To już 5 lat: ósma generacja i jej podsumowanie

Ósma generacja konsol liczy sobie już prawie pięć lat. Warto poświęcić chwilę i sprawdzić jak branża rozwinęła się przez ten czas. Co nam dała, a co rozminęło się z naszymi oczekiwaniami?

Krajobraz gier od chwili zaprezentowania Xbox One i PlayStation 4 na targach E3 2013 zmienił się diametralnie względem wcześniejszych lat. Od rynkowego debiutu obecnych konsol minie pięć lat już tej jesieni, a więc w klasycznym rozumieniu branży teoretycznie powoli zbliżamy się do końca tej generacji. Czy aby na pewno? Dwaj najwięksi rynkowi konkurenci i szara eminencja w postaci Nintendo już nie raz nas zaskoczyli.

To nie tak miało być…

Pamiętacie dreszcz oczekiwania na prezentację Microsoftu i Sony w trakcie targów E3 2013? Wszakże już wtedy konsola ósmej generacji gościła na rynku, ale oferta Nintendo w postaci Wii U uznawana była raczej za pół-generację, choć uważam to stwierdzenie za niesprawiedliwe. Jak później się okaże, tak naprawdę nie specyfikacja Wii U stanowiła problem, a sama polityka japońskiej firmy i popełnione marketingowe błędy.

Premiera obecnej generacji miała mieć miejsce na jesień 2013. Sytuacja była o tyle wyjątkowa, że od premiery siódmej gen. minęło niemal osiem lat, i nic nie zapowiadało by PlayStation 3 miało w ogóle zwolnić tempa. Generalnie w latach 2005-2008 to Microsoft rozdawał karty. Sony natomiast musiało gonić, choć po kilku latach odrobili dzielący dystans, by na sam koniec generacji wypaść naprawdę świetnie. Dzięki temu pod koniec 2012 roku mieliśmy do czynienia z równorzędnymi konkurentami.

Natomiast późniejsze wydarzenia wciąż są dla niektórych zagadką. Wieki niefart miał gigant z Redmond występując ma E3 2013 jako pierwszy. Do dziś prezentację Microsoftu uznaje się za jedną z najgorszych w dziejach całej branży rozrywki elektronicznej. Błędy, jakie popełniono w trakcie trwania półtoragodzinnej prezentacji rzutowały następnie na kolejne miesiące i lata. Jednak, jeśli mam być szczery, to wystąpienie Sony było oczywiście bardziej konsekwentne, spójne i nastawione przede wszystkim na gry, ale mimo tego szału na mnie nie wywarło. Moje największe wątpliwości wzbudzała specyfikacja obu konsol. W gruncie rzeczy był one budżetowymi urządzeniami. Po-kryzysowe konsole, bo przecież wtedy dopiero wychodziliśmy z wielkiej recesji, prezentowały się jak niewielki krok do przodu względem premiery swoich poprzedników.

Zabawa w liczby

Obecna generacja przyniosła znaczącą zmianę w postaci całkowitego przejścia na architekturę urządzenia tożsamą z tym, co możemy znaleźć w komputerach. Celem było nie tylko obniżenie ponoszonych nakładów na produkcję konsol, ale także optymalizacja kosztów tworzenia gier, co szczególnie uprościło proces przenoszenia porów. Pięć lat później jesteśmy w miejscu, gdzie Sony dominuje rynek, posiadając najszybciej sprzedającą się konsolę w dziejach, a Microsoft od miesięcy stoi w miejscu. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że konsola Switch, będąca tak naprawdę tableto-konsolą, sprzedaje się znacznie lepiej niż Xbox One w niektórych regionach świata.

Recepta sukcesu Sony jest prosta. Włodarze japońskiej korporacji zrobili wszystko to dobrze, co Microsoft uczynił w przypadku premiery Xbox 360. Chodzi oczywiście o tańszą konsolę względem konkurencji, niemal jednoczesne wejście na wielu rynkach, solidną linię tytułów na najbliższe miesiące po premierze oraz agresywny, niedający szans i punktujący wpadki oponenta marketing. Wielu z naszych czytelników pewnie dorzuci do worka lepszą specyfikację konsoli PS4 nad XOne, ale w rzeczywistości to właśnie efekt działania wspomnianego marketingu. Generację ósmą na początku lansowało hasło zabawy w Full HD, choć ostatecznie tak naprawdę obie konsole miały z tym spore problemy i nawet do dziś w przypadku wielu pozycji natywne 1080p i stabilny frame-rate powyżej 30 fps potrafi sprawić wyzwanie. Dopiero PS4 Pro i XOne S były tym, czym ta generacja powinna być od samego początku – przynajmniej pod względem technicznym. Natomiast pierwsza rewizja PS4 i XOne, to urządzenia bardzo zbliżone i ich specyfikacja sprowadza się do pewnych niuansów. To jednak właśnie na nich spece od marketingu Sony budowli swoją strategię, przemawiając do wyobraźni a następnie portfeli graczy.

To jednak nie wszystko. W istocie rzeczy ogromną siłą Sony przez następne miesiące od premiery będzie fakt dostarczenia k-o-n-s-o-l-i. PS4 została wyprana ze wszystkich multimedialnych możliwości kombajnu, jakim było PlayStation 3, obecnie budując swoją siłę w oparciu o wyłącznie kilka usług streamingowych, i oczywiście przede wszystkim gry! Pewnie tego nie pamiętacie, ale PS3 na samym początku było istną klapą: droga dla konsumenta, zbyt dużo wersji o różnej funkcjonalności, techniczne wpadki, nie wspominając już o problemach punktowanych przez twórców. Problemy te odeszły do przeszłości wraz z premierą następcy poczciwej „Czarnulki”.

Natomiast Microsoft od pięciu lat popełnia ten sam błąd, czyli oferuje „usługę”, a nie konsolę. Amerykanie zbytnio ulegli fiksacji nad, swego czasu głośno lansowanym hasłem, końca ery stacjonarnych konsol. Dlatego chcieli dostarczyć multimedialnego huba, gdzie gry byłyby tylko jednym z wielu elementów składowych, w dodatku nie najważniejszym.  Pomysł ten miał wypalić szczególnie na rynku amerykańskim, gdzie Xbox 360 zdążył wypracować sobie silną markę. Ostatecznie idea się nie przyjęła, a Microsoft na własnym podwórku będzie zbierać cios za ciosem od konkurencji. Co więcej, strategia ukuta dla USA przełożyła się potem na porażkę w Europie, zaś o Azji nie mamy nawet, co wspominać. To ciekawe, ponieważ we wczesnych latach swoich poprzedników w samej tylko Japonii Xbox 360 był w stanie znaleźć wielu nabywców, głównie dzięki swojej linii dostępnych tytułów.

Tylko gry się liczą

To nie jest tak, że Microsoft siedzi na tyłku z założonymi rękoma i nic nie robi. Ich działania na przestrzeni ostatniego 2,5-rocza były bardzo przemyślane, konsekwentne i celne. Na wielu etapach udało im się zaskarbić nawet większą sympatię graczy niż Sony, które zdecydowanie poczuło się zbyt pewnie. Jeśli mamy być całkowicie obiektywni, to na tę chwilę usługa sieciowa Amerykanów jest bardziej atrakcyjna i pod tym względem to Japończycy muszą gonić. Pozytywem są także cykliczne aktualizacje oprogramowania, dzięki temu system konsoli zyskuje nowe funkcje.

Ha! Nie zapominajmy o hardware: XOne Elite Controller to bez wątpienia najlepszy gamepad dostępny na rynku i mimo zaporowej ceny, jeśli gracie sporo, wart jest swojej ceny. Natomiast w przypadku całego projektu konsoli, XOne S również wypada ciut lepiej niż konkurent. Co więcej, kompatybilność wsteczna z konsolą Xbox i Xbox 360 oraz podejście do tego rozwiązania, także jest realnym atutem. Przyznam się szczerze, że jest to jeden z argumentów, dla którego wciąż korzystam z konsoli Microsoftu.

Idea jednej platformy obsługującej bogatą bibliotekę gier z różnych generacji to wyśmienity pomysł. Po drodze otrzymaliśmy akcent w postaci Xbox One X, posiadającego solidną specyfikację, oferującego dzięki odpowiednim łatkom jeszcze lepszą jakość nawet w dużo starszych tytułach. Oczywiście Microsoft próbuje zbić kapitał na tej samej zagrywce marketingowej, co Sony pięć lat temu. Tak jak wtedy lansowano „prawdziwe Full HD”, tak teraz jest to rozdzielczość 4K. Jak się pewnie domyślacie to głośne, ale niewnoszące nic konkretnego hasła. Dlaczego?

Wszystkie ruchy Microsoftu nie mają żadnego sensu na dłużą metę, bowiem brakuje najważniejszego elementu: nowych gier, i to nie byle jakich, bo na wyłączność. Na początku tej generacji konsolę Sony najbardziej sprzedawały Fifa i Call of Duty, a potem jeszcze Wiedźmin 3. Czemu? Ponieważ była to zdecydowanie tańsza inwestycja niż nowy PC (i Xbox), w zasięgu możliwości finansowych zwykłego Kowalskiego, a przy okazji kusiła prostota użytkowania. Kanapowe gierczenie jest obecnie w modzie. Dlatego przy niemal identycznych systemach – sprzętowo, usługowo itd. – wyścig wygra ten, kto zaoferuje coś więcej, a namacalną wartością dodaną są przecież nowe gry.

Obecnie ilość pozycji na wyłączność lądujących na PS4 przemawia do wyobraźni jeszcze bardziej, tworząc tak długoterminowe przywiązanie gracza, podczas gdy Microsoft stara się budować wizerunek przy pomocy Halo, Gears of War i Forza, z czego dwie ostatnie i tak wylądowały już na PC. Ruch ten rzecz jasna nie wynika z braku wiary w Xbox i odejścia od produkcji konsoli (gdyby tak było, po co wydawać XOne X?), ale dalszego dążenie w zaparte, że to kompleksowa usługa na różnych platformach skupiona wokół funkcjonalności Windows 10 ma pierwszeństwo. Konsola to pewien styl spędzania wolnego czasu, rządzący się własnymi prawami, przez który wielu graczy utożsamia siebie. Wrzucanie do jednego worka PC i konsol nie ma, zatem większego sensu.

Na szybko podsumowując, zapomnieliśmy chyba o niechybnym losie, jaki spotkał lata temu Segę Dreamcast. Ostatecznie o sukcesie decydują wyjątkowe gry, a dyskusja o ilości renderowanych pikseli ma trzeciorzędne znaczenie. Oryginalny Xbox posiadał niemal 200 pozycji na wyłączność, dostępnych tylko na X-Klocku, co daje 40 gier rocznie przez 5 lat. Jego następca wypada bardzo podobnie, z czego grubo ponad setkę stanowią pozycje wysokobudżetowe. Dziś to Sony wciąż inwestuje pokaźne środki we własne studia i kolejne nowe marki, co przynosi oczywiście pożądane rezultaty.

To nie były złe lata

Patrząc wstecz muszę przyznać, że start ósmej generacji na obu urządzeniach, ale także na konsoli Nintendo, był dla nas graczy ogólnie udany. Dostaliśmy dwie podobne konsole, jako urządzenia, dlatego o pozycji na rynku decydowały polityka względem dodatkowych usług i inwestycja w nowe pozycje, mające siłę przyciągać na dłużej.

Z perspektywy polskiego konsumenta jak wygląda sytuacja? Nintendo to egzotyka, zdolna zainteresować tylko zapalonych geeków i osoby posiadające już główną maszynę do grania oraz spory nadmiar gotówki. Sensownym rozwiązaniem dla graczy nieposiadających jeszcze konsoli jest PlayStation 4 (jako fan Xbox mówię to z krwawiącym sercem). Dostępność urządzeń, szeroka społeczność i gigantyczny rynek wtórny nie pozostawia złudzeń. Co można więcej powiedzieć w chwili, gdy kolejne sklepy z grami wycofują się z tytułów na Xbox One, ponieważ zalegające półki generują tylko straty? Globalnie, czy dokładniej w Zachodniej Europie i USA, Microsoft ma szansę nadrabiać zaległości względem Sony, ale w mniej zamożnych krajach, jak Polska, to walka z wiatrakami. Ogólnie Xbox One to bardzo dobra konsola. Szczególnie wersja „S” jest warta inwestycji nawet mimo braku dużej ilości tytułów na wyłączność. Niestety błędy popełnione na początku generacji ciążą do dziś, dlatego „Zieloni” muszą cały czas się dwoić i troić, by gonić konkurencję. I anulowanie kolejnych dużych projektów absolutnie w tym nie pomaga!

Na sam koniec, warto pomyśleć, co przyniesie nam przyszłość? Wątpię, aby nowa generacja zagościła w tym, czy nawet przyszłym roku. Dla Sony, gdzie ich konsola sprzedaje się wciąż jak ciepłe bułeczki, to zasadniczo nierozważny krok. Microsoft posiada w ręku już wystarczające narzędzia w postaci dopieszczonych usług, dobrego hardware i oczywiście przyszłościowego Xbox One X; potrzeba już tylko gier. Tym samym jestem pewien, że Microsoft utrzyma dalej ideę jednej konsoli do wielu gier, kultywując kompatybilność różnych wersji Xbox. Natomiast z drugiej strony kolejna konsola Sony będzie nowym otwarciem, bez możliwości kompatybilności wstecznej.

Grafika: gamerweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *