Top 10 Pamiętnych narzędzi growej destrukcji

Przed wami megasubiektywna lista składająca się z dziesięciu narzędzi growej destrukcji, służących do siekania i rąbania, które same w sobie stały się znakiem rozpoznawczym konkretnych gier.

Szarpię sobie ostatnio ostro w Grim Dawn – aRPG, który niedawno opuścił Early Access. Gierca jest świetna, expi się przemiło, a loot sypie się gęsto. Tak się wspaniale złożyło, że udało mi się stosunkowo szybko rozgryźć sposób na postać, która będzie masakrować wrogiego luda wysokim DPSem. Na dodatek wpadł mi w ręce znakomity sprzęt. Biegam więc teraz beztrosko, gdyż mobki na bliższy kontakt z moim najnowszym orężem po prostu eksplodują w chmurze krwi i flaków. Jako że takie granie nie wymaga dużej uwagi, me myśli odpłynęły w przeszłość i postanowiły powspominać, co ciekawsze kawałki żelastwa, które przewinęły się przez me wirtualne ręce. Oto subiektywna lista tychże ostrych narzędzi zbrodni:

Cyber-ostrza Adama Jensena (Deus Ex: Human Revolution)

Bohater Human Revolution, Adam Jensen, nie ma problemu z przepychankami w sklepie czy w tramwaju. Wysuwa tylko te swoje cwane naramienne ostrza i wszystkie kłopoty znikają bez śladu (pomijając, rzecz jasna, bryzgi krwi na ścianach i leżące bezwładnie ciała). Jego pierwszej klasy „kłujki” przydają się też w poważniejszych sytuacjach, takich jak atak uzbrojonych po zęby najemników wynajętych przez wszechpotężną korporację, czy krojenie ziemniaków. W tym pierwszym przypadku Jensen morduje w niebywale fantazyjny sposób, zdradzający jego sadystyczne zamiłowania. A podobno taki biedny jest, smutny i w ogóle „I’ve never asked for this”…

Ostrze Mrozu (Warcraft 3)

Wspomnień czar! Ostrze Mrozu swój debiut zaliczyło w Warcraft 3, gdzie posłużyło za narzędzie zguby pewnego grzecznego chłopca o imieniu Arthas. Blondasek był praworządnym Paladynem z niezdrową obsesją ratowania świata. Gdy więc czarodziejskie Ostrze Mrozu obiecało mu to, czego tak bardzo pragnął, chwycił zań nawet pomimo ostrzeżeń swego mentora. Mroźny miecz, mówiąc kolokwialnie, zrył mu ostro czapę i Arthas postanowił uratować świat „po swojemu”, czyli mordując króla (który był przy okazji jego ojcem) i siejąc ogólną demolkę. Dzięki temu Blizzard mógł wyprodukować kilka przekozackich cutscenek, które na pamięć wkuwała cała moja gimbaza (wyliście kiedyś wcięci z kumplami „UWOOOLNIIJ MNIEEEE Z KAAAJDAAAAN” udając magiczny miecz? Nastolatkowie to jednak naprawdę debile).

Rebellion (seria Devil May Cry)

Miecz ten zasługuje na wzmiankę, chociażby z jednego powodu, a mianowicie jako jeden z niewielu oręży tego typu miał okazję przebić swojego właściciela na wylot. To jeszcze nie byłoby aż takim powodem do przechwałek, ale tu dochodzi jeszcze fakt, że ów właściciel niespecjalnie się tym przejął. Dante potrafi przyjąć na klatę (dosłownie!) kilka kos dzierżonych przez ponurych żniwiarzy, nie przerywając przy tym wcinania ulubionej pizzy. Zatem to, że tym zweihanderem potrafi dźgać z prędkością 100 pchnięć na minutę, jest tylko wisienką na szczycie szermierczego tortu. Kto szarpał w Devil May Cry („trójkę” masakrowałem na wszystkie możliwe sposoby przez parę dobrych miesięcy) ten wie, ile Rebellion potrafi dać frajdy!

credit: treposo.deviantart.com

Miecz łańcuchowy (Space Marine)

Bez Warhammerowych Space Marinesów pewnie nie mielibyśmy Gearsów, jakich znamy. A już na pewno zabrakłoby w tej serii karabinów z łańcuchowymi bagnetami. Na takie innowacyjne pomysły mordowania wrogów wpadła już o wiele wcześniej ekipa Games Workshop, upychając łańcuchówki, gdzie się da. Najbardziej popularną wersją był miecz łańcuchowy, łączący etos rycerza z tradycją nowoczesnego drwala. Unikalne połączenie tych dwóch światów pozwala użytkownikowi nie tylko cieszyć się z celnego ciosu w bebechy, ale także przedłużyć to, jakże niezwykle przyjemne, doświadczenie, poprzez konsekwentne przepiłowywanie się przez wrogie trzewia. Dorzućmy do tego głośne, satysfakcjonujące warczenie silnika oraz ultramęskie kłęby dymu i mamy obraz doskonałej broni dla każdego szanującego się twardziela!

Black Knight’s Sword (Dark Souls)

Szarpiąc w Dark Souls, początkowo zachowywałem się jak typowy, przestraszony noobek, dźgający tchórzliwie wrogów dzidą zza bezpiecznie podniesionej tarczy. Potem jednak pojawił się ON. Był długi i czarny. Twardy i lśniący. Oraz całkiem ciężki. Dopiero z biegiem czasu nabrałem siły wystarczającej, by śmiało trzymać go w mej dłoni. Wkrótce wprawnie prowadziłem go, gdzie trzeba, a on wchodził tam jak w masło. Żadne wyzwanie nie było zbyt wielkie, razem doznaliśmy wielu ekscytujących momentów. Tak, Black’s Knight Sword odmienił me życie i pozwolił zwyciężyć nawet takich zakapiorów, jak Orstein i Smough czy Seath the Scaleless. Przeprowadził mnie też przez ostatnią dolinę i pomógł rozwalić finalnego bossa. Chwała mu za to na wieki!

Cokolwiek z Condemned: Criminal Origins

Honorowe miejsce dla jedynego „tępego” sprzętu na tej liście. Condemned wgryzało się już na starcie w mózgownicę chorą atmosferą, ale gwoździem programu były bezpośrednie potyczki z napotykanymi co krok psycholami. Twórcy w niepokojąco wręcz realistyczny sposób oddali ciężar zadawanych ciosów. Świrów obtłukiwaliśmy walającymi się wszędzie dechami, rurami i znakami drogowymi, a każdy celny raz  owocował chrząśnięciami i wrzaskami, od których ciężko było się nie wzdrygnąć. Reakcje wrogów również były dopracowane – trafiony zbir realistycznie zataczał się zgodnie z kierunkiem naszego uderzenie, plując zębami i wymachując na oślep swoim „orężem”. Jak dla mnie niedościgniony majstersztyk pod względem dopieszczenia efektów walki wręcz z pierwszej osoby, stąd jako pamiętną broń klasyfikuję cały arsenał (jednego bossa okładaliśmy bodajże pompką od roweru – CHORE GÓWNO!)

Soul Reaver (seria Legacy of Kain)

Bardzo chciałbym sprzedać tu pokrótce historię Soul Reavera, ale jak wszystko, co związane z fabułą serii Legacy of Kain, wymaga to około 3 stron A4 pisanych drobnym druczkiem z mnogością przypisów (za które korekta pewnie podpaliłaby mi dom i strzelała w plecy uciekinierom ). Historia serii to jeden wielki czasoprzestrzenny „mindfuck”, którego nawet bohaterowie gier niezbyt są w stanie ogarnąć. Dość powiedzieć, że miecz ten staje się integralną częścią Raziela, hardego eks-wampira bez szczęki. Odziany w gustowny szal, antybohater „wysuwa” go prosto z ręki, gdyż stanowi on niejako przedłużenie jego duszy (TO SKOMPLIKOWANE). Mordowanie nim oponentów to tylko jedna z funkcji – przydaje się także do rozwiązywania licznych zagadek. Dodatkowe punkty zgarnia za „epicki” występ w ostatniej części cyklu – Defiance. Łezka w oku się niejednemu fanowi pewnie zakręciła.

Jeżeli ktoś, nawiasem mówiąc, ma growe zaległości szuka ciekawej serii z inteligentną fabułą oraz wspaniałymi, szekspirowskimi dialogami niech w ciemno instaluje Legacy of Kain.

Katana z SUPERHOT

SUPERHOT dało nam wiele rzeczy. Dużo odcieni szarości, dużo czerwieni oraz możliwość przeprowadzania eleganckich, masowych zabójstw w zwolnionym tempie. Dało nam również katanę z prawdziwego zdarzenia. Pomimo spowolnienia czasu, katana działa w ułamku sekundy. Klik i karmazynowy gagatek leci w kawałkach na glebę. Klik (ale taki dokładnie wymierzony) i rozcinamy lecący w naszą stronę pocisk na dwa równiusieńkie kawałki. Żeby było zabawniej, gierca często spawnuje leszczy z tymże ekwipunkiem, więc nawet gdy miecz przepadnie nam po nieudanym rzucie, zaraz możemy go odzyskać. Szybki podbródkowy, katana wypada z łapek oponenta, łapiemy ją i – klik! – główka cieniasa rozlatuje się na podłodze niczym drogocenna waza z epoki Ming. Katana z SUPERHOT na prezydenta!

Soul Edge

Soul Edge to rewolucja w dziedzinie mieczologii, czyli pierwszy miecz ze zintegrowaną kamerką GoPro. No co? A myślicie, że to łypiące ciekawie oczko to niby co jest? Poza funkcją dokładnego badania wnętrz ności wrogów, Soul Edge specjalizuje się w zatruwaniu dusz swoich posiadaczy. Potrafi również zmieniać kształt, dostosowując się do ich stylu walki. Najbardziej natomiast do gustu przypadła mi jego „główna” forma z czwartego Soul Calibura, gdzie „występował” jako potężny, dwuręczny miecz, dzierżony przez Nightmare’a. Ten dymiący skubaniec masakrował z bliska błyskawicznymi ciosami z piąchy oraz „z bara”, puszczając potężnego Soul Edge’a w ruch dopiero na solidnym dystansie, pozwalającym na wyprowadzenie powolnych ciosów. Soul Edge miał nawet swoje nemesis w postaci Soul Calibura, ale kto by się tam przejmował jakimś przerośniętym, kryształowym świecznikiem.

Gunblade (Final Fanatasy VIII)

Ostrze na pistolecie – rozumiem. Dobra, ale pistolet w ostrzu? Już nie bardzo! Jeszcze, żeby to był jakiś poręczny, lekki rapier, który można spokojnie wycelować w twarz uzbrojonemu natrętowi. Gdzie tam! W FF VIII to wielgachne scyzoryki o rozmiarach, których nie powstydziłby się Ned Stark. Na dodatek cholerstwa te targają ze sobą androgeniczne nastolatki o ramionach jak suche gałązki. I jak taki chudzielec ma to podnieść na wysokość oczu i porządnie wycelować, hę? Skandal, no mówię wam, i obraza rozumu oraz growej logiki, która, jak dobrze wiemy, jest spójna – zwłaszcza w słynących z realizmu JRPGach.

(W FF VIII nie grałem, wylądował natomiast na tej liście z powodów sentymentalnych. Spędziłem bowiem, jako brzdąc, kiedyś godzinę w pociągu wlepiony w reckę tejże produkcji, rozważając intensywnie sens istnienia takiegoż uzbrojenia. #11YearsOldProblems)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *