Recenzja komiksu Uncanny X-Force

Uncanny X-Force to pod wieloma względami wyjątkowa opowieść komiksowa. Dlatego tym bardziej cieszyłem się, że ukaże się w Polsce dzięki staraniom wydawnictwa Mucha Comics.

Większość komiksów traktujących o superbohaterach to opowieści o starciu dobra i zła, gdzie nie ma miejsca na szarości. Wszakże komiksy kierowane są w dużej części do młodszej audiencji, która musi skądś czerpać wzorce warte naśladowania. A co stanie się, jeśli do klasycznej opowieści o mutantach Marvela dosypiemy jednak nieco wspomnianych odcieni szarości? Na to pytanie odpowiedział Rick Remender.

Specjaliści od mokrej roboty

Uncanny X-Man to seria pamiętająca jeszcze lata 80., do której postanowiono powrócić. Z jednej strony mamy odświeżoną serię z Cyklopem i jego uczniami na czele, wydawaną w ramach inicjatywy Marvel Now! Jest ona dostępna w Polsce od dłuższego czasu dzięki Egmontowi. Natomiast jej przeciwwagą lub wręcz całkowitym przeciwieństwem, jest seria Uncanny X-Force, oryginalnie publikowana w latach 2010-2013.

Wydana w postaci 47 zeszytów, seria kontynuuje losy grupy specjalnej o nazwie X-Force. Została ona założona przez lidera X-Man w postaci Cyklopa. Czego potrzebował, to oddział działający na pograniczu prawa i moralności, gdzie jego członkowie nie boją się podejmować trudnych decyzji. Jeśli będzie trzeba to nawet upuszczą krwi, co biorąc pod uwagę ciągły stan opresji ciążący na mutantach, jest raczej uzasadnione. Ale czy moralnie właściwe? Z pewnością nie, choć dowódca oddziału, czyli Wolverine wie, że na ten luksus sobie pozwolić nie mogą.

Działania X-Foce były objęte tajemnicą, niestety te jak wiemy trudno utrzymywać przed innymi w nieskończoność. Kiedy pozostali członkowie X-Man dowiedzieli się, co dzieje się za kulisami wyrazili swoją, delikatnie mówiąc, dezaprobatę. Zaraz potem grupa uderzeniowa zostaje rozwiązana, ale Logan nie mógł tak zostawić spraw. Potajemnie odbudowuje X-Foce utrzymując krąg wtajemniczonych wyłącznie do członków nowego zespołu. Na pokładzie znaleźli się: Deadpool, Fantomx, Archangel i Psylocke.

Sposób na Apocalypse’a

Dobór postaci nie jest przypadkowy. Scenarzysta Rick Remender kierował się konkretnymi kryteriami charakteru, bo każdy z nich to indywidualista i samotnik, a także faktem jest, że mają na swoim sumieniu różne grzechy. Zabijali już w przeszłości i na pewno nie zawahają się użyć ostatecznych środków, gdy przyjdzie na to pora. Niemniej, udaje im się współpracować bardzo sprawnie i na polu walki zgrywają się w jedną, sprawnie naoliwioną i niebezpieczną maszynę. Wystarczy wspomnieć, że na pokładzie mamy dwóch przedstawicieli programu Broń X, wychowanka Broni Plus oraz sylwetkę byłego jeźdźcy apokalipsy.

Prócz wartkiej akcji komiks oferuje jeszcze jedno, mianowicie ukazanie złożonych charakterów postaci, a także ich wspólnych relacji. Nie są oni bezuczuciowymi maszynami do mordowania, bo nawet Deadpool ma granice, których nie przekracza. Natomiast dialogi między nimi nie naciągano, przeładowując patosem, czy innymi zabiegami kującymi w oczy. Pomiędzy nimi widać pewne napięcia, bowiem różnice poglądowe występują, to jednocześnie nie sposób odmówić im specyficznej chemii działającej już od pierwszych stron. Ponadto, mamy sporą dawkę humoru, bo przecież nie da się zrealizować komiksu a’la Marvel utrzymując go wyłącznie w posępnej atmosferze. Dla przykładu wszyscy nie znoszą stylu bycia Fantomx’a i jego udawanego francuskiego akcentu, to jednocześnie Deadpool nie daje zapomnieć o powodach swojego pseudonimu najemnik z nawijką.

Ledwo drużyna została uformowana, a na horyzoncie pojawia się pierwsza misja. Apocalypse, prastary i pierwszy mutant, został ożywiony przez bractwo swoich wyznawców. Jego reinkarnacja, to młody chłopiec, do którego jeszcze „nie przelano” świadomości En Sabah Nura, tak więc by uchronić świat przed nowym Age of Apocalypseliczy się każda chwila. Wolverine i Archangel zbierają nową ekipę, gotową sięgnąć po ostateczne środki. Pod drodze przyjdzie im jednak stoczyć masę walk z szeregowymi żołnierzami bractwa, jak również napotkają nowych jeźdźców apokalipsy – przyboczną gwardię En Sabah Nura, wykonującą każde jego polecenie.

Gęstą atmosferę tej opowieści zapewnił Jerome Opena, którego rysunki pełne detali i utrzymane w zimnej kolorystyce pasują do całości idealnie. W pierwszym tomie znajdziemy jeszcze dodatkowe epizody, choć te zostały przygotowane już przez innych rysowników. Niemniej, nie odbiegają one poziomem od głównej historii skupionej na Apokalipsie.

Uncanny X-Force

„Sposób na Apocalypse’a” to bardzo konkretna, pod wieloma względami wyjątkowa opowieść, którą aż chce się czytać. Jeśli się uprzeć, z pewnością znajdziecie jakieś potknięcia lub irytujące rozwiązania fabularne, ale to raczej margines i zależy od osobistych preferencji. Podczas lektury wszystko zgrywało się w spójną całość – niebanalne dialogi, wartka akcja, nowe spojrzenie na znane już postaci. Dosłownie płyniemy przez kolejne strony, w czym jeszcze bardziej pomaga warstwa wizualna komiksu.

Jeśli w latach 90. wychowaliście się na komiksach o drużynie X-Man i temat ten wciąż Was przyciąga, to bez dwóch zdań musicie chwycić za Uncanny X-Force. To pozycja skierowana do czytelników szukających awangardowego rozwiązania na dobrze już znane tematy. Najprawdopodobniej to najlepsza historia o mutantach Marvela wydana w Polsce na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawcy Mucha Comics

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *