Czego Boi Się Alicja: upiory epoki wiktoriańskiej cz. 2

Alicja W Krainie Czarów i jej druga część Po Drugiej Stronie Lustra to temat rzeka jeżeli chodzi o ilość możliwych interpretacji i dokonanych już adaptacji. Jedna z ciekawszych to oczywiście obie AmericanMcGee’s Alice, przerabiające słynną opowiastkę na psychodeliczny horror, który wrył się w pamięć niejednego gracza. Co ciekawe, growa adaptacja czerpie z ponad stuletniego oryginału znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać…

W poprzedniej części tego mini-cyklu skupiliśmy się na pierwszej części gry, przyglądając się między innymi jak ówczesna „psychologia dziecięca” (cudzysłów tu nie bez powodu) mogła przyczynić się do traumy Alicji oraz powstania jej największego wroga – Dżaberłoka. W tym odcinku zaś spróbujemy zbadać inspiracje dla dwóch typów sekwencji z drugiej części gry: tym rozgrywającym się w prawdziwym Londynie przemierzanym przez biedną Alicję, oraz dłuższym fragmentom w Wonderlandzie, który z pewnych powodów znów znajduje się w niebezpieczeństwie.

„Uroki” Londynu

Weźmy najpierw na warsztat tą lżejszą część, czyli osierocenie i samotne wędrówki coraz bardziej udręczonej Alicji po ulicach angielskiej stolicy. Motyw sieroty w czasach wiktoriańskiej znamy dobrze chociażby z powieści Dickensa: tam jednak podawano go w sposób nieco romantyczny. Ówczesna rzeczywistość była znacznie bardzie okrutna: osieroconych i porzuconych dzieci było bardzo dużo – w pewnym momencie stwierdzono nawet, że jest ich więcej niż bezpańskich psów (a tych wtedy nie brakowało).

Obleśny Doktor w wersji prosto z udręczonej psychiki Alicji.

Nie były to wcale wesołe grupki umorusanych łobuzów ze złotymi serduszkami – głównym zajęciem tych dzieciaków była walka o przetrwanie, zatem często formowały się w bezwzględne i nie mające skrupułów grupy. Samotnicy – tacy jak Alicja – byli bowiem bardzo narażeni na wykorzystanie ze strony dorosłych, którzy nie mieli specjalnych wyrzutów sumienia. Wszak jak już było wspomniane w poprzednim odcinku tego mini-cyklu, koncept dziecka jako odmiennego „stanu psychologicznego” w zasadzie nie istniał. Dostajemy tego przedsmak w Madness Returns w scenie w porcie, gdzie oszołomiona Alicja nagabywana jest przez obleśnych marynarzy składających jej wcale niedwuznaczne propozycje.

Carroll: zwyrodniały, czy niezrozumiany?

Tu dochodzimy do paskudnego sedna drugiej odsłony Alicji, czyli źródła nawrotu jej szaleństwa. Temat to ciężki, bowiem wbrew pozorom wcale nie chodzi o wciąż jeszcze tlące się wyrzuty sumienia: te są obecne w postaci Czerwonej Królowej, która jednak przechodzi na naszą stronę wobec widma większego zagrożenia dewastującego psychikę Alicji. Jest nim molestowanie seksualne nieletnich, czyli mówiąc wprost pedofilia, jakiej dopuszcza się opiekujący się nią lekarz wobec jej przyjaciółek oraz być może (nie jest to powiedziane wprost) wobec niej samej. Ten trudny temat podano bardzo subtelnie i dojrzale (na tyle że żadni obrońcy moralności nie zdążyli się oburzyć że GUPIE GRY PROMUJO śWIŃSTWO), a obleśnego doktora – którego wstrętną wersję z koszmarów Alicji pamiętam dokładnie do dziś – spotyka zasłużona kara. Dlaczego jednak ze wszystkich dostępnych motywów szaleństwa, patologii czy horroru zdecydowano się wziąć na warsztat tak wrażliwą kwestię?

Wewnętrzne upiory Alicji w drugiej części zaczynają przenikać również do „realu”.

Odpowiedź jest prawdopodobnie oczywista dla każdego, kto choć trochę zaznajomiony jest z twórczością Carrolla i jego biografią. W związku z jego fascynacją dziećmi (w przeciwieństwie do sobie współczesnych uważał, że znacznie różnią się od dorosłych) oraz uwielbieniem dla słynnej córki Liddellów, która była pierwowzorem dla książkowej Alicji, nie brakuje współcześnie teorii identyfikujących Lewisa jako pedofila, który, podobnie jak doktor z Madness Returns, wykorzystywał bezwzględne zaufanie dzieci do swoich odrażających celów. Nie brakuje poszlak mogących potwierdzać te teorie w rodzaju serii półnagich zdjęć jakie Carroll wykonywał swoim małoletnim modelkom, tudzież fragmentów pamiętników cytowanych przez biografów takich jak Roger Taylor, w których Lewis przeklina się za dręczące go „czarne myśli”.

Z drugiej strony jednak mamy takie fakty jak to, że niesławne zdjęcia były tylko ułamkiem pokaźnej kolekcji fotografii Lewisa (była to jego druga poza matematyką pasja, fotografował wszystko: od zwierzęcych szkieletów począwszy a na portretach rodzinnych skończywszy, w sumie ma na koncie ponad 2700 zdjęć, co jak na czasy, gdy zrobienie zdjęcia zajmowało zazwyczaj przynajmniej godzinę jest wynikiem imponującym), czy też to, iż wbrew popularnej opinii wiódł bardzo bogate życie towarzyskie i był znanym bawidamkiem, któremu daleko do zdziwaczałego odludka o dziwnych skłonnościach jakim często próbuje się go obrazować. Obydwie wersje są prawdopodobne, ale jak zauważa wspomniany Taylor, gdyby rzeczywiście Lewis dopuścił się jakiś paskudnych występków, wyszło by to na jaw, z racji silnych więzi jaka panowała między nim, a zaprzyjaźnionymi rodzinami. Jego zdaniem nigdy nie dowiemy się czy rzeczywiście zmagał się z jakimiś niezdrowymi skłonnościami, czy też próbujemy mu obecnie przypisać zwyrodniałość, nie biorąc pod uwagi nieco innej mentalności panującej w tamtych czasach. Natomiast to, że nie dopuścił się do żadnego ohydnego czynu jest jego zdaniem niemal pewne.

Waterboarding w filiżance herbaty

Uff, zrobiło się trochę mrocznie, co? Żeby nie kończyć taką ciężką nutą, weźmy jeszcze na warsztat wspólny mianownik obydwu części, który, choć mroczny, jest daleko mniej szokujący dla przeciętnego gracza niż powyższe teorie. Mianowicie – brutalność. W obydwu grach McGee nie brakuje brutalnych akcji i groteskowych wręcz zgonów. Dla kogoś wychowanego na ugładzonych adaptacjach Disneya czy Burtona może wydawać się to tylko dodatkiem mającym podbić mroczny klimat. W oryginalnych książkach odchodziły jednak numery, które obecnie w dziecięcej książeczce by nie przeszły. Pamiętacie z gry zapiekłą nienawiść pomiędzy Myszą a Zającem? Ciężko się Myszy dziwić, gdyż została z zimną krwią utopiona w filiżance herbatki podczas przyjęcia u Kapelusznika.

Brutalna Baronowa (której w grze zawdzięczamy robiący za maszynówę młynek) również ma swoje za uszami: w pierwszej scenie znęca się nad małym płaczącym dzieciakiem, które ostatecznie ratuje Alicja (a to że chwilę potem dzieciak zamienia się w prosię i odbiega w siną dal to już inna sprawa..). Inny ciekawy przykład to Gryf oraz Lew, których napotyka Alicja w drugiej części serii – owa parka toczy od wielu lat niemal niekończący się bój na pięści, przerywany tylko krótkimi przerwami na posiłek i herbatkę. Buźki zaś obijają sobie w pewnym miasteczku, nieustannie terroryzując bogu ducha winnych mieszkańców. To zresztą jedna z niewielu sytuacji, w których Alicja traci swoją zwyczajową rezolutność i wydaje się zaniepokojona całą sytuacją. Moja ulubiona zaś scena z „dwójki”, gdy Mors do spółki ze Stolarzem dokonują niespodziewanej rzezi ostryg również zaczerpnięta jest (oczywiście minus wymachujący kosą Mors) z wierszyka napisanego przez Carrolla. McGee zatem nie powtykał brutalności i gore „na chama”, tylko po to, by było kontrowersyjnie. On po prostu wziął obecną już przemoc i podkręcił ją o 200%.

Występ Morsa jest równie spektakularny co niespodziewany.

Gąsienica, dragi i…matma

Growa adaptacja Alicji czerpie pełnymi garściami głównie z tych najmroczniejszych motywów takich jak przemoc, czy wiktoriańskie praktyki wychowawcze, które dziś mogą wydawać się zwyczajnie okrutne. Istnieją jednak również inne ciekawe interpretacje twórczości Carrolla, które choć nie znalazły swojego odzwierciedlenia w grach, to z pewnością mogą zainteresować fanów Alicji. Jedna z nich dotyczy…matematyki. Zdaniem Melanie Bailey, która popełniła artykuł „Alice’s adventures in algebra: Wonderland solved“, pierwsza odsłona Alicji roi się od nawiązań do tej dziedziny matematyki i posiada liczne prztyczki w stronę „nowej szkoły” matematyki, która Carroll uznawał za bzdurne (okazało się jednak, że stał po złej stronie historii, gdyż to ostatecznie jego poglądy zostały wyparte).

Nie brakuje również interpretacji mówiących o tym, iż całość stanowi w istocie jeden wielki narkotyczny trip. Alicja regularnie faszeruje się przecież wszelkiej maści środkami zmieniającym jej stan fizyczny, a taka Gąsienica, która choć pojawia się krótko, ćmi sobie elegancko z fajki wodnej. Co jednak ciekawe, nie wiadomo nic o tym, by Carroll miał gustować w substancjach psychodelicznych. Mało tego – z racji swojego pochodzenia (przypomnijmy: pochodził z rodziny duchownych) i pozycji społecznej, raczej mało prawdopodobne jest, by miał okazję mieć z nimi styczność. Nie przeszkadza to jednak miłośnikom wszelkiej maści używek robić z książek o Alicji jednych z bardziej znanych powieści o psychodelicznej treści.

Alicja oraz jej interpretacje to temat rzeka na temat którego można by pisać bez końca. Miejmy zatem nadzieję, że ziści się cud i kiedyś jeszcze dostaniemy do łap trzecią odsłonę mrocznej growej adaptacji, którą już tak dawno obiecało nam zakończenie Madness Returns.

Dla ciekawych tematu – źródła:

  • Roger Taylor  “All In The Golden Afternoon.”
  • Melanie Bayley „Alice’s Adventures in Algebra: Wonderland Solved.”
  • Maria Nikolajeva Aspects and Issues in the History of Children’s Literature.
  • Stephanie Schatz „Lewis Carroll’s Dream-child and Victorian Child Psychopathology.”
  • http://www.victorianweb.org/authors/carroll/aiwlov.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *