokowań obu Korei i Stanów Zjednoczonych. Jeśli łudziliście się, że coś z tego wyjdzie, najwidoczniej nie wiecie, czym dokładnie jest tamtejszy komunistyczny reżim. W świecie zdominowanym przez ideologię zakrawającą niemal o fanatyczny kult jednostki nie ma miejsca na zdrowy rozsądek.

Komiksowy travelogue w sposób ciekawy ujmuje podróż rysownika, który nieustannie ma wrażenie jakby odwiedził zupełnie inną planetę. Mimo, iż lektura porusza bardzo trudną tematykę, to przyciąga już od pierwszych chwil, pokazując wysoki poziom warsztatowego przygotowania Guy’a Delisle. Tym samym komiks jako medium raz jeszcze udowodnił, że na polu reportażu może stać na równi z książką, niekiedy oferując nawet coś więcej niż klasyczna literatura. Pjongjang otwiera przed nam świat ukryty dla kamer i obiektywów aparatów, pozwalając zobaczyć to, co niemal niewyobrażalne.

Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *