Z ekranu na papier. Recenzja komiksu Dziecię Bestii

Komiks Dziecię Bestii, wydany nakładem Waneko, powstał na bazie japońskiej animacji. Czy warto sięgnąć po papierową adaptację?

W większości przypadków bywa tak, że to najczęściej komiksowa twórczość staje się głównym źródłem pomysłu dla późniejszej animacji. Niemniej, mamy również odstępstwa od tej reguły. Zaraz obok Psycho-Pass, Summer Wars i kilku innych pozycji czytelniczych, jako przykład powinniśmy wskazać jeszcze Dziecię Bestii. Jest to wydana w 2018 roku przez Waneko seria komiksowa, której finału doczekamy się już w marcu bieżącego roku.

Dwa światy

Koncept fabularny komiksu nie jest specjalnie skomplikowany. O to mamy dwa światy – ludzi i bestii. Funkcjonują, jako równoległe wymiary a przejście między nimi znajduje się gdzieś w dzielnicy Shibuya. Nieliczni mają wiedzę na temat portalu między-wymiarowego i najwidoczniej jedyni wiedzący o nim znajdują się po stronie bestii.

W tym momencie na scenę wchodzi postać główna całej opowieści, czyli chłopiec o imieniu Ren. Dziewięciolatek dał drapaka z domu po tym jak posprzeczał się ze swoimi krewnymi. Kością niezgody było, co począć z chłopcem po śmierci jego matki, bowiem ojciec sam ulotnił się na długo przed tymi wydarzeniami. Ren mieszkając na ulicy, walcząc o każdy kęs jedzenia, jaki mógł tylko znaleźć, nie wiódł najszczęśliwszego żywota. Ostatecznie nasz młody uciekinier spotyka bestię Kumatetsu i jego kompana, przechadzających się po świecie ludzi. Pod wodzą impulsu ruszył za nimi, po czym znalazł się „po drugiej stronie”.

Kumatetsu oczywiście miał konkretny powód, aby zachęcić dzieciaka do udania się w podróż na drugą stronę. I nie chodzi o potencjalną potrawkę z dziecka, bo to nie te klimaty komiksowe. Chodzi o rzecz bardziej nietypową, mianowicie w mgnieniu oka Ren został mianowany przez Kumatetsu jego uczniem. Oczywiście dziewięciolatkowi nie w smak taki układ, co będzie prowadzić do licznych utarczek. Mówiąc oględnie, ich pierwsze relacje nazwać burzliwymi można uznać za wręcz ogromne niedomówienie. Kumatetsu sam z natury jest strasznym cholerykiem, przez co nawiązywanie więzi z innymi nie było jego mocną stroną. Dlatego nigdy nie znalazł uczniów. A wszakże jest to podstawowy wymóg, dla kandydata starającego się o tytuł Wielkiego Mistrza przewodzącego bestiami. Jego oponent o imieniu Iouzen pod tym względem (w sumie pod wszystkimi możliwymi) wypada znacznie lepiej.

O dwóch takich „tetrykach”

Pierwszy tom przypomina wręcz wypisz wymaluj historię filmową o dwóch starych tetrykach, nieustannie uprzykrzających sobie życie. Ren, który został przechrzczony na Kyuuta (z jap. Dziewięć) przez Kumatetsu, na swój sposób stara się pojąć to i owo, bowiem ma niebywałą okazję stać się silniejszym. Niestety bestia wykazuje początkowo wrażliwość porównywalną tylko do kłody, a jego nieznośne usposobienie samotnika chodzącego własnymi ścieżkami sprawy nie ułatwia. Zatem pierwsze strony upływają nam pod znakiem utarczek słownych, czasem jakiś rękoczynów, przywołując dużo humoru sytuacyjnego. Nie wiele więcej dzieje się w tomie drugim, choć po przebyciu 2/3 lektury czytelnik wykonuje duży skok w przyszłość. Dzieje się tak dlatego, ponieważ kolejne wydarzenia obserwujemy już z perspektywy siedemnastoletniego Ren’a.

Po ośmiu latach ich relacje w pełni przypominają stosunki między mistrzem a uczniem. W pewien sposób Kumatetsu dla naszego bohatera wypełnia również lukę po rodzicach. Od tej chwili narracja nabiera rozpędu, bowiem Ren nie ze swojej woli przeniesie się tym razem do świata ludzi. Z czasem będzie poruszać się między obiema rzeczywistościami swobodnie, ale pierwsze kroki na starych śmieciach do najłatwiejszych należeć nie będą. Hałas miejskiej dżungli a także wiedza pozostawiona na poziomie dziewięciolatka sprawy nie ułatwia.

Powolutku, krok po kroku a potem sprintem

Cała historia skupia się głównie na kilku postaciach z naciskiem na Ren’a i Kumatetsu. Ciekawie wypada na tym tle sylwetka chłopka, który na wskutek swoich między-wymiarowych wojaży ma ogromne problemy z określeniem swojej tożsamości. Co więcej przebywanie ludzi po drugiej stronie – w świecie bestii – nie odbywa się bez konsekwencji, czego jednak w szczegółach już nie omówię, aby nie psuć potencjalnej lektury. W dużej jednak mierze narracja przedstawiona przez Mamoru Hosodę w dwóch pierwszych tomach posuwa się leniwie, by w trzeciej książce nabrać prawdziwego sprinterskiego pędu. Jedną z zauważalnych zmian będzie wyparcie długich monologów na rzecz bardziej dynamicznego kadrowania.

Wadą komiksu Dziecię Bestii przede wszystkim będzie jego „płytkość”. Nie chodzi o to, że komiks urąga inteligencji przeciętnego czytelnika, bo to nie prawda. Chodzi raczej o brak szerszego wykorzystania jego potencjału. Przede wszystkim świat bestii pokazano bardzo pobieżnie, pozostawiając czytelnika w dużej niewiedzy. Jednocześnie dość szarpane tempo również nie służy prawidłowemu obioru lektury. Najpierw przypomina telenowelę a następnie funduje nam przejście w film akcji.  Na korzyść The Boy and the Beast przemówi natomiast warsztatowy kunszt rysownika Renji’ego Asaia. Oczywiście nie jest to praca ociekająca artyzmem i wyjątkową ekspresją, prędzej można się o niej wyrazić w ramach sprawnie wykonanego rzemiosła. Zasadniczo komiks wpada w oko już od pierwszych stron, co warto podkreślić.

Dziecię Bestii to pozycja zdecydowanie młodzieżowa, skierowana również do młodszych odbiorców. Przesadnej przemocy, wydumanych dialogów, czy siarczystego języka tu nie uświadczymy, dzięki czemu to lektura „bezpieczna”, jakkolwiek przewrotnie może to zabrzmieć. W cenie 22 złotych za tom przyjdzie nam za całość (gdy będzie już dostępna) zapłacić nieco powyżej osiemdziesięciu złotych, choć zawsze można liczyć na zniżki w księgarni lub sklepie online. Czwarty, ostatni tom zadebiutuje w marcu 2019. Czy do tego czasu warto sięgnąć za dostępne już książeczki? Zdecydowanie tak, bowiem dostarczają całkiem solidnej rozrywki w przystępnej formie a filmu zapewne w Polsce nie uświadczymy.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawnictwu Waneko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *