Black Ops 4 zmienia całkowicie formułę Call of Duty

Gdy za oknem zawita jesień możemy być pewni dwóch rzeczy: deszczowej pogody oraz premiery następnego Call of Duty. W tym roku przyjdzie kolej na Black Ops 4, które według zapowiedzi twórców ma zmienić zupełnie markę CoD.

Seria Black Ops do tej pory sprzedała łącznie 200 milionów kopii Call of Duty na różne platformy. Autorskie dzieło studia Treyarch podbiło serca graczy, a pierwsza i druga odsłona cyklu o tajnych operacjach jest uznawana za idealny wzór, za jakim powinny podążać kolejne części. Spór jak najbardziej akademicki, dlatego te rozważania zostawmy na inny raz. Pora skupić się na tym, co dokładnie wiemy o następnej części Call of Duty, a zaprawdę powiadam wam, jest o czym pisać.

Premierę zapowiedziano na 12 października, a gdy zdecydujecie się na zamówienie przedpremierowe to otrzymacie wcześniejszy dostęp do wersji beta. Jeśli przez lata związaliście się z platformą Steam, to pora zmienić swoje przyzwyczajenia, bowiem Call of Duty będzie dostępne wyłącznie na usłudze Battle.net. Dla niektórych wygląda to na kosmetyczną zmianę, inni zaś mogą czuć pewne opory przed tego typu rewelacjami. Pewnikiem jest jednak to, że Activision posiadając silne koneksje z Blizzardem będzie przecież promować własną platformę dystrybucji. Dla właścicieli XOne i PlayStation 4 w tej materii nie mamy żadnych niespodzianek – wszystko zostaje bez mian 😉

Najwięcej pytań, jak i kontrowersji będzie budzić ta nowinka – Black Ops 4 nie posiada trybu dla pojedynczego gracza. Według zapewnień twórców, dzięki temu dostaniemy najbardziej rozbudowaną rozgrywkę sieciową w historii marki, niosącą ze sobą wiele innowacji. Pierwszą z nich ma być pewnego rodzaju… powrót do korzeni. Świat przedstawiony znajduje się między pierwszym a drugim Black Ops, dlatego zapomnijcie o egzoszkieletach, bieganiu po ścianach i innych cudowiankach. Główne skrzypce grają „specjaliści” a więc żołnierze posiadający szereg unikalnych umiejętności taktycznych. Jeśli idzie o uzbrojenie, tu nie spodziewajcie się wielkiej rewolucji – pełen arsenał klasycznie wyglądających pukawek, podzielony na różne klasy z możliwością dowolnej modyfikacji.

Potwierdziły się również plotki o uwzględnieniu trybu Battle Royale. Twórcy nazwali go Blackout i ma stanowić swoisty miks tego, co mogliście doświadczyć we wszystkich poprzednich odsłonach Call of Duty. Zobaczymy znane twarze, uzbrojenie, ale ponad wszystko mapa, którą przyjdzie nam zwiedzać, zaczerpnie wiele elementów z ikonicznych lokacji znanych z poprzednich odsłon. Ponadto, nie musimy zwiedzać jej na piechotę, ponieważ twórcy uwzględnią również szereg pojazdów na lądzie, wodzie i powietrzu.

Z okazji 10. rocznicy wydania oryginalnego Call of Duty Zombies, Black Ops 4 wprowadza całkowicie nowy tryb z nieumarłymi. Już na premierę otrzymamy aż trzy misje Zombie – IX, Voyage of Despair oraz Blood of the Dead. Co więcej, możemy spodziewać się zmiany podejścia do całej formuły gry, gdzie wydawca potraktuje ją, jako usługę nastawioną na długoletnie wsparcie. W przypadku pozycji skrojonej główne na rozgrywkę sieciową, jest to jak najbardziej słuszne podejście. Ciekawe jak to wyjdzie w praktyce?

Call of Duty jest dla mnie pozycją względnie obojętną, choć rozumiem skąd bierze się jej fenomen na przestrzeni ostatnich lat. Czy zaproponowane zmiany trafią w oczekiwania graczy musicie już sami zdecydować. Moje pokolenie sięgało za CoD głównie dla kampanii single player, choć jak pokazują statystyki młodsi gracze (do których zresztą jest skierowana ta pozycja) skupiają się głównie na zabawie przez sieć. Trend ten jest szczególnie zauważalny na konsolach, gdzie „Powołanie do Służby” cieszy się większą popularnością.

Jestem ciekaw, jak twórcy udźwigną ten tytuł pod względem technologicznym. Już poprzednia odsłona WW II pokazał, że wykorzystywany silnik graficzny jest mocno przestarzały i granice swoich możliwości osiągnął dawno temu. Piszę o tym, ponieważ tryb Blackout wprowadzi CoD na dotąd nieznane terytoria – piechota i pojazdy, ogromna mapa itd. Zresztą nie tylko ten aspekt mnie zastanawia, ponieważ już sama mechanika rozgrywki i motoryka postaci trąciła myszką, dostając dalece od tego, co pokazał choćby taki Titanfall 2, którego zresztą próbowano naśladować. Rzecz jasna jestem pewien, że najnowsza pozycja od zespołu Treyarch sprzeda się niczym świeże bułeczki. Pytanie tylko, jak dobrze i czy przebije rekordy swoich poprzedników? Tego dowiemy się po 12 października.

Źródło: materiały prasowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *