Recenzja komiksu Tajne Wojny: Wojna Domowa

Rzucony na wielką wodę. Tak może poczuć się przeciętny czytelnik po lekturze Wojny Domowej umieszczonej w Bitewnym Świecie. Niezależna historia nijak ma się do Tajnych Wojen, ale mimo tego komiks warto przeczytać.

Przeszło dekadę temu na półki księgarń trafił komiks Wojna Domowa. Zdaniem włodarzy Marvela opowieść napisana ręką Marka Millara to drugi najlepszy komiks w całej historii wydawnictwa. Zyskał on nie tylko popularność wśród czytelników, czego dowodem były słupki sprzedaży, ale jednocześnie istotnie wpłynął na całe uniwersum. Do tego stopnia, że echa tamtych wydarzeń słychać do dziś. Nic, więc dziwnego, że wydawca postanowił raz jeszcze sięgnąć po sprawdzoną formułę. Próba ta była jednak połowicznie udana, bo o ile otrzymaliśmy dość ciekawą lekturę, uwypukliła ona jednocześnie niezdrowe praktyki amerykańskiego wydawnictwa.

Rozłam

Chcąc zrozumieć podłoże fabularne nowego komiksu musimy cofnąć się do 2006 roku. Działania grupy nastoletnich herosów o nazwie New Warriors doprowadziły do katastrofy, w której życie straciło kilkuset cywilów. Oczywiście takie wydarzenie nie mogło obejść się bez odpowiednich reperkusji. Rząd Stanów Zjednoczonych zbyt długo tolerował samowolkę ludzi odkażonych mocami, dlatego wprowadzono przymus rejestracji. Jeśli chcesz walczyć ze złem musisz najpierw podać swoją prawdziwą tożsamość, numer ubezpieczenia, numer buta itd. Słowem, wraz z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność i biurokracja.

Jednym się to nie spodobało, ponieważ odebrali to, jako formę ucisku i zaprzeczenie etosu superherosów. Inni natomiast uznali podjęte rozwiązania za logiczne posunięcie. Na czele tych pierwszych stanął Kapitan Ameryka, zaś zwolennikiem rejestracji był Tony Stark. W ten oto sposób rozpoczął się długi oraz wyniszczający konflikt, który ostatecznie ukrócił Kapitan. Zdał sobie sprawę, że dalszą bratobójczą walką przyczynił się na szkodę obywateli, których wszakże przyrzekł bronić.

Powrót do pomysłu Marka Millara to klasyczne „co by było gdyby?” W alternatywnej historii wojna między bohaterami nie kończy się wraz z kapitulacją Kapitana Ameryki, bowiem ten nie składa borni. Tak właśnie na pierwszy plan wychodzi pomysł scenarzysty Charlesa Soule. W trakcie potyczki w tajnym więzieniu Iron Mana Czarna Pantera odkrywa, że Żelazny Człowiek uruchomił tryb samozniszczenia placówki, co niezwłocznie przekazał Kapitanowi. Natomiast Tony dowiaduje się, że za przyszłą katastrofę miał odpowiadać jego przeciwnik. Życie podczas tej walki stracili mieszkańcy St. Louis oraz niektórzy bohaterowie. W konsekwencji dochodzi do tak dużej eskalacji przemocy, że Stany Zjednoczone zostały podzielone na dwa wrogie sobie terytoria: Iron rządzone przez Starka i Blue pod przywództwem generała Steve’a Rogersa.

Rzuceni na wielką wodę

Główna fabuła przenosi nas sześć lat do przodu. Oba terytoria nadal są w stanie wojny, choć zawieszonej. Pojawia się jednak światełko w tunelu. Miriam Shape, mieszkająca na moście łączącym dwa sobie wrogie terytoria, zaprasza do rozmów pokojowych obu przywódców. Niestety podczas pertraktacji dochodzi do zamachu, w którym życie traci inicjatorka pojednania, choć celem – jak się wydaje – miał być Rogers. Machina podejrzliwości i wzajemnych oskarżeń ruszą z pełną mocą, prowadząc nieuchronnie do następnej eskalacji przemocy.

Czytelnik otrzymuje, zatem do rąk wielowątkową intrygę, której finał będzie dość zaskakujący i jednocześnie moim zdaniem satysfakcjonujący. Jest to również okazja do zobaczenia sowich mniej lub bardziej ulubionych postaci w nowych konfiguracjach sojuszy i całkiem odmiennych rolach. Kto by pomyślał, że Peter Parker może stać się tak pochmurnym i burzliwym człowiekiem. Jest jednak pewien problem, mianowicie lektura nijak ma się do wydarzenia zatytułowanego Tajne Wojny, autorstwa Jonathana Hickmana. W głównym pionie fabularnym wszystkie alternatywne wszechświaty uległy zniszczeniu, zaś z połączenia Ziemi 616 i 1610 wyłonił się Bitewny Świat rządzony przez Victora von Dooma. Wszystko oczywiście w imię uproszenia linii czasowych, ukrócenia pewnych wątków i zrobienia miejsca na nowe fabuły. Zupełnie tak, jak w przypadku klasycznego Kryzysu na nieskończonych Ziemiach. Problem w tym, że dla komiksowych żółtodziobów sytuacja niekoniecznie będzie tak przejrzysta, jak pierwotnie planował to wydawca.

Pierwsze strony to szybki slajd mający wdrożyć czytelnika w lekturę. Zostają pokazane nawiązania nie tylko do Wojny Domowej, ale i Sekretnej Inwazji oraz mrocznych rządów Osborna. Komiksy te nie ukazały się w Polsce, co jak wiemy dla przeciętnego komiksiarza może rodzić pewne problemy. Ponieważ Tajne Wojny: Wojna Domowa nie posiada krótkiej przedmowy czy posłowia, to trudno wywnioskować nowicjuszom, dlaczego i skąd jesteśmy w tym konkretnym miejscu. I jakie to ma właściwie znacznie dla uniwersum? Weterani pewnie sobie poradzą, ale zawieszona w próżni fabuła wypada dziwnie na tle dość spójnej linii serii Marvel Now!

A więc wojna

Dogrywka Wojny Domowej względem Tajnych Wojen ma się, zatem trochę, jak pięść do nosa. Wydaje się, że wydawca podjął karkołomną próbę wciśnięcia na siłę kolejnej fabuły mającej na fali sentymentu wyłącznie podnieść słupki sprzedaży. W oczach czytelników takie zagrywki nie są dobrze odbierane. Szczególnie wieloletnich fanów Marvela. Na szczęście, mimo nieczystych zagrywek wydawcy, recenzowany komiks czyta się naprawdę dobrze. Są ku temu dwa proste powody.

Po pierwsze rysunki Leinila Francisa Yu robią niezłą robotę. Mimo, że pozycja ta nie pokazuje jego pełnej formy – dużo lepiej wypadał w Sekretnej Inwazji – to dynamika i płynne kadrowanie ujęć przyciąga uwagę czytelnika. Ponadto surowy klimat, jaki bije z tego komiksu pasuje idealnie do przedstawionego pomysłu. Jednocześnie, wszakże scenariusz Charlesa Soule’a idealny nie jest, to jednak potrafi przykuć czytelnika. Na niespełna 120 stronach udało się opowiedzieć zwartą, zamkniętą opowieść o ciekawym zakończeniu. „Nowa” Wojna Domowa samodzielnie, jako niezależna fabuła, broni się na piątkę. Do lektury można przysiąść z marszu, oczekując sporą dawkę rozrywki na poziomie, a dla nowicjuszy to także niezły przedsmak świata Marvela.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawcy Egmont

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *