Rodzice mają gdzieś restrykcje wiekowe

Nie jest dobrze, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Według portalu childcare.co.uk przeważająca większość rodziców nie zwraca uwagi na restrykcje wiekowe PEGI. Przez co wiele gier ze znaczkiem 18+ trafia w ręce dzieci.

Problematyka dostępu do gier i ograniczeń wiekowych zawsze pozostaje tematem numer jeden w branży rozrywkowej. Szczególnie obecnie, gdy gry typu battle royale można określić mianem pewnego fenomenu popkulturowego. Więcej na ten temat przeczytacie w artykule na temat Fortnite.

Mortal dla każdego…

Wracając do meritum, portal childcare.co.uk przygotował badania społeczne, w których wzięło udział 2000 rodziców. Jak się okazało ponad połowa z nich pozwala ogrywać swoim pociechom tytuły przeznaczone dla dorosłych. Innymi słowy, widok dziesięciolatka cisnącego w GTA, The Last of Us lub Mortal Kombat X nikogo nie gorszy, ani nie zmusza do refleksji.

Co ciekawe, rodzice do restrykcji wiekowych w przemyśle filmowym podchodzą zupełnie inaczej niż przy grach. Jedynie 18% badanych rodziców przyznało, że pozwoliłoby swojemu dziecku w wieku 10-14 lat obejrzeć film ze znaczkiem 18+. Po przeciwnej stronie mamy grupę 86% badanych, którzy przyznają, że informacja PEGI na opakowaniu gry nie ma dla nich żadnego znaczenia i ją zwyczajnie ignorują. Co jeszcze zastanawiające, to większość z badanych osób stanowiły matki reprezentując najbardziej liberalną grupę w kontekście gier.

Z życia więte

Mamy tu do czynienia z pewnym stanem umysłu, który także trawi polskie społeczeństwo. Pracując kiedyś w pewnej sieci sklepów elektronicznych również starałem się wyperswadować pewnej młodej matce, że GTA San Andreas dla jej 10 letniego dziecka nie jest dobrym wyborem. Spotkałem się z całkowitym niezrozumieniem. Natomiast znajomy, pełniąc rolę konsultanta dystrybutora gier w okresie świątecznym napotkał wręcz wrogość, po objaśnieniu, iż FEAR stworzono raczej dla osoby dojrzałej a nie 13-latka. Odpowiedź typu: „To, co? Przecież dorośnie…” z ust rodzica powoduje opad rąk.

Informację o ograniczeniu wiekowym wprowadzono najpierw w USA, gdzieś w połowie lat 90., gdy trwała wielka wojna miedzy Segą a Nintendo. Duże N mierzyło w najmłodszego odbiorcę, zaś Sega próbowała odezwać się do wyobraźni nastolatków, serwując coraz odważniejszy content nie tylko w grach, ale i kampaniach marketingowych. Wojenka nabierała rozmachu, aż zaprowadziła przedstawicieli obu firm do Kongresu, który ostatecznie wymusił wewnętrzne działania na branży. Reszta jest już historią.

Pytanie co dalej?

Obecnie z jednej strony widzimy skrajną nieodpowiedzialność ze strony rodziców, ale jednocześnie należy jasno powiedzieć, że branża gier nadal pozostaje dla społeczeństwa zagadką owianą różnymi mitami i stereotypami. Niektórzy rodzice zatrzymali się na etapie Mario z lat 80., i nie mają bladego pojęcia o dzisiejszej różnorodności tytułów i możliwościach technicznych w realizowaniu konkretnych tematów. Dlatego twierdzenie, że za dzieciaka grało się w Tekkena lub Mortal Kombat II w epoce piksela łupanego i człowiek wyrósł na zdrową jednostkę, jest argumentem jak najbardziej z kapelusza. Może zamiast roli wyłącznie informacyjnej, oznaczenie PEGI powinno nabrać wiążącej mocy prawnej?

Dyskusję czas zacząć. A co wy sądzicie o zachowaniu rodziców, czy ich działania można usprawiedliwić, czy może jest to problem, który nie można dłużej ignorować?

Źródło: eurogamer.net | Grafika: nintendolife.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *