Czego boi się Alicja? Upiory epoki Wiktoriańskiej w serii McGee’s Alice

Koszmarna dylogia Alice od McGee, to pozycja do której regularnie wracam myślami. Pieczołowicie budowany klimat groteski i szaleństwa sprezentowany w tych tytułach już prawdopodobnie na zawsze został wypalony gdzieś w zwojach mej mózgownicy. To jednak jedna z wielu mrocznych adaptacji – w gruncie rzeczy przecież całkiem niewinnych – książek o Alicji. Skąd zatem bierze się magnetyzm historii o rezolutnej dziewczynce i dlaczego tak często kojarzone są z nią motywy koszmaru czy szaleństwa?

Zacznijmy w ogóle od tego skąd się wzięła Alicja i jej pełen dziwów Wonderland. Pomysł na tą historyjkę zrodził się zupełnie przypadkowo w głowie pewnego matematyka, który jeszcze nie wiedział że na zawsze wpisze się w annały światowej literatury. Ów jegomość miał na imię Charles Dodgson (Lewis Carroll to tylko literacki pseudonim) i znakomicie radził sobie nie tylko z cyferkami, ale też posiadał wybujałą wyobraźnię, talent literacki oraz – co nie mniej istotne – znakomicie rozumiał dzieci i świetnie czuł się w ich towarzystwie (zwolenników sensacyjnej teorii pod tytułem LEWIS CARROLL BYŁ WSTRĘTNYM PEDOOOFILEEEEM proszę o wstrzymanie piany toczącej się z ust i poczekanie z wydawaniem werdyktów do następnych akapitów).

Alicja rozwala system

Autor Alicji już za dzieciaka zabawiał swą liczną rodzinę i znajomych rymowankami oraz grami słownymi, a także samodzielnie redagował swoisty rodzinny almanach zawierający różne fraszki, wierszyki i inne teksty mające zabawiać domowników (przypomnijmy, że jesteśmy w Wiktoriańskiej Anglii – tu pod jednym dachem mieściły się wielopokoleniowe i wielodzietne rodziny, zatem czytelników nie brakowało). Jako dorosły człowiek więc często zabawiał dzieci różnymi wymyślanymi w locie historyjkami. I właśnie tak powstała słynna historia o Alicji i krainie czarów – była jedną z wielu zaimprowizowanych historyjek. Jednakże ta (opowiedziana siostrom Liddell podczas wyprawy łódką po Tamizie z rodziną Liddellów, czyli przyjaciółmi Lewisa) tak się spodobała dzieciakom, że poprosiły go o spisanie jej na papierze. Lewis długo się opierał, ale w końcu przelał swoją wizję na papier. Na rękopisie niebawem położył łapy znajomy literat Dodgsona, i to on ostatecznie właśnie namówił go na wydanie powieści, która w 1865 zdobyła szturmem serca małoletnich czytelników.

Dlaczego powieść odniosła taki sukces? Dla nas wszak postać cwanej i rezolutnej dziewczynki przeżywającej różne przygody w fantastycznym świecie to nic nowego – wystarczy spojrzeć na współczesne filmy animowane. Dla ówczesnych anglików to była jednak totalna rewolucja, coś prawie zupełnie niespotykanego – to prawie jakby wcisnąć Elsie z Frozen do łapy granatnik i kazać rozwalać hordy zombiesów. Tak się bowiem składa, że do tej pory praktycznie wszystkie bajki dla dzieci tworzone były przede wszystkim w celach dydaktycznych – miały utrwalić określony wzór zachowania (posłuszeństwo, uległość itp.), a dokonywały tego poprzez strach i niezbyt subtelne groźby.

Powrót do pierwszej Alicji nie będzie wiązał się z wizualną ucztą. Za to ten klimacik…

Przykład? Wystarczy spojrzeć chociażby na Czerwonego Kapturka, który dostawał prostą instrukcję: nie zbaczaj ze ścieżki. Oczywiście, dziewczynka nie wytrzymywała robiąc „skok w bok” co kończyło się niezbyt sympatycznie dla samej zainteresowanej oraz jej babci. Sytuację musiał oczywiście ratować dorosły, bez interwencji którego zarówno babuchnę jak i kapturka czekałaby powolna śmierć w układzie trawiennym Wielkiego Złego Wilka (dygresja: czy zatem Wilk był wczesnym odpowiednikiem starwarsowego Sarlacca?). I właśnie w takim literackim krajobrazie pojawia się nagle Alicja, której wędrówka nie dość że nie ma żadnego celu (zwróćcie uwagę, że ta pierwsza, oryginalna Alicja nawet nie próbuje się wydostać z Wonderlandu, ot włóczy się i wpada w kolejne dziwne sytuacje), to nie okraszona jest żadnym morałem.

Wróg wewnętrzny

Co ma ówczesny styl literatury dziecięcej do growej Alicji? Zamierzenie bądź nie – całkiem sporo. Wystarczy przyjrzeć się postaci głównego antagonisty pierwszej odsłony (spoilery, ale bez nich się nie obędzie już do końca tego tekściku) – Dżaberłoka. Stwór ten (pochodzący z poematu Carrolla o tym samym tytule) tylko na pozór jest typowym, demonicznym stworzeniem robiącym za „największego złego”. Jeżeli wsłuchamy się w jego dialogi, wychodzi na jaw czym jest w istocie – spersonifikowanym poczuciem winy znajdującej się w stanie kakatonicznym Alicji, próbującym przekonać ją, że to ona jest odpowiedzialna za pożar i śmierć całej swojej rodziny. Obwinia ją za beztroskę, za długie godziny spędzane na błogim nic-nie-robieniu, za sny na jawie – wszystko to, co przecież dla dzieci jest zupełnie naturalne. Nie jest to przypadek, gdyż wówczas aktywnościami tymi pogardzano: dzieci uznawano za małych dorosłych i ze wszystkich sił starano się ich jak najszybciej przerobić na poważnych człeków. Pod szczególnym zaś obstrzałem znajdowały się właśnie sny na jawie i fantazjowanie: ówcześni „psychologowie” i pedagodzy uznawali je powszechnie za początek choroby psychicznej, której niechybnym zwieńczeniem jest ostatecznie zbzikowanie. I jak tu się dziwić, że wychowywana w takich warunkach Alicja, nie stroniąca przecież od herbatek z wyimaginowanymi przyjaciółmi, zafiksowała się w pierwszej odsłonie na auto-destrukcyjną nienawiść do własnej osoby?

Warto przy tym zaznaczyć, że ówcześni rodzice raczący swe dzieci takim edukacyjnymi rarytasami jak The Good Child’s Reward, czyli rymowany alfabet napakowany hardkorowym, religijnym umoralnianiem (w stylu „B jak bicz, którym zostaniesz wychłostany gdy zgrzeszysz”, albo „K jak Krzyż na którym Chrystus umarł za twoje grzechy”) nie robili tego bo byli złymi trollami nienawidzącymi swych dzieci. Spójrzmy prawdzie w oczy: przeżywalność dzieci w typowej ówczesnej rodzinie dalece odbiegała od współczesnej. Jeżeli nie dopadały ich choroby, to szanse na to że zginą w jakimś nieprzyjemnym zdarzeniu losowym (np. pożar, których wtedy nie brakowało) były wciąż spore. Być może „warunkowanie” dzieciaków poprzez strach i groźby było wygodnym sposobem na wyuczenie odpowiednich zachowań z zachowaniem pewnego dystansu, który mógł się opłacić gdy dochodziło do najgorszego.

Oryginalny Dżaberłok. W grze wygląda podobnie, wzbogacono go jednak o różne steampunkowe elementy (zapewne odwołanie do industrialnej Anglii tamtej epoki).

To jednak akurat trochę moje „przemyślenia”, które nasunęły mi się po zgłębieniu paru tekstów na ten temat. Wracając do growej Alicji: w drugiej części mamy okazję pokierować nią zarówno w Wonderlandzie jak i prawdziwym świecie. Etapy w zrujnowanym Wonderlandzie nawiązują do kontrowersyjnych (i bardzo nieprzyjemnych) kwestii związanych z książkami o Alicji, natomiast te drugie to odwołania do całkiem realnego problemu ówczesnego Londynu. I to te dwie kwestie będą głównymi tematami drugiej części tekstu, który pojawi się na naszych łamach już niebawem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *