Recenzja komiksu Stolp

Dwa głośne nazwiska – Daniel Odija i Wojciech Stefaniec skrzyżowały swoje losy podczas prac nad opowieścią graficzną Stolp. Premierę kreowano na wydarzenie roku polskiego komiksu. Czy za wzniosłymi hasłami kryją się jednak jakieś konkrety?

Seria zatytułowana „Nowy Komiks Polski” w okolicach czerwca wzbogaciła się o kolejny tytuł. Po Totalnie nie nostalgia i Najgorszy komiks roku przyszedł czas na Stolp. Za scenariusz odpowiada pisarz Daniel Odija, do tej pory kojarzony z powieściami na wskroś realistycznymi, poruszającymi problematykę choćby transformacji ustrojowej. Autor dwukrotnie nominowany do literackiej nagrody Nike. Jego pomysły urzeczywistnił natomiast Wojciech Stefaniec – postać znana w polskim komiksie dzięki albumom Noir i Ludzie, którzy nie brudzą sobie rąk.

Miasto bez końca

Co łączy obie persony, to fakt, że pochodzą ze Słupska. Tak też nazywa się ich wspólna praca – Stolp to dawna niemiecka nazwa tegoż miasta, jak również imię głównego bohatera recenzowanego komiksu. Utwór ten jest dopiero początkiem współpracy planowanej na realizację tetralogii „Bardo”, a więc jak dobrze się domyślacie całość ma zamknąć się w czterech albumach.

Ich komiks na swój sposób jest popkulturowym przekładańcem, czerpiąc z rozpoznawalnych motywów, ale podanych w mocnym stylu głównie dzięki ilustracjom Stefańca. Na kolejnych stronach obserwujemy historię metropolii Bardo, ostatniego ludzkiego miasta, jakie przeżyło kataklizm wręcz na biblijną skalę. Tkanka miejsca tętniła życiem, rozwijając się przez stulecia zyskując ostatecznie przydomek „miasta bez końca”.

To jednak już przeszłość. Obecnie metropolia gnije od wewnątrz. Kolejne budynki rozpadają się w pył, z dnia na dzień wymarła większość zwierząt, nie rosną rośliny, a mieszkańcy cierpią na bezpłodność. W tych realiach pieczę nad miastem sprawuje wszechwładny Naczelny, rozgrywający swoją grę polityczną, a jego zbroje ramie oddziałów policyjnych trzyma wszystkich mocno za pysk. Nie da się uniknąć moralnej zgnilizny, zaś realna władza wydaje się być w rękach farmaceutyków karmiących populację pigułkami wszelakiej maści – zarówno stanowiącymi dietę, jak i wzmacniającymi różne „umiejętności”. Wszyscy są uzależnienie od chemii, a inni sięgają jeszcze po popularny narkotyk Styks, który dosłownie wywraca wnętrzności na drugą stronę.

Futurystyczna antyutopia

Po części widzimy thriller science fiction, całą masę postaopkaliptycznych klimatów, elementy charakterystyczne dla cyberpunku i dużo więcej. Według autorów Stolp to futurystyczna antyutopia i eksperymentalny kryminał. O ile tego pierwszego mamy całkiem sporo pod ręką, tak co do kryminału nie jestem już pewien. Opowieść skupia się na tytułowym Stoplie, bez przesadnej wylewności. Wiemy tylko, że powiązany jest z organami władzy, jako detektyw poszukujący zaginionych dzieci. Najmłodsi są na wagę złota w świecie, który od niedawna cierpi na bezpłodność.

Przez większość tomu obserwujemy wędrówkę bohatera po mieście wypełnioną monologami, kolejnymi paczkami wypalonych papierosów, a także narkotycznymi wizjami. W tym komiksie to, co jest realne, a co snem nie jest tak oczywiste, a w połączeniu z „brudnym” klimatem wprowadza czytelnika w stan niepokoju, niekiedy dorzucenia, czasem jednak także fascynacji. Albo komiks Was wciągnie z miejsca, ale po kilku stronach znuży, bowiem narracja porusza się bardzo powoli.

Czym stanowczo album się broni to warstwa wizualna. Wojciech Stefaniec odwalił kawał genialnej roboty. Dysponując panelami o formacie 235×320, a więc dużo większym od zazwyczaj używanych, mógł puścić wodze fantazji, co oczywiście uczynił. Przy zachowaniu klasycznej metody kadrowania każda plansza przypomina wręcz drobiazgowo przygotowany plakat, pełen kontrastów i sprzeczności, a zarazem zaskakująco spójny. Wizualnie komiks wręcz chłoniemy, nie mogąc wręcz nacieszyć oczu narko-wizjami głównego bohatera, a także pejzażami miasta bez końca.

Uczucie niedosytu

Kiedy jednak opadnie zachwyt poczujemy ogólny niedosyt. Przez 2/3 lektury komiks nie podaje nam żadnych konkretów, błądząc gdzieś po przemyśleniach filozoficznych, po części bawiąc się metaforą rodzicielstwa na różne sposoby. Autorzy skupili wiele uwagi na świecie, ale postacie go wypełniające nie wiele nam o sobie mówią. Wątek kryminalny rysuje się dopiero pod sam koniec, gdy Stolp zostaje postawiony w bardzo niewygodnej sytuacji. Chwilę potem następuje zakończenie niemal ucięte gdzieś w połowie drogi.

Za komiks dziękujemy Wydawnictwu Komiksowemu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *