Recenzja Wounded: Skradzione lata

Polacy nie gęsi i swoich autorów komiksowych też mają, choć ci od lat wydają być raczej w ukryciu. Zalew zachodniej twórczości utrudnia zabłysnąć nowym, rodzimym talentom, ale wydaje się, że Mikołaj Spionek ma wszelkie predyspozycje, by ten trend złamać.

Muszę przyznać, że Egmont zaskoczył pozytywnie. Przy ogólnej dominacji zachodniego komiksu w swojej ofercie, z ukierunkowaniem na pozycje najbardziej „chwytliwe”, a więc mające szansę się sprzedać, postawiono nartę teoretycznie niepewną. Mikołaj Spionek doświadczenie komiksowe już nabrał, ale jego prawdziwie debiutancka praca Wounded, to pierwsze tak poważne dzieło od lat. Tym bardziej sprawa jest ciekawa, albowiem Mikołaj jest sam sobie sterem, łącząc rolę scenarzysty i rysownika.

Wounded zaplanowano na trzy tomy. Pierwszy zatytułowany „Skradzione lata” zaskakuje od pierwszych chwil. Po pierwsze łapiemy do rąk komiks wydrukowany na dużym formacie, w twardej okładce i na dobrej jakości papierze. To wszystko za niewygórowane pieniądze, czyli 35 zł. Jak na debiut, to muszę przyznać, zapowiada się nieźle.

To, co jednak znajdziemy w środku, zaskoczy jeszcze bardziej. Komiks osadzono w klimatach westernu, wykorzystującego wręcz oklepany motyw zemsty. Ot, przybysz z daleka przemierza bezkresne równiny dzikiego zachodu w poszukiwaniu własnej sprawiedliwości. Generalnie scenariusz Wounded w pierwszym tomie nie należy do skomplikowanych, i można go nader szybko streścić. Niemniej, nawet tak bardzo wyeksploatowany na wszelkie możliwe sposoby rdzeń fabularny da się ugryźć w sposób, jaki przyciągnie czytelnika.

Do pewnego miasteczka przybywa sympatyczny młodzieniec, sprzedający dobrą whisky i planujący zakupić trochę bydła. Szybko zyskuje zaufanie miejscowych, ale nie jest tym, za kogo się podaje. Co więcej, niektórzy mieszkańcy nie mogą czuć się bezpiecznie, zwłaszcza że mają sporo do ukrycia. Mroczne sekrety powoli wychodzą na jaw. Słowem od swojej przeszłości nawet nie wiem, jak bardzo by się strać, nie da się uciec.

Ja przystało na historię o zemście, opowieść nabiera odpowiedniego tempa, zaś sam autor nie stroni od przemocy. Niemniej widać ewidentnie, że Mikołaj Spionek czuje, w czym rzecz, tworząc narrację dynamiczną i wciągającą. Uwagę szczególnie przykuwa kadrowanie, a także „praca kamery”. Rysunki, zwłaszcza tła, nie obfitują w detale, a sama kolorystyka jednocześnie także nie przedstawia specjalnego szaleństwa, ale komiks i tak wygląda świetnie. Widać, iż autor miał doświadczanie warsztatowe i zdołał wyrobić własny charakterystyczny styl, choć wciąż da się zauważyć wiele przestrzeni do dalszego rozwoju.

Reasumując, bierzecie do ręki Wounded i od pierwszej strony chcecie już czytać. Opowieść płynie, ale mam nadzieję, że w tomie drugim nabierze większych rumieńców, serwując może jakiś nieoczekiwany zwrot akcji. Pozycja ta nie ustępuje w niczym zachodnim odpowiednikom, dlatego aż bierze zdziwienie, iż polski autor tak dobrze poczuł teoretycznie obcy nam kulturowo klimat westernu. Słowem polecam!

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawcy Egmont

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *