Relacja z Pyrkon 2018

W przeciągu przedostatniego weekendu w boju poległo: setki kartek z napisem free hugs, dziesiątki zagubionych identyfikatorów, tysiące kubeczków z ziemniakami zalewanymi wrzątkiem oraz grube tysiące litrów piwa. Wszystko, dla jednego celu – Pyrkon 2018!

Po wejściu na teren targów na uczestników czekały trzy dni sympatycznych spotkań, wykładów, prelekcji oraz pogaduszek. Bardziej aktywni mogli zdecydować się na liczne konkursy i zmagania terenowe lub radosne pląsy przy muzyce. Tak w skrócie wyglądał tegoroczny poznański konwent.

„Fantasy” Gearg Michael

Każdy, kto miał okazję, choć raz odwiedzić Poznań, doskonale zna jedno konkretne miejsce tuż przy stacji – chodzi o dawną restaurację McDonalds. Przesiadują tam wędrowcy z dalekich stron świata. Zaraz obok niej stoją sobie niepozornie budynki Poznańskich Targów. Po uzupełnieniu HP po nocnym pociągu, ruszyłam do bram ziemi wybranej na miejsce fantastycznych spotkań. Na duży plus zasługuje dość szybka obsługa wchodzących na teren festiwalu i późniejsza „przepustowość”. Niestety w tym roku zrezygnowano z opasek na rękę, na rzecz zawieszanych na szyi identyfikatorów, a jak powszechnie wiadomo lubią one często zmieniać miejsce położenia, włącznie z opuszczeniem swojego właściciela na zawsze. Zagubienie plakietki równało się wymogowi zakupu nowego biletu, co stanowczo boli.

Wśród pyrkonowych atrakcji znalazły się m.in. spotkania z pisarzami i znanymi osobami, takimi jak: Feliciaay, Andrzej Pilipiuk, Graham Masterton czy Jesse Cox. Spragnionych lootu i skarbów przyciągały liczne stoiska, gdzie dało się kupić niemal każdy możliwy gadżet ze swojego ulubionego uniwersum lub spotkać cenionego rysownika. Rosnąca popularność tzw. Alei Artystów, to dowód na to, że Polacy zaczynają doceniać twórców i unikalność ich dzieł. Klasycznie była okazja zagłębić się za bramy wioski postapo, poczuć w sobie moc Jedi w jednej ze Star Wars’owych inscenizacji czy wreszcie udać się do hali nr 6.

Cóż skrywała hala oznaczona symboliczną 6? Nie ominął jej z pewności żaden fan elektronicznej rozgrywki. Można było tam znaleźć m.in. stoiska Asus, kilka całkiem ciekawych stoisk z grami Indie, osobny dział dla fanów retrogrania, wystawę Nintendo czy wreszcie bardzo klimatyczna tawernę Hearthstone.

Zmęczeni wędrowcy mogli się udać do części rekreacyjnej, gdzie czekały na nich napitki i jadło oraz zabawy, które kochają wszyscy pod warunkiem, że organizator nie ustawi ich tuż obok stanowisk prelegentów. Na szczęście tutaj nie doświadczyliśmy takiej sytuacji. Wszelkie DDR i gry muzyczne rytmiczne zostały ustawione na zewnątrz w osobnych namiotach. Dzięki temu nie wpływało to na komfort innych uczestników konwentu. Po zrelaksowaniu się odpowiednią liczbą złotego napoju chętni rozpoczynali pląsy w rytm nuty prosto od DJ. Przyjemnie z pożytecznym.

Pyrkon pełen był także świetnych cosplayerów, którzy swoimi kostiumami udowodniają z wydarzenia na wydarzenie, że polski cosplay jest już na poziomie, niemal światowym.

„Thriller” Michael Jackson

To, co działało na niekorzyść festiwalu to bardzo słabe doinformowanie gżdaczy. Spora część osób noszących plakietkę oznaczającą pomoc najczęściej odpowiadała „nie wiem” albo zwyczajnie kierowała w złym kierunku. Do dziś nie mam pojęcia gdzie i czy w ogóle była szatnia dla osób z walizkami. Mimo, że przez bite trzy dni szatnia na kurtki przez większość dnia świeciła pustkami, nikt nie pozwolił mi pozostawić tam walizki, a miejsca było dość. Obiegłam chyba każdą szatnię na Pyrkonie. Przysięgam, że jest to jedna z najczęściej zwiedzanych przeze mnie atrakcji w pierwszym dniu festiwalu. Zastanowiłabym się także nad wprowadzeniem foodtraków na festiwal. Wprawdzie stoiska z jedzeniem były, ale widocznie brakowało miejsca do siedzenia i zakąszenia czegoś bez biegania do pobliskiego centrum handlowego. Na pewno ucieszyłoby to miejscowych sprzedawców gastronomii oraz Pyrkowiczów, którzy czatowali w kolejkach po zapiekankę.

Dodatkowy minus dla PKP, za kompletny brak wyobraźni w kwestii transportu do/z Poznania. Dzięki nim poznałam, co to znaczy Tetris w pociągu. Pozdrawiam mojego kręgarza, który będzie mi prostował plecy przez następne pół roku po 10h spędzonych w formie embrionalnej między rowerem a toaletą.

Pyrkon to specyficzny festiwal, który adresowany jest do szczególnej grupy ludzi. Jeśli szukasz rozmachu, ogromnych stoisk, wielkich firm i niesamowitej pompy, musisz pojechać w inne miejsce. Nie próbuję tu w żaden sposób obniżać wartości Pyrkonu. Poznański festiwal ma zdecydowanie odmienny charakter. Jest to doskonałe miejsce do poznawania nowych ludzi; ogromny konwent, który zbliża i pozwala pogadać o tym, co kogo pasjonuje. Jeśli tego poszukujesz, Pyrkon jest właśnie dla Ciebie!

Na koniec zachęcam do odwiedzenia całej galerii zdjęć z Pyrkon 2018 na naszym fan page.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *